Wiosną 1937 r. papież Pius XI postanowił przerwać milczenie w sprawie tego, co działo się w hitlerowskich Niemczech. 80-letni Ambrogio Damiano Achille Ratti miał dość wieści, które do niego docierały. Czara goryczy się przelała. Teraz, mocą swego apostolskiego urzędu, pragnął wstrząsnąć sumieniami katolików na całym świecie. Encyklika o wymownym tytule „Z palącą troską” (niem. „Mit brennender Sorge”) miała być pierwszym aktem oskarżenia przeciwko prześladowaniu Żydów i innych grup społecznych w Niemczech. Sędziwy papież w błagalnym i modlitewnym tonie zwracał się do ludzkiego sumienia: „Gdyby tylko świat mógł się uwolnić od tego bałamutnego i zgubnego rasizmu, sztywno dzielącego rasy na wyższe, niższe, autochtoniczne, insynuującego istnienie niezmiennych różnic krwi!”. To ostatnie orędzie dzielnego pasterza nie było jakąś skomplikowaną metaforą, ale jasno wyrażonym potępieniem nazizmu. „Obecne prześladowanie Żydów – pisał Pius XI – pozbawia miliony ludzi na ich własnej ziemi ojczystej podstawowych praw i przywilejów obywatelskich; odmawia się im ochrony prawnej przeciwko przemocy i kradzieży; czeka ich zniewaga i hańba, dochodzi nawet do tego, że piętno przestępstwa wypala się na osobach, które do tej pory skrupulatnie przestrzegały prawa swego kraju…”. To ostatnie zdanie obnaża bandyckie oblicze narodowego socjalizmu. Wskazuje na rabunkowy charakter polityki rasowej. Stanowi trzon papieskiego przesłania. Zwierzchnik Kościoła katolickiego nie mógł wyrazić swojego zgorszenia mocniejszymi słowami. Encyklika „Mit brennender Sorge” to w rzeczywistości anatema rzucona na wszystkich maszerujących pod znakiem połamanego krzyża.

Niestety, to tak bardzo oczekiwane przez miliony ludzi papieskie napomnienie pozostało nieme. Przed śmiercią Pius XI powtarzał: „Następny papież będzie musiał albo zostać świętym, albo bohaterem”. Umierający papież się mylił. Jego następca nie został ani świętym, ani bohaterem. Eugenio Maria Giuseppe Giovanni Pacelli, który z szacunku dla swojego poprzednika przyjmie imię Piusa XII, był przede wszystkim dyplomatą. Były nuncjusz apostolski w Berlinie i Monachium, sekretarz stanu i kamerling nie miał siły i charyzmy swoich poprzedników. Zabrakło mu stanowczości Piusa X, potępiającego szkodliwe przemiany obyczajowe, nie odziedziczył determinacji Benedykta XV, walczącego o pokój za wszelką cenę, nie miał odwagi Piusa XI, aby jawnie potępić zło nazizmu. Jego orężem stanie się milczenie – najsłabsza ze wszystkich broni papieskiego arsenału. Ale czy mógł użyć innej?

Czarna Szlachta

W licznych publikacjach historycznych Pius XII jest przedstawiany jako potomek rodziny arystokratycznej lub nawet książęcej. On sam nigdy nie sprzeciwiał się portretowaniu swojej rodziny jako rzymskich patrycjuszy. W rzeczywistości rodzina Pacellich dopiero w 1930 r., kiedy Eugenio był już kardynałem i sekretarzem stanu Stolicy Apostolskiej, otrzymała z rąk Piusa XI szlachectwo w nagrodę za liczne zasługi dla państwa kościelnego. Przodkowie po stronie ojca byli ludźmi niskiego stanu, pochodzącymi z położonego ok. 80 km od Rzymu wiejskiego regionu Viterbo. W czasie kiedy dziadek i ojciec Eugenia robili karierę w adwokaturach watykańskich, ich krewni z wioski Onano żyli nadal jak prawdziwi chłopi. Wyniosła poza Eugenia Pacellego sprawiała, że był on uważany za arystokratę. „Pius XII jako mężczyzna był atrakcyjny, a przy tym poruszał się zawsze z dostojeństwem i splendorem następcy św. Piotra” – wspominał po latach ojciec Raimondo Spiazzi, autor przemówień papieskich. Tę opinię potwierdzał kardynał Augustin May: „Pius XII był człowiekiem o imponującej, majestatycznej godności”. Filozof Pinchas Lapide uważał, że Eugenio Pacelli był człowiekiem o przemożnej sile oddziaływania. To sprawiało wrażenie, że musiał być wychowany w rodzinie o arystokratycznych manierach. W rzeczywistości była to rzymska rodzina o nieco prowincjonalnych obyczajach. Nawet ród matki, Virginii Graziosi, choć ściśle związany od pokoleń z Wiecznym Miastem, należał do środowiska drobnomieszczańskiego. Mimo to rodzina Pacellich uznawała się za rzymską Czarną Szlachtę. Nazwą tą określano nieliczną arystokrację Wiecznego Miasta, która mimo zjednoczenia Włoch pod rządami króla Wiktora Emmanuela II z dynastii sabaudzkiej nadal uznawała papieża za suwerennego króla Państwa Kościelnego.

