Gustav Klimt był synem wiedeńskiego grawera, miał też dwóch braci i trzy siostry, cała rodzina żyła więc w bardzo skromnych warunkach. Urodził się 14 lipca 1862 r. w Baumgarten, ubogiej dzielnicy na peryferiach Wiednia. Ówczesna stolica Austro-Węgier to miasto pełne kontrastów. Z jednej strony – za panowania cesarza Franciszka Józefa I – intensywnie rozrastało się architektonicznie i rozwijało gospodarczo, a klasy uprzywilejowane, arystokracja i burżuazja, pławiły się w luksusie. Z drugiej – na jego obrzeżach ubodzy wiedeńczycy ledwie wiązali koniec z końcem, marząc, by wyrwać się z biedy. Wśród tych nielicznych, którym się to udało, był Gustav Klimt.

Jako nastolatek kształcił się w wiedeńskiej szkole sztuki użytkowej, by wraz z młodszymi braćmi w przyszłości przejąć interes ojca. Jego talent, ale też zdolności jego brata Ernsta, dostrzegł i docenił prof. Ferdinand Laufberger. To dzięki protekcji profesora Klimtowie otrzymywali kolejne zlecenia – m.in. malowali i dekorowali wnętrza willi Hermesa, a wspólnie z Franzem Matschem – pałacu Sturany czy nowego gmachu Burgtheater. Za tę ostatnią pracę Gustav Klimt w wieku 26 lat został odznaczony przez cesarza Złotym Krzyżem Zasługi Cywilnej z Koroną. To był swoisty bilet na salony wiedeńskich elit.

Secesja Wiedeńska

Zanim szczęśliwa gwiazda Gustava rozbłysła, artysta przeżył rodzinny dramat. Gdy miał 30 lat, w 1892 r. zmarł jego ojciec, a zaledwie kilka miesięcy później stracił także brata Ernsta. To na jego barki spadła więc odpowiedzialność za matkę i trzy siostry, ale też za owdowiałą bratową i małą bratanicę. By zarobić na ich utrzymanie, Gustav rzucił się w wir pracy. Inna sprawa, że tylko w sztuce znajdował pocieszenie i wytchnienie. Eksplozję jego talentu krępował jednak skostniały akademizm, dlatego 3 kwietnia 1897 r. wraz z grupą artystów popierających jego idee, m.in. Moserem, Hoffmannem i Olbrichem, odłączył się od Wiedeńskiego Domu Sztuki i założył stowarzyszenie Secesji Wiedeńskiej. Już wkrótce dzieła przedstawicieli secesji miały na trwałe zapisać się w historii sztuki – zwłaszcza w dziedzinie architektury i dekoracji wnętrz – a charakteryzowały je liczne zdobienia, pozłacane ornamenty roślinne, ale też zmysłowe kobiece akty na przedmiotach użytkowych, np. lampach czy świecznikach.

Gustav Klimt co prawda w 1905 r. zrezygnował z członkostwa w stowarzyszeniu, nie oznaczało to jednak nagłego zerwania z Secesją Wiedeńską. Już wcześniej wyrobił sobie nazwisko, a przedstawiciele burżuazji chętnie zamawiali u niego drogie portrety, by tym samym podkreślić swój status społeczny (np. „Portret Sonji Knips”, 1898 r., czy „Portret Gertrudy Löw”, 1902 r.).

Zazwyczaj malował kobiety – a chętnych do pozowania artyście nie brakowało, choć na mieście plotkowano, że w atelier Klimta „modelki biegają nago”. Jego znakiem rozpoznawczym z tego okresu są wyraziste twarze modelek i przepełnione złotem i klejnotami tła, na wzór bizantyjskiego przepychu (wystarczy porównać choćby z mozaiką cesarzowej Teodory w bazylice św. Witalisa w Rawennie). W tym stylu utrzymany jest np. obraz „Judyta z głową Holofernesa” (1901 r.), ale przede wszystkim „Adele Bloch-Bauer I” ukończony przez artystę w 1907 r.

Złota dama

Kim była sportretowana piękność? Adele urodziła się w 1881 r. w rodzinie zamożnego Żyda Moriza Bauera, dyrektora generalnego Wiener Bankverein i prezesa Kolei Wschodniej. Należała więc do nowej, szybko bogacącej się, ale też otwartej kulturowo wiedeńskiej burżuazji w czasach fin de siecle’u. Gdy miała 18 lat, wyszła za mąż za znacznie starszego od siebie Ferdinanda Blocha. A ponieważ wcześniej jej siostra Maria Theresa Bauer poślubiła Gustava Blocha, brata Ferdynanda, obie rodziny przyjęły nazwisko Bloch-Bauer. Rodzinę stać było na to, by na salonach przyjmować najlepszych ówczesnych artystów, pisarzy i polityków o poglądach socjaldemokratycznych. Portret Adele miał być świadectwem statusu rodziny.

