W Gliwicach wciąż można pospacerować ulicą Karola Marksa lub Róży Luksemburg, w Dąbrowie Górniczej – Juliana Marchlewskiego, a w Bydgoszczy – aleją Planu Sześcioletniego.

– Warto zamknąć ten niechlubny okres przeszłości, a rocznica obchodów niepodległości jest dobrym momentem, by temat podjąć – mówi „Rz” Stanisław Piotrowicz, senator PiS, przewodniczący Senackiej Komisji Petycji.

Do komisji wpłynęła petycja Rady Miasta Jastrzębie-Zdrój. Radni proszą o stworzenie ustawy wykreślającej z nazw ulic i placów komunistycznych patronów. Na własną rękę taką akcję przeprowadzili u siebie.

[srodtytul]Bo propagować nie wolno [/srodtytul]

– Część samorządów sama przeprowadza zmiany, lecz inne problemu nie widzą. A jest dysonans, gdy z jednej strony państwo karze za propagowanie idei komunistycznych i faszystowskich, a z drugiej strony toleruje, by ulice i osiedla nosiły nazwy komunistycznych symboli – ocenia Piotrowicz.

Za tym, aby Senat zajął się przygotowaniem odpowiednich przepisów, byli niemal wszyscy senatorowie z komisji.

– Nie chcemy pochopnie przesądzać sprawy, zorganizujemy posiedzenie, na którym wysłuchamy różnych stron – zapowiada senator PiS. Jeszcze w grudniu chce się spotkać z przedstawicielami rządu, Kancelarii Prezydenta, samorządów, ale także IPN. Bo Instytut sam prowadzi akcję i apeluje do miast i gmin o zmiany nazw ulic, które mają za patronów osoby utożsamiane z PRL.

Według IPN np. ulica Hanny Sawickiej, działaczki komunistycznej i organizatorki Związku Walki Młodych, jest „formą gloryfikacji stalinizmu”. Nazwisko Sawickiej noszą ulice w Wałbrzychu i Kaliszu.

Nieoficjalnie wiadomo, że przeciw dalszym pracom nad realizacją petycji był jeden z senatorów PO. Platforma obawia się kosztów dla budżetu państwa. Chodzi o opłaty za wymianę dowodów osobistych, tablic informacyjnych itp.

– Nie wiemy, jaka byłaby skala przedsięwzięcia, więc dlaczego z góry je odrzucać – mówi Piotrowicz. – Może warto np. się zastanowić nad pomysłem, by miasta ponosiły część takich wydatków razem z rządem. Przecież niektóre samorządy jakoś sobie poradziły finansowo.

[srodtytul]PO: zostawmy to samorządom[/srodtytul]

Senatorowie PO argumentują, że wielu mieszkańców nie chce pozbyć się nazwy z czasów PRL. Jako przykład przywołują referendum w jednej z gmin, gdzie tylko 1 proc. mieszkańców chciał zmienić nazwę Osiedle 22 lipca.

– Może ludzie nie znają dobrze historii, przyzwyczaili się do sytuacji i się boją, że na nich spadną koszty wymiany dokumentów – ocenia Piotrowicz. Na warszawskim Żoliborzu znaleziono na to sposób. Jeszcze w latach 90. istniała tam ulica Juliusza Rydygiera, szpiega radzieckiego. Wystarczyła uchwała o zmianie imienia. I teraz jest Rydygiera, ale Ludwika, słynnego lekarza. Dokumentów nie trzeba było wymieniać.

– Obywatele za nic nie muszą płacić, jeśli władze miasta same decydują o zmianie nazwy ulicy – zapewnia Zbigniew Girzyński, poseł PiS. Sam przygotowywał projekt „dekomunizacji” nazw, którego nie poparły inne kluby.

– Tę sprawę lepiej zostawić samorządom. One wiedzą najlepiej, czy istnieje potrzeba zmian nazw w ich gminach – twierdzi Grzegorz Dolniak, wiceszef Klubu PO.