Zarówno rodzina Pacellich, jak i Graziosich uważała, że zjednoczenie Włoch było tragedią dla Rzymu i całego Kościoła katolickiego. Taki pogląd ukształtował przede wszystkim dziadek Eugenia, Marcantonio Pacelli, który w roku 1834 został adwokatem w Trybunale Świętej Roty. Jego kariera w krętym labiryncie papieskiej biurokracji zaprowadziła go na same szczyty władzy Państwa Kościelnego. Marcantonio Pacelli stał się najważniejszym urzędnikiem świeckim i osobistym doradcą papieża Piusa IX. W 1852 r. tenże papież, nazywany popularnie Pionono, mianował Marcantonia sekretarzem spraw wewnętrznych. Dziadek późniejszego papieża Piusa XII głośno wyrażał niechęć do demokracji i liberalizmu. Te poglądy zaszczepił swojemu synowi Filippo i wnukowi Eugenio. Niechęć do demokracji i liberalizmu nie oznaczała jednak stagnacji. Marcantonio był autorem licznych zmian w papieskim Rzymie. Zwolennicy Piusa IX podkreślają, że w czasie, kiedy Italia była ożywiona duchem nacjonalizmu i zjednoczenia pod sztandarami dynastii sabaudzkiej, Rzym nadal był miastem o średniowiecznym charakterze, w którym papież dokonał licznych i znaczących reform. To za radą Marcantonia Pacellego już na początku swojego pontyfikatu papież Pius IX kazał zlikwidować pochodzące z czasów starożytnych żydowskie getto i proklamował zakaz modlenia się o nawrócenie się rzymskich Żydów. Pius IX uznał przymusową katechizację ochrzczonych „przez przypadek” za haniebny sposób nawracania na chrześcijaństwo.

Kard. Eugenio Pacelli został wybrany na papieża 2 marca 1939 r., w dniu swoich 63. urodzin. Przyjął

Kard. Eugenio Pacelli został wybrany na papieża 2 marca 1939 r., w dniu swoich 63. urodzin. Przyjął imię Piusa XII na cześć swojego poprzednika, wskazując tym, że zamierza kontynuować jego politykę. W rzeczywistości przyjął znacznie łagodniejsze stanowisko wobec nazizmu

Farabola/Leemage/AFP

Przeciwnicy Piusa IX podkreślają z kolei, że jego początkowa tolerancja wobec Żydów rzymskich była całkowicie koniunkturalna, ponieważ żydowscy bankierzy sfinansowali jego powrót do Rzymu. Pożyczka miała być udzielona w zamian za zmiany, które Pius IX po niedługim czasie cofnął, ponieważ rzymscy Żydzi poparli włoską rewolucję narodową: musieli wrócić do getta oraz zapłacić karę pieniężną za sprzeniewierzenie się władzy monarszej biskupa Rzymu. Wydarzenia te zachowały się w pamięci rodziny Pacellich, którzy postrzegali środowisko żydowskie jako wylęgarnię kosmopolitycznych mącicieli gotowych służyć każdej władzy, która będzie chroniła ich odmienność kulturową i religijną.

