To już drugi król krwi jagiellońskiej, który poległ w młodości. Ludwika II łączy z Władysławem Warneńczykiem nie tylko pokrewieństwo i wiek 20 lat, w którym stracili życie. Obaj walczyli z Turkami za sprawę węgierską, a szerzej – w interesie tej części Europy, którą stopniowo, ale z powodzeniem, opanowywały możne rody niemieckie. Obaj dali się przez nie wmanipulować w sytuację, jakiej wytrawny polityk usiłuje zawsze uniknąć (przepraszam za wytarty frazes, ale oddaje istotę rzeczy): wyciągać cudze kasztany z ognia własnymi rękami.

O ile jednak Warneńczykowi jesteśmy gotowi współczuć, a nawet podziwiać jego rycerską odwagę, o tyle Ludwik takich uczuć już nie budzi. Po ojcu Władysławie II (synu Kazimierza Jagiellończyka) odziedziczył trony czeski i węgierski, a także brak identyfikacji z interesami polskiej ojczyzny. Był już całkowicie zniemczony przez swych opiekunów – Habsburgów i Hohenzollernów – a język polski znał tylko biernie. Tatusia czescy poddani nazywali „dobrym” w dość lekceważącym znaczeniu, jako władcę niepotrafiącego stawiać na swoim, ale syn był zdaje się po prostu ograniczony umysłowo.

Toteż nie sprzeciwiał się habsburskiej rodzince, kiedy wysyłała go na pewną śmierć pod Mohacz. I żeby chociaż zginął tak heroicznie jak stryjeczny dziadek Władek – wyrąbując sobie mieczem drogę wśród wrogich zastępów, by dosięgnąć znienawidzonego sułtana.

Ale nie, uciekał w panice wraz z innymi rycerzami przerażonymi śmiertelną skutecznością janczarów. Niekiedy pisze się, że utonął w rzece. Prawdopodobnie jednak runął na dno mulistego strumienia i wyzionął ducha pod ciężarem własnego rumaka, dusząc się błotem.

Należał do trzeciego pokolenia Jagiellonów, które chrzczono przy narodzinach. Jak wszyscy neofici, traktowali oni sprawy wiary poważnie i z ogromnym oddaniem, czym różnili się od wyrachowanych Habsburgów mających chrześcijańską tradycję sięgającą tysiąca lat. Za wiarę zginął stryjeczny dziad Ludwika, z pięciu jego stryjów jeden został kardynałem, a drugi nawet świętym. Prozelityzm nie pomógł jednak, ale wyraźnie przeszkodził sympatycznym na ogół potomkom litewskiego księcia Olgierda w stworzeniu dynastii, która opanowałaby trony i rozległe obszary państw od Bałtyku po Morze Czarne.

Autor jest redaktorem cyklu „Bitwy i wodzowie wszech czasów”