W błędzie są ci, którzy uważają, że zarówno profesjonalne zajmowanie się wykopaliskami, jak i amatorskie śledzenie ich wyników w ramach hobby pozwala oderwać się od rozmaitych dramatów, tragedii i nieszczęść dziejących się współcześnie, o których trąbią (aż do przesytu) media. Rezultaty badań archeologicznych bywają takie, że aż serce boli.

Francuska wyspa Reunion na Oceanie Indyjskim, na wschód od Madagaskaru – jeśli nawet nie raj na Ziemi, to na pewno raj dla turystów. Jedną z atrakcji są stare ruiny malowniczo porośnięte mchem, niedaleko Saint-Denis – stolicy wyspy. Miejsce to nosi nazwę Ilet a Guillaume i jest to płaskie wzniesienie sięgające 700 metrów wysokości.

Długo nikt nie badał tych murów, murków, ścian z otworami po oknach. W 1999 r. sporządzono ich plan. W 2008 r. wpisano ruiny do francuskiego rejestru Monuments Historiques. W październiku 2020 r. specjaliści z Inrap (Institut national de recherches archéologiques préventives) rozpoczęli tam wykopaliska, przeprowadzając jednocześnie kwerendę w archiwach. I wtedy wybuchła bomba: okazało się, że są to ruiny „maison de correction", teoretycznie domu poprawczego dla nieletnich, a praktycznie ciężkiego więzienia dla nieletnich zarządzanego przez misjonarzy z Kongregacji Ducha Świętego. Obiekt był duży, rozlokowany na pięciu hektarach. Zbudowali go właśnie ci nieletni. Budowali drogę, tarasy, budynki, kościół, brali udział w pracach budowlanych w porcie. Harowali jak woły robocze, uprawiali ziemię, zajmowali się inwentarzem zwierzęcym. Te przymusowe ciężkie roboty w więzieniu na rajskiej wyspie trwały 15 lat, od 1864 do 1879 r. Przez to więzienie przewinęło się blisko 4000 nieletnich, spośród których najmłodsze miały po siedem lat! Potem obiekt został opuszczony.

Archeolodzy z Inrap nie opowiadają o tych wykopaliskach z entuzjazmem, choć odsłaniają one istotną kartę z dziejów Francji i Europy, XIX-wiecznej myśli prawnej i systemu sprawiedliwości. Czy misjonarze z Kongregacji Ducha Świętego szczycą się tą misją? To ich sprawa, ale gdyby ktoś nakręcił film o tym epizodzie na wyspie Reunion, byłby to wyciskacz łez pierwszej klasy.

Archeolodzy polscy też przeżyli gorzkie chwile związane z bardzo ciekawym odkryciem: w jaskini Tunel Wielki koło Ojcowa kilkadziesiąt lat temu odkopano szkielet osoby pochowanej w bardzo płytkim grobie, z głową zięby w ustach i drugą przy policzku... Ale znalezisko to zbadano rzetelnie dopiero teraz. I okazało się, że są to szczątki osoby nieletniej, 12-letniej dziewczynki. Obecne metody naukowych analiz i kwerend archiwalnych są bardzo efektywne. Nie wdając się w szczegóły warsztatu badawczego Wydziału Archeologii Uniwersytetu Warszawskiego (pracami kierowała dr Małgorzata Kot), ustalono, że dziewczynka nie była Słowianką. Przybyła do Polski wraz z obcymi wojskami podczas potopu szwedzkiego, na początku drugiej połowy XVII w. Ale nie była też Szwedką. Trop wiedzie do Finlandii: żołnierze z tego kraju brali udział w tym najeździe, stacjonowali m.in. w Krakowie, a więc niedaleko jaskini Tunel Wielki.

W XVII stuleciu chrześcijaństwo na ziemiach Finów wcale nie było jeszcze wszechobecne, w wielu regionach miały miejsce praktyki pogańskie. Dr Małgorzata Kot wskazuje, że nawet jeszcze w XIX wieku w Finlandii człowiek, który stracił życie w lesie, musiał być w lesie pochowany, a nie na cmentarzu. Być może ptasie głowy w grobie dziewczynki pochowanej w jaskini to ślad po tego rodzaju wierzeniach i rytuałach? Etnografowie i religioznawcy zajmą się tym zagadnieniem.

Natomiast losem dziewczynki zajęli się antropolodzy. A był on żałosny, bo tylko taki mógł być los dziecka przy wojsku, podczas działań wojennych, gdy zdziczenie obyczajów zatacza szerokie kręgi, bardzo czytelne dla historyków... Analiza antropologiczna kości dziewczynki wskazuje niedwuznacznie, że w ciągu swojego krótkiego życia kilka razy cierpiała głód. Co jeszcze? Nawet strach pomyśleć. Gdyby i o tym dziecku powstał film, łzy lałyby się strumieniem. Od jej życia w przerażających warunkach, a potem zagadkowej śmierci, minęło trzy i pół stulecia. Od czasów funkcjonowania kolonii karnej dla nieletnich na wyspie Reunion minęło półtora stulecia. Nie miejsce tu na jeremiadę o problemie „dzieci wymagających korekty", jaki występuje w naszej cywilizacji, ale problem taki istnieje i daleki jest od rozwiązania. Ujawnia się nawet podczas wykopalisk archeologicznych, które wielu uważa za oderwany od rzeczywistości inny świat, dawno już nieistniejący.