Zadeklarowany konserwatysta

Światopogląd przyszłego papieża Piusa XII kształtował się pod silną presją ultrakatolickich poglądów dziadka i ojca. Zupełnie inną wizję świata wpajano mu w szkole państwowej Liceo Quirino Visconti, mieszczącej się w budynku dawnego rzymskiego uniwersytetu jezuickiego. Tam dziesięcioletni Eugenio Pacelli spotkał się po raz pierwszy z antyklerykalizmem i światopoglądem materialistycznym.

Autopromocja
Nowość!

Trzy dostępy do treści rp.pl w ramach jednej prenumeraty

ZAMÓW TERAZ

Nie do końca znamy przyczyny, dla których Filippo Pacelli zdecydował się na posłanie syna do tej szkoły. John Cornwell, angielski biograf Piusa XII, podkreśla, że „Filippo najwyraźniej był zdania, że synowie skorzystają z bezpośredniej znajomości ze swoimi świeckimi »wrogami«, otrzymując zarazem najlepsze klasyczne wykształcenie dostępne w Rzymie”. Bez wątpienia nauka w Liceo Quirino Visconti uczyniła z Eugenia Pacellego człowieka znającego środowisko wrogie Kościołowi. Lata później, kiedy był już księdzem, za pontyfikatu ultrakonserwatywnego Piusa X, twierdził, że umie w mig rozpoznać źródła „sączące truciznę” europejskiego modernizmu.

Postawę niechętną Francuzom ukształtował u Pacellego przypadający na 1901 r. szczytowy okres szykan antyklerykalnych we Francji. Rząd Waldecka-Rousseau wydał w  tym czasie rozporządzenie zakazujące nauczania wszystkim zakonom, które w dużej części opuściły swoje siedziby, udając się na emigrację do krajów ościennych lub do Stanów Zjednoczonych. Trzy lata później premier Émile Combes oświadczył z dumą przed Zgromadzeniem Narodowym, że kazał zamknąć 13 904 katolickie szkoły.

XIX-wieczny porządek świata walił się na oczach młodego księdza wychowanego w duchu nonkonformizmu obyczajowego Piusa X. W całej Europie instytucje kościelne znajdowały się pod ogniem zmasowanej krytyki. Trudno się więc dziwić, że pontyfikat Piusa X, w czasie którego Eugenio Pacelli piął się z ogromną szybkością w hierarchii watykańskiej, stał się okresem, który wielu historyków dość tendencyjnie nazywa „antymodernistycznym polowaniem na czarownice”. Zmiana nadeszła wraz z przyjęciem tiary przez Benedykta XV. Nadal jednak katolicka Europa się waliła. Apogeum tego zjawiska była największa katastrofa humanitarna i dziejowa, jaką była I wojna światowa i rewolucja październikowa w Rosji.

Prawdziwym przełomem w życiu młodego prałata kurii było mianowanie go przez Benedykta XV nuncjuszem papieskim w Monachium z jednoczesnym podniesieniem do godności biskupa tytularnego miasta Sardis w Azji Mniejszej. Nowy nuncjusz zaskoczył króla Ludwika III Bawarskiego znakomitą znajomością języka niemieckiego. Tam, w stolicy królestwa Bawarii, świeżo wyświęcony biskup czuł się znakomicie. Tam też przydzielono mu do pomocy w prowadzeniu pałacu biskupiego siostrę Józefinę Lehnert, która nosiła imię zakonne Pascalina.

Ta młodziutka zakonnica z kongregacji Sióstr od Świętego Krzyża stanie się w przyszłości jedną z najpotężniejszych postaci Watykanu za pontyfikatu Piusa XII. To o niej historycy będą mówić, że  była ostatnią papieżycą (La Papessa) w historii, powierniczką Eugenia Pacellego i jego opiekunką. Jest bezspornym faktem, że w pewnym momencie to ona decydowała, z kim papież się spotka i kogo wysłucha. Ona też odegrała ogromną rolę w ratowaniu rzymskich Żydów przed prześladowaniami niemieckich zbrodniarzy.

