Ks. Jerzy Popiełuszko według oficjalnej wersji zginął tego samego dnia, którego został uprowadzony: 19 października 1984 roku, a jego oprawcami byli trzej oficerowie MSW: Grzegorz Piotrowski, Leszek Pękala i Waldemar Chmielewski. Ich przełożony Adam Pietruszka miał dokonać sprawstwa kierowniczego zbrodni.

Tak wynika z ustaleń tzw. procesu toruńskiego z czasów PRL. Istnieje też wersja alternatywna. Głosi, że ksiądz zginął 25 października z rąk innych funkcjonariuszy.

Druga wersja, przedstawiana w wielu artykułach, książkach i programach, staje się właśnie mniej prawdopodobna. Tak wynika z ustaleń pionu śledczego IPN, który prowadzi śledztwo w sprawie zbrodni wobec duchowieństwa.

Przełomowy reportaż

Do ustaleń dotarł senator KO Krzysztof Brejza. Mówi, że interesuje się zabójstwem księdza i zapoznał się z aktami jego sprawy. – Po ich lekturze i materiałach „Superwizjera" TVN sam miałem wątpliwości co do okoliczności uprowadzenia księdza – mówi. Dodaje, że z tego powodu wystąpił do pionu śledczego IPN w trybie interwencji senatorskiej.

Reportaż „Superwizjera", o którym mówi senator, został wyemitowany w 2008 roku. Wynikało z niego, że kościół na Wyżynach w Bydgoszczy, w którym ks. Popiełuszko odprawił ostatnią mszę przed śmiercią, obserwowali oficerowie Wojskowej Służby Wewnętrznej. Z kolei niedaleko miejscowości Górsk, gdzie uprowadzono duchownego, pies tropiący kilkakrotnie zaprowadził śledczych w miejsce oddalone o około 200 metrów od miejsca porwania. Zdaniem „Superwizjera" może to świadczyć o tym, że ks. Popiełuszkę przejęła od ekipy Piotrowskiego grupa WSW i zabrała do swojego samochodu.

Co na to prokuratorzy IPN, badający sprawę Popiełuszki? Z odpowiedzi, którą Brejza, otrzymał z Głównej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu, wynika, że „prokuratorowi prowadzącemu śledztwo znane są okoliczności przedstawione w programie »Superwizjer« TVN z 2008 roku i w toku postępowania zostały one wyjaśnione".

Szef pionu śledczego IPN prok. Andrzej Pozorski informuje senatora, że „Wydział II Oddziału IV Wojskowej Służby Wewnętrznej Pomorskiego Okręgu Wojskowego w Bydgoszczy prowadził obserwację zewnętrzną, niezwiązaną z pobytem ks. Jerzego Popiełuszki na mszy świętej w kościele św. Polskich Braci Męczenników w Bydgoszczy". Dodaje, że funkcjonariusze obserwowali kobietę o pseudonimie Ula, która udała się na mszę, doprowadzając śledzących w okolice kościoła.

„Okoliczność doprowadzenia przez psa tropiącego do miejsca oddalonego o około 200 metrów od przypuszczalnego miejsca porwania księdza została wyjaśniona przez sprawców zbrodni, Grzegorza Piotrowskiego i Waldemara Chmielewskiego" – kontynuuje Pozorski. Przywołuje ich zeznania, z których wynika, że szarpali się z księdzem, który nie chciał wsiąść do auta. Duchownemu miało udać się uciec, a dogoniony przez sprawców został ogłuszony. „Wskazanie psa tropiącego pokazuje tylko drogę ucieczki księdza" – pisze prokurator.

Wysyp publikacji

– To przedziwne, że IPN nie informuje o tak kategorycznych ustaleniach. W końcu przez długie lata budowana była narracja o wątpliwościach – komentuje senator Brejza.

Zauważa, że alternatywną wersję prezentował nie tylko „Superwizjer" TVN, ale przede wszystkim prokurator IPN Andrzej Witkowski, który w przeszłości prowadził śledztwo w sprawie mordu. Alternatywne wersje opisali w swoich książkach Leszek Szymowski i Wojciech Sumliński. O tym, że „ustalenia procesu zabójców ks. Jerzego są w dużym stopniu nieprawdziwe", mówił też szef kolegium IPN prof. Wojciech Polak. Według wielu badaczy duchowny został zawieziony przez ekipę WSW do bunkra w Kazuniu, gdzie był kilka dni torturowany.

Historyk prof. Jan Żaryn mówi, że „tropy odnalezione przez prokuratora Witkowskiego mnożą pytania, ale nie dają definitywnych odpowiedzi". – W odróżnieniu od nich wersja obecnie obowiązująca ma wewnętrzną logikę. Istnieje zestaw faktów wspierających ją, również ujawnionych głęboko po 1989 roku. Nieuprawniona jest więc opinia, że jest ona kurczowym trzymaniem się tego, co przekazali nam komuniści – twierdzi.