„Auschwitz nie spadł nagle z nieba” – przypomniał Marian Turski w styczniu 2020 r., w czasie obchodów 75. rocznicy wyzwolenia niemieckiego obozu koncentracyjnego. Przestroga jednego z ostatnich żyjących więźniów hitlerowskiej fabryki śmierci po raz kolejny skłania do refleksji nad zbrodniami III Rzeszy. Tymczasem do ludobójstwa nie doszłoby bez przyzwolenia wielkiego biznesu. Hitlerowcy zapędzili ofiary do Auschwitz, korzystając z maszyn obliczeniowych koncernu IBM. Wojnę prowadzili dzięki ciężarówkom firmy Opel należącej do General Motors. Setki tysięcy ludzi wymordowano gazem cyklon B firmy IG Farben. Zbrodniarzy SS ubierał w mundury Hugo Boss i ubezpieczało Towarzystwo Allianz. Majątek zrabowany eksterminowanym narodom trafiał nie tylko do szwajcarskich, lecz także brytyjskich i amerykańskich banków.

To zaledwie kilka przykładów cynicznej zmowy nazistów z międzynarodowymi gigantami, z których większość do dziś kreuje globalny rynek. Równie ważne co skutki są zatem okoliczności, które skłoniły przemysłowych i finansowych potentatów do wsparcia krwawego reżimu.

Czytaj więcej

Albert Speer. Lis, który uniknął stryczka

Korzenie nazizmu

Wzajemne porozumienie było kwestią być albo nie być III Rzeszy. Ze względu na niską pozycję społeczną, a często lumpenproletariackie pochodzenie wierchuszka NSDAP nie miała dostatecznych funduszy oraz kontaktów z elitami gospodarczymi Niemiec, Europy i USA.

Jedna z popularnych wersji powstania nazizmu wskazuje na rezultaty I wojny światowej. W 1918 r. kajzerowska armia kapitulowała niepobita przez aliantów. Za klęską stały przyczyny ekonomiczne i społeczne. Blokada handlowa postawiła Niemcy w obliczu masowego głodu, a przemysł pozbawiła surowców niezbędnych do kontynuacji wojny. Decydującą przyczyną było jednak społeczne zmęczenie czteroletnim konfliktem. Miliony zabitych, rannych i kalek wstrząsnęły psychiczną skłonnością Niemców do uległości władzy. Wilhelma II Hohenzollerna zmuszono do abdykacji. Cesarstwo upadło, a władzę przejął parlament zdominowany przez socjalistów. Tak powstała demokratyczna Republika Weimarska, którą rozrywał wewnętrzny konflikt.

Miliony obywateli zastanawiały się nad drogami wyjścia z katastrofy. Pierwszy scenariusz podpowiadały wydarzenia w Rosji. Wzorem bolszewików niemieccy komuniści wykorzystali radykalizację robotników i poborowych. W latach 1918–1919 wzniecili rewolty w Berlinie, Zagłębiu Ruhry, Saksonii, Hamburgu i innych centrach przemysłowych. Ich skutkiem stał się wzrost nastrojów prawicowych wśród bezrobotnych weteranów, a przede wszystkim zdemobilizowanego korpusu oficerskiego.

Adolf Hitler wśród tłumu sympatyków, 1940 r.

Adolf Hitler wśród tłumu sympatyków, 1940 r.

IgorGolovniov / shutterstock

W toku krwawych walk policja, armia i paramilitarne bojówki zapobiegły sowietyzacji Niemiec, jednak wówczas śmiertelny cios demokracji zadali alianci. Na mocy układu pokojowego Republika Weimarska doznała międzynarodowego upokorzenia. Straciła wszystkie kolonie. Francja odzyskała Alzację i Lotaryngię, a Czechy – Sudety. Polska przywróciła do swych granic Wielkopolskę, część Pomorza i większość Górnego Śląska. Niemcom nakazano ograniczenie sił zbrojnych do 100 tys. żołnierzy.

Gospodarkę sparaliżowała gigantyczna kontrybucja na rzecz zwycięzców – w wysokości 125 mld marek w złocie. Gdy skarbiec okazał się pusty, francuskie i belgijskie wojska zajęły przemysłowy okręg Ruhry, kierując produkcję na własne potrzeby. Wówczas Niemcy załamały się po raz pierwszy. Rozszalała się hiperinflacja. Na ulicach ścierały się lewicowe i prawicowe bojówki, ofiarami zamachów padali demokratyczni politycy.

Społeczeństwo szukało winnych gospodarczego dramatu i upokorzenia traktatem wersalskim. Znalazło. Wszystkim nieszczęściom winni byli komuniści, Żydzi i spisek kapitalistów. Obywatele kipieli gniewem, dysząc chęcią zemsty. Taka była pożywka dla triumfu Narodowo-Socjalistycznej Partii Niemiec. Adolf Hitler obiecał społeczeństwu militarny rewanż, odbudowę dostatku, głosząc rasową teorię wyższości Niemców nad innymi narodami.