„Papieżyca”

Utrzymująca stały kontakt z żyjącymi w Niemczech przyjaciółmi i krewnymi siostra Pascalina była jedyną osobą z otoczenia kardynała sekretarza stanu Eugenia Pacellego, która mogła mieć orientację w tym, co działo się w Niemczech po dojściu Hitlera do władzy. Wiele powojennych publikacji opisuje ją jako żądną władzy zakonnicę, która wybielała przed swoim szefem zbrodnie nazistowskiego reżimu w Niemczech. Takiemu wizerunkowi zaprzeczają zarchiwizowane notatki siostry Pascaliny z lat 1930–1939, które rzucają światło na jej poglądy. Zadziwiające, że chociaż Pascalina była niemiecką patriotką, to ani słowem nie wspomina o wizytach prezydenta Reichstagu Hermanna Göringa czy kanclerza Heinricha Brüninga i nie pasjonuje się faktem ratyfikacji przez III Rzeszę 20 lipca 1933 r. konkordatu.

List kardynała Pacellego do monachijskiego prałata Pfaffebüchlera, w którym sekretarz stanu Watykanu prosi Boga o wyprowadzenie Niemiec z chaosu, wskazuje, że Pacelli zdawał sobie sprawę z sytuacji w Niemczech. O tej wiedzy świadczyć też może przygotowany w języku niemieckim tekst wspomnianej encykliki Piusa XI „Mit brennender Sorge” (Z palącą troską), którego kilka kopii kardynał Pacelli wręczył metropolitom Wrocławia, Kolonii, Berlina i Münster. 16 marca 1937 r. encyklika opracowana przez Pacellego trafiła do rąk niemieckich biskupów, którzy odczytali jej fragmenty z ambon w Niedzielę Palmową 21 marca 1937 r.

Bardzo często słyszy się oskarżenie, że niemieckie duchowieństwo katolickie nigdy nie potępiło nazizmu. To nie jest prawda! Współautorami „Mit brennender Sorge” byli głównie dwaj niemieccy kardynałowie: abp Monachium Michael von Faulhaber oraz niezłomny przeciwnik hitleryzmu, błogosławiony Klemens August, kardynał hrabia von Galen, nazywany przez Niemców „Lwem z Münster”. To on ze smutkiem wspominał w rozmowie z kardynałem Pacellim o Marii Terwiel, studentce pochodzenia żydowskiego, która zgodnie z nauczaniem Episkopatu Niemiec kolportowała teksty antyhitlerowskich kazań kardynała von Galena, za co zapłaciła życiem. Jak zapisała siostra Pascalina, to właśnie ten kardynał płakał w czasie audiencji u papieża Piusa XI, wspominając aresztowania wielu niemieckich księży: „Tak, Ojcze Święty, ale przez to, że powtarzali moje kazania, zgotowałem wielu moim najlepszym kapłanom pobyt w obozach koncentracyjnych, a nawet śmierć!”. Eugenio Pacelli nigdy nie zapomniał tych słów.

Krzywdząca opinia

W 1963 r. pewien dość przeciętny niemiecki dramaturg Rolf Hochhuth – były członek Hitlerjugend, który po wojnie głosił skrajnie lewicowe poglądy polityczne – wydał sztukę zatytułowaną „Namiestnik”. Przedstawia ona Piusa XII jako papieża, który z powodów czysto finansowych świadomie i z premedytacją milczy wobec zagłady narodów Europy, a szczególnie Żydów. I chociaż nawet niemiecka opinia publiczna uznała tę sztukę za wyjątkową kalumnię, to do Piusa XII przylgnęła łatka „papieża Hitlera”.

W lutym 2001 r. wybitny amerykański rabin, historyk i profesor nadzwyczajny filozofii żydowskiej w Żydowskim Seminarium Teologicznym David G. Dalin, opublikował artykuł pod tytułem „Pius XII”, w którym podsumował całą współczesną nagonkę na owego papieża: „Czynienie z Piusa XII celu naszego moralnego oburzenia przeciw nazistom i zaliczanie Kościoła katolickiego do rzędu instytucji, które utraciły swą wiarygodność ze względu na okropność Holokaustu, ukazuje brak historycznego zrozumienia. Prawie żadna z wydanych ostatnio książek o Piusie XII i Holokauście nie jest tak naprawdę o tym. Prawdziwym ich tematem okazuje się spór między samymi katolikami o kierunek działania dzisiejszego Kościoła, w którym Holokaust jest po prostu największą pałką dostępną dla liberalnych katolików, którą mogą wykorzystać przeciw tradycjonalistom”.

