Chyba dlatego, że u nas w domu często o nim wspominano i wisiał jego mały autoportret – sybiraka w futrzanej czapie, a przede wszystkim dlatego, że był kuzynem mojej babci Estery z domu Sochaczewskiej. Historia jego życia nadająca się na sensacyjną opowieść szerzej była przedstawiona w zeszycie nr 11 pt. „Polską ziemię kochamy...”. Podczas zsyłki na Syberii i po powrocie Sochaczewski stworzył kilkadziesiąt obrazów poświęconych martyrologii syberyjskiej polskich zesłańców. Do najsłynniejszych należy „Pożegnanie Europy”, inne dotyczą etapów zsyłki na Sybir, życia na katordze i zesłaniu, ucieczki z katorgi. Część jego obrazów znajduje się w Muzeum X Pawilonu Cytadeli Warszawskiej.

Oczywiście nie był on jedynym wybitnym malarzem XIX wieku, który dał początek twórczości malarzy polskich żydowskiego pochodzenia. Kanoniczny zakaz, według ksiąg Mojżeszowych, zabraniający przedstawiania postaci ludzkiej i dzieł figuratywnych, długo hamował rozwój żydowskiego malarstwa. Dopiero haskala – żydowskie oświecenie – utorowała drogę do rozwoju malarstwa i rzeźby.

W wieku XIX na ziemiach polskich działało już kilku wybitnych malarzy żydowskiego pochodzenia. Aleksander Lesser (1814 – 1884), warszawianin, był autorem wielu dzieł, wśród których najbardziej znany jest „Pogrzeb pięciu ofiar poległych w 1861 roku”, przypominający manifestację zbliżenia polsko-żydowskiego z udziałem arcybiskupa Antoniego Fijałkowskiego i rabina Bera Meiselsa. Za cykl portretów królów polskich powołany został na członka Akademii Umiejętności w Krakowie.

Elementy polskiego patriotyzmu, sceny z Biblii, portrety znajdują się w malarstwie Maurycego Gottlieba, ucznia Jana Matejki. Nazywano go malarzem wielkich nadziei, zmarł, mając 23 lata.

Jan Rosen (1854 – 1936) – batalista, Józef Buchbinder (1839 – 1909) i jego brat Szymon (1853 – 1908), uczeń Matejki, Samuel Hirszenberg (1865 – 1908), Maurycy Trębacz (1861 – 1941), Leopold Pilichowski (1864 – 1933), Józef Gabowicz (1862 – 1939), Leon Bakst (1869 – 1924), który zdobył sławę jako twórca dekoracji kostiumów do baletów Strawińskiego, oraz kilku innych artystów działało na przełomie wieków i później, wzbogacając polskie malarstwo o wspaniałe dzieła artystów żydowskiego pochodzenia.

Pisząc o malarzach żydowskich, nie sposób nie wspomnieć o Mathiasie Bersonie (1824 – 1908), bankierze i działaczu ruchu asymilatorskiego, historyku sztuki, archeologu, kolekcjonerze dzieł sztuki oraz autorze prac dotyczących sztuki i kultury żydowskiej. Swoje zbiory judaików w 1904 r. przekazał gminie żydowskiej w Warszawie i stały się one zaczątkiem Muzeum Starożytności Żydowskich jego imienia. Niestety, zbiory muzeum uległy rozproszeniu lub zniszczeniu podczas okupacji hitlerowskiej. Większość zgromadzonych przez siebie obrazów zapisał w testamencie Towarzystwu Zachęty Sztuk Pięknych w Warszawie. Jego dary znalazły się także w Muzeum Narodowym w Warszawie i Krakowie oraz w Muzeum w Rapperswilu.

Ogłoszone drukiem jego prace dotyczące świeckiej i sakralnej kultury Żydów, o Wicie Stwoszu, Piotrze Szenku, Janie Heweliuszu Collathcie, zamkach i ceramice dały mu członkostwo w Komisji Archeologii i Sztuki Akademii Umiejętności w Krakowie i Towarzystwie Przyjaciół Nauk w Poznaniu.

Mathias Berson nie stronił od działalności społecznej, raczej bliższe byłoby określenie – filantropijnej; był prezesem zarządu Szpitala dla Dzieci im. Bersohnów i Baumanów, członkiem zarządu Warszawskiego Towarzystwa Dobroczynności.