Po krótkim okresie względnej stabilizacji (1924–1929), zwanej Goldene Zwanziger (niem. złote lata dwudzieste), siłę hitlerowskiej propagandy zwielokrotniły skutki światowego kryzysu ekonomicznego. Kolejne załamanie gospodarcze, a szczególnie 30-procentowe bezrobocie zadało śmiertelny cios Republice Weimarskiej, przygotowując grunt pod przejęcie władzy przez nazistów.

Przyjaciele Reichsführera

Jeśli w 1928 r., a więc 12 miesięcy przed giełdowym krachem na Wall Street, NSDAP otrzymała w wyborach do Reichstagu zaledwie 2,3 proc. głosów, to w 1930 r. zdobyła ich już 18,3 proc., a dwa lata później aż 37,4 proc. Było to nadal zbyt mało, żeby naziści utworzyli własny rząd. Dokładnie wtedy do politycznej gry włączył się wielki biznes.

Kalkulacja była prosta. Drugą najsilniejszą partią polityczną byli komuniści. W 1932 r. na KPD oddano ponad 16 proc. głosów dających 100 mandatów w Reichstagu. Jeśli do wyborczego bilansu dodać poparcie dla socjaldemokratów (18,7 proc.), istniała realna szansa utworzenia koalicji, która przyciągnęłaby ugrupowania centrowe do poparcia lewicowego kanclerza.

Zarówno KPD, jak i SPD programowo zwalczały nazistów. Wprawdzie pod wpływem Stalina komuniści długo uważali socjaldemokratów za wrogów klasowych gorszych niż NSDAP, jednak rezultat wyborczy partii Hitlera skłonił KPD do zainicjowania Komitetu Akcji Antyfaszystowskiej i rozmów o współpracy z SPD oraz związkami zawodowymi. W geście dobrej woli socjaldemokraci zmobilizowali partyjną organizację bojową – Czerwony Sztandar, która w połączeniu ze zdelegalizowanymi bojówkami KPD – Związkiem Czerwonego Frontu, mogła podjąć wyzwanie zbrojnej walki z nazistowskimi szturmowcami SA.

Czytaj więcej

Korona i swastyka – fatalne zauroczenie

Oczywiście elity biznesowe finansowały własną strukturę polityczną. Niemiecka Narodowa Partia Ludowa (DNVP) do pewnego stopnia powielała program NSDAP (nacjonalizm, antysemityzm i rewizja traktatu wersalskiego). Ponadto głosiła hasła przywrócenia monarchii i ukrócenia wpływów lewicowych. Miała jednak elitarny charakter, w odróżnieniu od NSDAP nie pozowała na partię prostych Niemców, a to zadecydowało o małej sile przebicia.

Lewicowy rząd był dla baronów gospodarki nie do przyjęcia, kojarząc się z rewoltą lat 1918–1919. Z drugiej strony NSDAP osiągnęła apogeum wyborcze i każde następne głosowanie w połączeniu z poprawą sytuacji ekonomicznej zagrażało mniejszym poparciem społecznym.

W 1932 r. najwybitniejsi reprezentanci środowiska, na czele z byłym prezesem Reichsbanku Hjalmarem Schachtem, najbogatszym przemysłowcem Friedrichem Flickiem, a także m.in. Robertem Boschem podjęli negocjacje z NSDAP. Forum stał się Klub Ekonomiczny, który szybko zmienił nazwę na Freundeskreis Reichsführer SS, czyli Koło Przyjaciół Himmlera. Elity gospodarcze chciały bowiem rozmawiać z elitarną formacją partii nazistowskiej.

„Dziwny kapral” w natarciu

Doszło do decydującego zbliżenia poglądów. Uznano, że mocarstwową odbudowę Niemiec może zapewnić jedynie władza silnej ręki. W styczniu 1933 r. 19 baronów gospodarki wystosowało do prezydenta Republiki Weimarskiej apel o powierzenie misji kanclerskiej Adolfowi Hitlerowi. Do tego czasu Paul von Hindenburg nazywał przywódcę nazistów „dziwnym kapralem”, twierdząc, że nadaje się co najwyżej na ministra poczty. Apel spełnił jednak swe zadanie. W lutym tego samego roku „kropkę nad i” postawiło osobiste spotkanie członków klubu z kanclerzem Hitlerem zaaranżowane na polecenie Schachta.

W czasie tajnego wystąpienia Hitler oczarował środowisko. Potwierdził nienaruszalność własności prywatnej. Za największe zagrożenie uznał komunistów. Obie strony zgodziły się z poglądem o bezradności demokracji wobec skrajnej lewicy, dlatego jedynym ratunkiem była koncentracja władzy przez NSDAP. Hitler zadeklarował również, że tylko silny militarnie kraj może osiągnąć dobrobyt gospodarczy, co ostatecznie stopiło serca biznesmenów zgromadzonych w rezydencji przewodniczącego Reichstagu Hermanna Goeringa.