Czy zatem istnieją argumenty, które rzetelnie obalają mit Piusa XII jako przywódcy Kościoła katolickiego, który swoim milczeniem akceptował zagładę narodu żydowskiego, polskiego, rosyjskiego, greckiego i wielu innych?

Odpowiedź na to pytanie daje wspomniany żydowski historyk David G. Dalin, który podkreśla, że „z 44 przemówień, jakie Pacelli wygłosił w Niemczech jako nuncjusz apostolski w latach 1917–1929, 40 potępiało jakiś aspekt rodzącej się ideologii nazistowskiej, a w marcu 1935 r. napisał list otwarty do biskupa Kolonii, nazywając nazistów »fałszywymi prorokami o pysze Lucyfera«”. To nie były słowa człowieka słabego. Eugenio Pacelli nie był jednak jeszcze papieżem. Jego słowa, choć ważne, miały taką samą siłę jak wypowiedzi niektórych biskupów. Przy czym wielu hierarchów wypowiadało się mocniej i dobitniej.

Ale czy będąc już papieżem, Eugenio Pacelli naprawdę przyjął bierną postawę wobec strasznej tragedii, jaka działa się wokół niego? Absolutnie nie! Już w pierwszych dniach sierpnia 1942 r. papież Pius XII wydał list pasterski ostro potępiający deportacje Żydów na „Śląsk i do Rosji”. Nawet amerykański „New York Times” umieścił 6 sierpnia obszerny tekst pod tytułem „Wieści o tym, że papież wstawiał się za Żydami przeznaczonymi do wywiezienia z Francji”. Składający ten list w siedzibie rządu Vichy nuncjusz papieski w ostrych słowach napiętnował tych, którzy przyczyniają się do tych deportacji.

Wspomniana siostra Pascalina napisała po wojnie w swoim pamiętniku: „Jak wiele uczynił Pius XII dla prześladowanych Żydów, których likwidacja od samego początku była celem, do którego zmierzał Hitler”. Dlaczego jednak papież nie użył całego swojego autorytetu, aby potępić Hitlera i jego obłędną ideologię? Siostra Pascalina twierdziła, że w sierpniu 1942 r. Pius XII przeżył całkowite załamanie, kiedy dowiedział się, że Hitler kazał zabić 40 tys. holenderskich Żydów w odwecie za publiczny protest holenderskich biskupów przeciw prześladowaniom tego narodu. Zdruzgotany papież zszedł do jadalni apartamentu papieskiego, gdzie pracowała siostra Pascalina, i w piecu kuchennym spalił zapiski, jakie szykował do artykułu potępiającego hitleryzm. „Dziś miały się one ukazać w »L’osservatore Romano«, ale skoro list biskupów holenderskich kosztował życie 40 tys. ludzi, to moje wystąpienie może spowodować zagładę nawet 200 tys.” – mówił, patrząc przez łzy na płonący papier. 24 grudnia 1942 r., pod koniec długiego bożonarodzeniowego orędzia radiowego, Pius XII przypomniał łamiącym się głosem „o setkach tysięcy, którzy nie z własnej winy, czasem tylko z powodu swej narodowości lub rasy, są skazani na śmierć lub stopniową zagładę”.

Podczas spotkania z wybitnym niemieckim filozofem i największym niemieckim wrogiem nazizmu Dietrichem von Hildebrandem, którego nazywał „XX-wiecznym Doktorem Kościoła”, Pius XII stwierdził: „Nie może być żadnego możliwego pojednania pomiędzy chrześcijaństwem i nazistowskim rasizmem; są one jak ogień i woda”. To było porównanie do dobra i zła, Chrystusa i szatana. Czy w obliczu takiej deklaracji można nazywać Piusa XII „papieżem Hitlera”?

Problem w tym, że nie była to deklaracja publiczna. Ale czy milczenie papieża było jego własną decyzją? Biskup Jean Bernard z Luksemburga, więzień niemieckiego obozu koncentracyjnego w Dachau w latach 1941–1942, zawiadomił Watykan, że kiedy tylko pojawiają się protesty, natychmiast pogarsza się traktowanie więźniów. David Galin twierdzi, że „pod koniec 1942 r. abp Adam Stefan Sapieha z Krakowa i dwóch innych polskich biskupów, doświadczywszy dzikich nazistowskich działań odwetowych, poprosili Piusa XII, aby nie publikował ich listu o warunkach w Polsce”. Ksiądz Mieczysław Maliński z żalem wspominał: „W trudnym czasie okupacji niemieckiej my, Polacy, wiedzieliśmy, że nikt nam nie pomoże, nawet papież”.

