Brytyjskie Ministerstwo Lotnictwa zaczęło traktować wynalazcę odrzutowego silnika Franka Whittla poważnie na początku 1939 roku. Konstrukcja pierwszego odrzutowego samolotu E28/39 (nazwanego Pioneer) rozpoczęła się w sierpniu 1939 roku, ale dopiero w lutym 1940 roku Ministerstwo Dostaw podjęło decyzję o ostatecznym kształcie samolotu. W kwietniu 1941 roku maszyna była gotowa do testów kołowania, a wzniosła się w powietrze wieczorem 15 maja 1941 roku. Po dwóch latach eksperymentów samolot zbudowany przez Glostera został przekazany do wojskowej stacji doświadczalnej w Farnborough, gdzie w kwietniu zobaczył go Churchill. – Był tak zaskoczony prędkością 400 mil na godzinę, że rozlał drinka i domagał się wyjaśnienia, dlaczego nie miał takich szybkich samolotów wcześniej – pisał Carter.

Niemieckie Ministerstwo Lotnictwa szybciej od Brytyjczyków dostrzegło potencjał silnika odrzutowego, hojnie dotując badania. Już w 1938 roku odrzutowy silnik turbinowy Junkersa miał czterokrotnie większy współczynnik mocy do masy w stosunku do silnika tłokowego. Jedynie Amerykanie nie zainteresowali się nowym źródłem napędu – w 1938 roku podjęli decyzję o niefinansowaniu prac nad odrzutowcami, bo uznali, że silnik turboodrzutowy jest zbyt ciężki dla lotnictwa.

W stosunku do planów Niemcy mieli roczne opóźnienie przy pracach nad silnikami. Messerschmitt przygotował prototypowy samolot, ale dopiero po prawie roku, w marcu 1942 roku, zamontowano w nim silniki odrzutowe. Kolejny prototyp z jesieni 1943 roku został przez ministerstwo zakwalifikowany do produkcji. Samoloty Me-262 weszły do boju latem 1944 roku. Jeden z niemieckich pilotów po lotach na Me-262 powiedział: „czułem, jakby anioły pchały samolot”. Me-262 był około 200 km/h szybszy od myśliwców z napędem śmigłowym. Odrzutowce były tak szybkie, że strzelcy bombowców nie nadążali obracać za nimi wieżyczek. Me-262 był też potężnie uzbrojony w cztery działka kal. 30 mm, jednak krótko utrzymywał się w powietrzu: od 45 do 90 minut, spalając przy tym dwie tony paliwa. Me 262 strąciły ok. pięciuset samolotów, tracąc ok. stu maszyn, z tego cztery zostały zestrzelone przez polskich pilotów.

1 września 1944 roku, po pierwszych zwycięstwach odrzutowców, generał amerykańskich sił powietrznych Carl Spaatz obawiał się, że jeżeli Niemcy wprowadzą do służby więcej odrzutowców, to Amerykanie będą musieli zaprzestać dziennych bombardowań. Me-262 strzelały do bombowców również rakietami R4M. Nawet jedna wystarczyła do strącenia bardzo odpornego na uszkodzenia B-17.

Do końca wojny fabryki zbudowały 1433 Me-262, ale bojowo użytych zostało tylko 200 z braku paliwa, pilotów i odpowiednich lotnisk. Pod koniec wojny niemieccy piloci narzekali na słabą jakość montażu odrzutowców. – W czasie nurkowania odpadały różne części samolotu. Sam w czasie lotu zgubiłem osłonę kabiny i zaczepy do bomb.

Dlatego piloci rzadko nurkowali na Me-262 – wspominał oblatywacz Messerschmitta Hans Fay.

Chociaż Me-262 okazał się sukcesem technicznym, Rzeszy nie przyniósł spodziewanych korzyści. Tuż po wojnie konstruktorzy niemieccy zostali zatrudnieni przez Amerykanów, Rosjan i Francuzów. Pieniądze na odrzutowym programie zrobili natomiast Brytyjczycy. Biuro konstrukcyjne Gloster Aictraft Company, które przez przypadek miało latem 1939 roku wolne moce i dlatego zostało wyznaczone przez Ministerstwo Lotnictwa do przygotowania pierwszego samolotu odrzutowego, wygrało los na loterii. Zakłady Glostera zbudowały 4 tys. meteorów, które w powojennej dekadzie przyniosły Brytanii spore wpływy z eksportu.

[i]Robert Przybylski - dziennikarz „Rzeczpospolitej”,znawca historii gospodarczej i techniki[/i]