Obraz – za ok. 4 tys. koron, co wówczas było znaczącą sumą – zamówiono u Gustava Klimta. Dzieło dosłownie ocieka złotem, zarówno bowiem tło, jak i fotel oraz suknię modelki artysta okleił płatkami złota i srebra. Z obrazu w formacie kwadratu o wymiarach 140 x 140 cm wyłania się postać kobiety, choć – jak to u Klimta – najlepiej widoczna jest twarz. Dama ma semickie rysy, czarne i gęste włosy modnie upięte w kok, mocno zarysowane brwi, zmysłowo rozchylone pełne usta podkreślone czerwoną szminką. Adele patrzy nam prosto w oczy – jej powieki są nieco opuszczone, co spojrzeniu dodaje melancholii. Niezwykle jasną cerę podkreślają zaczerwienione policzki, na bladych dłoniach o długich i smukłych palcach widać nawet podkreślone błękitem naczynia krwionośne. By nie było wątpliwości, że patrzymy na przedstawicielkę „nowej wiedeńskiej arystokracji”, szyję Adele okala ogromna diamentowa kolia, a lewe przedramię – kilka zdobionych kamieniami szlachetnymi bransolet.

Modelka ma na sobie utrzymaną w złotej tonacji obcisłą i długą suknię – u góry z wyraźnymi figurami geometrycznymi, poniżej zaś z pełnym symbolicznych znaczeń motywem oka jako Klimtowską wariacją na temat Oka Opatrzności, ale też Oka Ra, boga starożytnych Egipcjan. Adele jest niczym bizantyjska cesarzowa czy raczej współczesna żydowska królowa zasiadająca na złotym tronie. W pierwszej chwili – gdy nasz wzrok skupia się na twarzy pięknej kobiety – trudno dostrzec obity złotem fotel: jego oparcie ozdobiono narzutą lub poduszkami w fantazyjne wzory, doskonale skorelowane z suknią Adele. Wrażenia królewskiego przepychu dopełnia spływający kobiecie z ramion złoty płaszcz majestatycznie opadający na podłogę i skrywający ją niemal całkowicie – tylko w lewym dolnym rogu widać zieloną wykładzinę oddzieloną od pozłacanej ściany biało-czarną listwą.

Portret Adele to ucieleśnienie kobiecości i dostojeństwa, a jednocześnie wyraz otaczającego kobietę bogactwa i elitarnego statusu rodziny, do której należała. Plotkowano o jej rzekomym romansie z Klimtem, spędzała bowiem długie godziny w atelier artysty. Klimt, zanim ukończył obraz, wykonał kilkaset szkiców. W 1912 r. namalował Adele raz jeszcze. Ten portret utrzymany jest w nieco innym stylu, przywodzi na myśl rozczarowaną życiem damę – Adele nie układało się w małżeństwie, trzykrotnie traciła potomstwo, czuła się więc „nieprzydatna”, a przecież interesowała się sztuką, medycyną, filozofią i literaturą – pasjami czytała klasykę niemiecką, angielską i francuską. Nieobca była jej także polityka.

Adele Bloch-Bauer nie cieszyła zbyt długo oczu portretem, który zawisł w rodzinnej posiadłości. Zmarła w 1925 r., w wieku zaledwie 44 lat. W testamencie wyraziła prośbę, żeby oba portrety (ale dopiero po śmierci jej męża) zostały przekazane Galerii Austriackiej w Wiedniu. Nie przypuszczała, jak tragiczny los czeka jej rodzinę i europejskich Żydów.

Spadkobierczyni

Adele nie była świadkiem anszlusu Austrii dokonanego przez III Rzeszę (12 marca 1938 r.) ani tragedii Żydów w czasie II wojny światowej. Ale jej portret – wraz z resztą kolekcji sztuki Bloch-Bauerów – został zagarnięty przez nazistów, podobnie zresztą jak większość majątku rodziny. Mąż Adele schronił się w Szwajcarii. Zmarł 13 listopada 1945 r. w Zurychu – przed śmiercią odwołał wszelkie darowizny dla austriackich muzeów przewidziane w testamencie Adele. Pozostawiony w Austrii majątek został powierzony zarządcy komisarycznemu, adwokatowi dr. Erichowi Führerowi, który sprzedał pałac, fabrykę i ok. 400 eksponatów: kolekcję porcelany, obrazy i gobeliny. W 1941 r. austriacka Moderne Galerie kupiła obraz Klimta „Adele Bloch-Bauer I”.

Tylko nieliczni z rodziny Adele przeżyli Holokaust. Wśród nich była siostrzenica „Złotej damy”, Maria, która w 1937 r. poślubiła młodego śpiewaka operowego Fritza Altmanna. Od wuja Ferdinanda w prezencie ślubnym otrzymała diamentową kolię ciotki Adele uwiecznioną przez Klimta na obrazie – pozostawiła ją jednak w Wiedniu, gdy wraz z mężem po anszlusie uciekli do Stanów Zjednoczonych. Kolia przepadła na zawsze.

W 1998 r. w Austrii uchwalono prawo dotyczące restytucji dzieł sztuki zrabowanych w okresie nazistowskim. Maria Altmann (zmarła 7 lutego 2011 r.) przez kilka lat walczyła z austriackim rządem o odzyskanie kolekcji obrazów ciotki. Całą batalię i wygrany przez nią proces ukazuje doskonały film „Złota dama” (2015 r.), w którym w rolę Marii Altmann wcieliła się Helen Mirren. W 2006 r. Maria odzyskała obrazy, w tym „Adele Bloch-Bauer I” – sprzedała go Ronaldowi Lauderowi za 135 mln dolarów (pod warunkiem, że obraz na zawsze zawiśnie w nowojorskiej Neue Galerie). Znaczna część pieniędzy ze sprzedaży kolekcji Bloch-Bauerów została przekazana spadkobiercom, pozostała kwota zasiliła założoną przez Marię Altmann fundację, która wspiera Muzeum Holokaustu w Los Angeles oraz inne instytucje publiczne i filantropijne.