Czy papież zdawał sobie sprawę, że jego milczenie będzie odebrane jako tchórzostwo? „Sam pytał: »Cóż powie historia o moim milczeniu?«. Mógł powiedzieć więcej, mógł uczynić więcej. I gdyby powiedział i uczynił więcej, to niektórzy jeszcze by żyli” – uważał rabin Arthur Herzberg z nowojorskiej Jewish Agency. Ale przecież brak dalszych publicznych wypowiedzi papieża po 1942 r. nie oznaczał jego bezczynności czy obojętności. Kiedy we wrześniu 1943 r. wojska niemieckie zajęły Rzym, papież kazał natychmiast organizować pomoc charytatywną dla jego mieszkańców oraz ukrywać tych, którym groziłaby krzywda ze strony okupanta. W watykańskich pałacach oraz zwykłych rzymskich mieszkaniach azyl znalazło setki uciekinierów.

Szczególnie poruszająca jest tu historia Israela Zolli, naczelnego rabina Rzymu, któremu udzielono schronienia na osobisty rozkaz papieża. Kilka lat później były rabin Rzymu przeszedł na katolicyzm, twierdząc, że „żaden bohater historii nie dowodził znamienitszym, bardziej zwalczanym i heroicznym wojskiem, niż uczynił to Pius XII w imię chrześcijańskiego Caritas”.

Prawda oczyszcza

Na osobiste polecenie papieża akcją pomocy zaopatrzeniowej dla prześladowanych Żydów zajęli się monsignore Montini (późniejszy papież Paweł VI) oraz siostra Pascalina. Do 4 czerwca 1944 r., czyli dnia wyzwolenia Rzymu przez wojska alianckie, Watykan stał się wielkim biurem pomocy humanitarnej. Obowiązek udziału w tej akcji dostały wszystkie zakony i klasztory, z którymi papież mógł nawiązać kontakt. Ale akcja ta nie zakończyła się wraz z końcem wojny. Kiedy ucichł huk dział, papieskie ciężarówki rozwoziły pomoc w najdalsze zakątki Włoch oraz do Węgier, Austrii, Francji, a nawet do Niemiec. W Boże Narodzenie 1944 r. najczęściej spotykanym napisem na murach wokół Watykanu było poruszające zawołanie „Abbiamo fame!” (Jesteśmy głodni!). Kiedy papież się o tym dowiedział, polecił rozdać 12 tys. paczek rzymskim dzieciom. Oczywiście nie były to paczki pełne łakoci, ale zwykłe bochenki chleba, konserwy i niewielkie ilości oliwy z oliwek. Sam Eugenio Pacelli kazał zmniejszyć racje żywnościowe w Watykanie do absolutnego minimum.

Czy zatem w świetle tych wszystkich faktów nadal można utrzymywać, że papież Pius XII w jakikolwiek sposób wspierał, wspomagał czy akceptował piekło, jakie stworzył niemiecki narodowy socjalizm? Czy zasadny jest dalszy spór o to, że Kościół katolicki zrobił za mało, skoro za każde krytyczne kazanie do komór gazowych mogło trafić tysiące niewinnych ludzi? W samej tylko Polsce Niemcy zabili 20 proc. przedwojennego duchowieństwa. W Dachau zginęło 2794 księży, którzy nie potrafili milczeć.

W swojej pierwszej encyklice „Summi pontificus” z 27 października 1939 r. Pius XII nie zapomniał o zhańbionej Polsce. „Krew niewinnych ludzi – pisał papież – również niebiorących udziału w walkach, wznosi wstrząsający lament, a szczególnie nad tak umiłowanym narodem jak polski, którego wierność Kościołowi i zasługi w ratowaniu kultury chrześcijańskiej są zapisane w księdze historii niedającymi się wymazać zgłoskami i dają mu prawo do ludzkiego i braterskiego współczucia świata”.