W obozach koncentracyjnych Niemcy wymordowali setki tysięcy ludzi m.in. za pomocą gazu Cyklon B prod

W obozach koncentracyjnych Niemcy wymordowali setki tysięcy ludzi m.in. za pomocą gazu Cyklon B produkowanego przez firmę IG Farben

Robert Hoetink / shutterstock

Dzięki takiej wizji szeregi gorących wielbicieli Hitlera zasilił jego dotychczasowy przeciwnik, gigant przemysłu ciężkiego Gustav Krupp von Bohlen. Wszelkie jego obawy zostały rozwiane, gdy na horyzoncie pojawiły się krociowe zyski z gigantycznych zamówień wojskowych. Tego samego dnia do kasjera NSDAP trafił czek na ponad 2 mln marek. Pieniądze pozwoliły hitlerowcom poprawić wynik w nadzwyczajnych marcowych wyborach parlamentarnych 1933 r. Lewica i chrześcijańska demokracja zostały ostatecznie pokonane.

Był to ostatni akord republiki. Latem naziści rozwiązali wszelkie partie polityczne i organizacje społeczne poza NSDAP. Rok później Hitler połączył stanowiska kanclerza i prezydenta, mianując się wodzem III Rzeszy. W nagrodę Hjalmar Schacht powrócił na stanowisko prezesa Reichsbanku, a półtora roku później został także ministrem gospodarki. Krupp otrzymał prestiżową funkcję prezesa Funduszu Adolfa Hitlera, na który wszyscy biznesmeni przekazywali rocznie jeden procent swoich zysków.

Goering i Himmler całkowicie podporządkowali sobie gospodarkę, tworząc z dwóch konkurencyjnych organizacji lobbystycznych Imperialny Zarząd Przemysłu, kierowany przez Departament Polityki Gospodarczej Rzeszy. Dyrektorem został Krupp, składając deklarację bezwarunkowej lojalności wodzowi III Rzeszy. Sygnatariuszy czekała sowita nagroda. Po przyjęciu haniebnych ustaw norymberskich gospodarka przeszła rasową czystkę. Fabryki, kopalnie i banki odebrane Żydom przekazano nieodpłatnie aryjskim przedsiębiorcom. Wśród beneficjentów znalazły się tak znane firmy, jak BMW, Porsche, Adidas, Puma, Siemens i Metro Group znane dziś z marki Metro Cash & Carry.

Współodpowiedzialność

Gdy Hitler wywołał II wojnę światową, właściciele największych fortun, a więc światli przedstawiciele niemieckich elit, zamienili się we wspólników zbrodni. Najbardziej szanowani członkowie społeczeństwa nie tylko sponsorowali najkrwawszą dyktaturę w historii, ale bezpośrednio uczestniczyli w ludobójstwie narodów Europy. Tak należy nazwać niewolniczą pracę więźniów hitlerowskich obozów koncentracyjnych i robotników przymusowych, dzięki którym rosły ich fortuny.

W ramach procesu norymberskiego podczas siedmiu rozpraw na ławie oskarżonych zasiedli także przemysłowcy i bankierzy. Wielu skazano na kary więzienia, jednak szybko, bo już na początku lat 50., ułaskawiono. Nic nie stało na przeszkodzie, aby odbudowywali majątki ku chwale niemieckiego cudu gospodarczego. Przetrwał nawet zbrodniczy koncern IG Farben, choć został podzielony na części.

Jednak współodpowiedzialność za hitleryzm nie ogranicza się do Niemców. Już w kwestiach reparacji po I wojnie światowej brytyjskie i amerykańskie kręgi finansowe robiły wszystko, aby ratować pokonaną gospodarkę, na przykład anulując zadłużenie. W okresie międzywojennym darowiznami i inwestycjami swój zachwyt dla nazizmu manifestowali m.in. Henry Ford i właściciel Ikei – Ingvar Kamprad, który do 1945 r. był aktywistą szwedzkiego odpowiednika NSDAP. Natomiast Hitler uważał Forda za mentora i miał w gabinecie jego portret. A członkowie Hitlerjugend zaczytywali się antysemickimi publikacjami amerykańskiego przedsiębiorcy.

Po zajęciu Pragi w 1939 r. skonfiskowane przez nazistów czechosłowackie złoto pomagali upłynnić brytyjscy pośrednicy. Szczególnie złowieszczą rolę odegrał przyjaciel Schachta, a zarazem prezes Banku Anglii baron Montagu Norman.

Kontaktów biznesowych nie przerwała nawet wojna. Kiedy np. w III Rzeszy skończyły się zapasy coca-coli, amerykański koncern opracował fantę, którą gasili pragnienie żołnierze Wehrmachtu i SS. W latach 1939–1945 amerykańska firma lotnicza ITT była właścicielem 43 proc. akcji zakładów produkujących samoloty myśliwskie i bombowe Focke-Wulf. Z kolei giganci naftowi USA via Meksyk zasilali gospodarkę III Rzeszy benzynami w skali nie mniejszej od Sowietów. W tym kontekście do dziś tajemnicą owiane są transfery Banku Morgana i nazistowskiego Bankhaus J.H. Stein. Dlatego w czasie własnego procesu twórca ekonomicznej potęgi hitlerowskiej Rzeszy Hjalmar Schacht powiedział amerykańskiemu adwokatowi: „Jeśli obwiniacie niemieckich przemysłowców o to, że uzbroili Hitlera, musicie napisać akt oskarżenia także dla siebie”.