To najbardziej znana akcja złożonego z harcerzy Szarych Szeregów oddziału dywersji bojowej „Pegaz", wykonującego wyroki śmierci wydane przez Polskie Państwo Podziemne na głównych zbrodniarzach hitlerowskich.

Franz Kutschera dał się poznać w stolicy jako tyran stosujący bezwzględne metody. – Wraz z objęciem przez niego dowództwa pojawiły się w Warszawie liczne egzekucje uliczne. Wcześniej ludzi rozstrzeliwano potajemnie, w ruinach getta czy w więzieniach, a za Kutschery z premedytacją robiono to na oczach przechodniów – mówi Zbigniew Osiński, historyk z Muzeum Powstania Warszawskiego.

Samochód Kutschery zaatakowano po godz. 9 rano tuż przed budynkiem dowództwa SS w Alejach Ujazdowskich w Warszawie. „Lot" i „Kruszynka" strzelili do oprawcy z bliskiej odległości, a następnie go dla pewności dobili. Niestety, dowódca akcji „Lot" wraz z ubezpieczającym go „Cichym" zostali ranieni przez Niemców. Obaj zmarli później w praskim Szpitalu Przemienienia Pańskiego, mimo pomocy lekarzy, którzy decyzję o ich hospitalizacji sami mogli przypłacić życiem.

W następstwie akcji zginęli także „Sokół" i „Juno", gdy ratując się przed niemiecką obławą, zdecydowali się na tragiczny skok z mostu Kierbedzia do Wisły. Za to Niemców, poza Kutscherą, zginęło jeszcze 4, a 9 zostało rannych.

W odwecie za tę akcję okupant przeprowadził w mieście masowe rewizje, aresztowania oraz dwie duże egzekucje uliczne. Na rozplakatowanym później obwieszczeniu Niemcy informowali, że stracili w zemście 140 zakładników.

– To były jednak ostatnie takie masowe egzekucje uliczne w Warszawie. Po śmierci Kutschery Niemcy zaprzestali pokazowego rozstrzeliwania ludności – komentuje dr Zbigniew Osiński. Armia Krajowa mogła zatem akcję „Kutschera" uznać za sukces.