Jest zatem zwykłą obłudą twierdzić, że Pius XII był obojętny wobec tragedii Europy. Świadczą o tym choćby słowa Alberta Einsteina, które wybitny uczony napisał do magazynu „Time”: „Jedynie Kościół stanął w kategoryczny sposób na drodze kampanii Hitlera prowadzącej do zdławienia prawdy. Przedtem nigdy nie miałem jakiegoś specjalnego zainteresowania Kościołem, ale teraz czuję wielką sympatię i podziw, ponieważ jedynie Kościół miał odwagę i wytrwałość stać po stronie intelektualnej prawdy i moralnej wolności. Z tego powodu zmuszony jestem wyznać, że to, czym kiedyś pogardzałem, teraz w pełni chwalę”.

Pius XII nie milczał z obawy o własne życie, chociaż każdy człowiek ma prawo do lęku o własny byt. Papież milczał z lęku o życie innych. Jego własna wypowiedź tłumaczy wszystko: „Powinniśmy właściwie podnieść gorący protest przeciwko takim zdarzeniom. Powstrzymuje nas tylko wiedza, że naszymi słowami pogorszylibyśmy tylko warunki tych nieszczęśników”.

„Myślę, że ten papież, gdyby to było konieczne, bez wahania poświęciłby własne życie, aby ratować ludzi – pisał holenderski ksiądz Jan Keulen. – Ale pozostawanie w gotowości dla całego świata, świata, który ogarnął taki chaos i który myślał w tak zróżnicowany sposób – było oczywiście szalenie trudnym zadaniem”.

Prawdziwe oblicze Piusa XII

Wobec ogromu zła papież był bezradny. Nie mógł pomóc katolickim księżom, a co dopiero Żydom. Co by się stało, gdyby expressis verbis potępił nazizm? Na jak straszne cierpienia naraziłby i tak umęczone już narody Europy, gdyby nazwał Hitlera diabłem, a na III Rzeszę rzucił anatemę? Postawa Piusa XII w latach 1939–1945 to nie obojętność, ale skrajna bezsilność. Wskazują na to słowa, jakie skierował do berlińskiego kardynała Konrada Preysinga, mając na myśli los Polaków: „Bardzo boli Nas bezimienne cierpienie żyjących tam wiernych, tym bardziej że wszelkiej próby mediacji w placówkach rządowych na rzecz poprawy ich losu spotykały się ze zdecydowaną odmową. Względy ostrożności (…), a zwłaszcza z obawy, aby nie narazić na niebezpieczeństwo reszty duchowieństwa, której udało się tam przetrwać, powstrzymywały nas na razie przed otwartym mówieniem o położeniu tamtejszego Kościoła”. Po czym smutno dodał: „O sytuacji i losie księży osadzonych w obozach koncentracyjnych, wśród których ogromna część to Polacy, jesteśmy stosunkowo dobrze poinformowani. Jeśli nadarzy się jakaś okazja, proszę, by zawsze przekazywać owym księżom i ich współwięźniom, że otacza ich nasza najgłębsza troska, że w tych pełnych cierpienia i trwogi czasach niewiele jest losów ludzkich, które przejmują nas tak bardzo jak ich los, oraz że wiele i codziennie się za nich modlimy”.

Ale na modlitwie się nie kończyło. Papież nakazał Kurii opracować plan pomocowy. Wspierając lokalne organizacje społeczne, Kościół organizował kontakt jeńców wojennych z rodzinami, zabiegał o pomoc dla więźniów obozów koncentracyjnych, wspomagał pozostawionych bez żadnej opieki społecznej najsłabszych, chorych i starych.

Jako dyplomata Pius XII doskonale wiedział, że historia świata rozgrywa się równolegle na polach bitewnych i salonach, w czołgach i w zaciszu gabinetów. Już w pierwszym roku swojego pontyfikatu zgodził się spotkać z grupą oficerów niemieckich planujących zamach na Hitlera. Rzymskim łącznikiem tej grupy był adwokat Josef Müller, który nawiązał kontakt z sekretarzem papieża Robertem Leiberem. Pius XII jedynie przekazał sprawę posłowi brytyjskiemu. Wydaje się, że to tak niewiele. Ale tak naprawdę po raz pierwszy papież posunął się w swoich staraniach o zachowanie pokoju aż do udziału w spisku przeciw głowie obcego państwa. Doszedł do granicy tego, co mógł zrobić następca św. Piotra.