Friedrich Karl Berger wrócił do Niemiec w lutym po tym, jak w zeszłym roku sąd w Memphis nakazał jego deportację. Mówił wówczas, że jest chętny do złożenia zeznań w sprawie swojej pracy podczas II wojny światowej.

Amerykański sąd imigracyjny uznał, że jego "chętna służba jako uzbrojony strażnik więźniów w obozie koncentracyjnym, gdzie miały miejsce prześladowania" stanowiła wsparcie w prześladowaniach organizowanych przez nazistów.

Sąd ustalił, że Berger, który mieszka w USA od 1959 r., służył w obozie w Meppen, w Niemczech, w pobliżu granicy z Holandią.

Z dokumentów wynika, że zimą 1945 roku więźniowie w Meppen byli przetrzymywani w "okropnych" warunkach i wykorzystywano ich do pracy przymusowej na zewnątrz. Często pracowali "aż do wyczerpania i śmierci".

Berger przyznał się amerykańskim śledczym, że pod koniec wojny przez kilka tygodni służył w Meppen jako strażnik, ale powiedział, że nie zaobserwował żadnych aktów znęcania się ani zabójstw. Sąd w Memphis ustalił jednak, że Berger pomagał w pilnowaniu więźniów podczas przymusowej ewakuacji, która trwała prawie dwa tygodnie i pochłonęła życie 70 osób.

W listopadzie prokuratorzy z Celle wstrzymali pierwsze śledztwo w jego sprawie, twierdząc, że nie są w stanie obalić jego relacji. Zdecydowali się przyjrzeć mu ponownie po jego przybyciu do Niemiec i początkowo sygnalizowali, że jest otwarty na przesłuchania, ale w środę oświadczyli, że ponownie zamknęli śledztwo w sprawie podejrzenia o współudział w morderstwie.

Po przyjeździe Bergera do Niemiec przydzielono mu obrońcę. Po konsultacji adwokat stwierdził, że jego klient jest "nieosiągalny" dla przesłuchania w charakterze podejrzanego. Z powodu braku wystarczających dowodów śledztwo zostało zamknięte.