W roku 2018 na liście znalazły się cztery polskie pozycje: szopkarstwo krakowskie, kultura bartnicza, sokolnictwo i kwiatowe dywany przygotowywane na procesje Bożego Ciała. W grudniu 2022 r. przybył piąty polski wpis: flisactwo i tradycje flisackie.

„Bo kiedy flis już zasmakuje komu,

Już się na wiosnę nie ostoi w domu,

Już ciecze ze krą do Gdańska w komiędze,

Boi się nędze.

Choćby mu stawiał najlepszą zwierzynę,

Przedsię on woli flisowską jarzynę...”

– pisał Sebastian Fabian Klonowic w poemacie „Flis, to jest spuszczanie statków Wisłą i inszymi rzekami do niej przypadającymi.

„Intensywny przerzut towarów do Gdańska wytworzył na Wiśle z biegiem lat system transportowy oparty na spławie, znany powszechnie jako »flis«, będący ewenementem w skali europejskiej. W niektórych latach XVI wieku Gdańsk sprzedawał Europie Zachodniej ponad 250 000 ton zboża, nie licząc eksportowanego do budowy okrętów drewna i innych surowców, także tkanin, skór, smoły i potażu, jak również tranzytu, np. miedzi z Węgier i Słowacji” (Adam W. Reszka, „Wiślane statki i techniki nawigacyjne od XVI do XX wieku”).

Co oznacza „ponad 250 000 ton”, pokazuje np. rok 1618, w którym do Gdańska zawinęło 1867 statków, zabierając ok. 500 000 ton towarów, w tym ponad 300 000 ton zboża. Znakomity polski historyk prof. Henryk Samsonowicz powiedział w jednym z wywiadów („Gazeta Wyborcza”): „Czy można mówić o polskim złotym wieku, nie zdając sobie sprawy z tego, że ssaliśmy żywą gotówkę z Europy Zachodniej w zamian za zboże, które eksportowaliśmy, i bez tego nie byłoby Renesansu w naszym kraju?”.

Flisaków cechowało ogromne przywiązanie do swoich łodzi i tratw, szydzenie z nich traktowali jako obrazę nie do wybaczenia. Korzystanie z usług prostytutek w karczmach nadbrzeżnych spotykało się  ze srogim i bezwzględnym potępieniem. Nieprzeciętny tryb życia owocował silną samoświadomością, co wyrażało się często w manifestacyjnym lekceważeniu „szczurów lądowych”, a nawet pogardy wobec ludzi ciężkiej pracy i niskiego statusu społecznego na lądzie, zwłaszcza chłopów pańszczyźnianych pracujących na roli, mimo że większość flisaków wywodziła się ze wsi. Flis był traktowany jako profesja nobilitująca, praca kwalifikowana, lżejsza od innych zawodów, zgodnie z powszechnie znanym porzekadłem: „Nie ma to jak na flisie – naje się, wyśpi się i nie narobi się”.

Flisackie rejsy stanowiły świetną okazję do poznawania świata, miast, regionów, obyczajów; dawały pogląd o rozległości Rzeczypospolitej, dzięki czemu tzw. horyzonty u flisaków były szersze niż u innych grup zawodowych. Kontakty z Gdańskiem, marynarzami i kupcami pozwalały na pozyskiwanie wiedzy o Europie. „Flisak był człowiekiem obytym, wręcz »światowcem«. Kontakty z komorami celnymi i porządkami prawnymi w poszczególnych miastach dawały wiedzę o funkcjonowaniu państwa” (Adam W. Reszka, op. cit.).

Stolicą polskiego flisactwa był Ulanów leżący u ujścia Tanwi do Sanu. Stamtąd pochodzili najlepsi retmani, czyli tzw. starsi flisacy, którzy kierowali spławem. W roku 1991 w tymże Ulanowie reaktywowano Bractwo Flisackie pod wezwaniem św. Barbary. Do dziś organizuje ono flisy szlakiem praojców. Wpisanie flisactwa na listę reprezentatywną niematerialnego dziedzictwa ludzkości UNESCO jest wyrazem uznania dla działań podejmowanych przez  Bractwo.

„Choćby mu złote Mercurius słowa

Lał krasomowny, wszytka myśl flisowa

Na Wiśle pływa za swoim retmanem

Jak za hetmanem”.