– Mieszkam w Izraelu od roku 1947, jestem weteranem Kedywu AK i Polskich Sił na Zachodzie. Posiadam polskie obywatelstwo, jestem wyznania mojżeszowego. Przez ostatnie 32 lata staram się odzyskać spadek po moich dziadkach drogą administracyjną i sądową, bez najmniejszego sukcesu! Oczywiście te długoletnie starania, włącznie z przeprowadzeniem postępowań spadkowych w polskich sądach, pochłonęły potężne wydatki – napisał do nas Stanisław Aronson.

Obawia się, że wprowadzona nowelizacja kodeksu postępowania administracyjnego, o której zdecyduje Senat, będzie oznaczała zamkniecie toczących się postępowań administracyjnych dotyczących decyzji wydanych przez władze w całym okresie PRL. Zablokuje ona nie tylko reprywatyzację, ale spowoduje zamknięcie możliwości starania się o odszkodowanie za bezprawną nacjonalizację mienia. – To dotknie także mnie – mówi Stanisław Aronson i opowiada o sprawach, które jak dotychczas zakończyły się dla niego niekorzystnymi orzeczeniami sądów.

96-letni pułkownik Aronson to postać nietuzinkowa. Jego biografia to gotowy scenariusz filmowy. Jest bohaterem Polski i Izraela.

Rysiek na wojnie

Przedwojenne dzieciństwo spędził w rezydencji przy Żeromskiego w Łodzi. Jej właścicielem był jego dziadek, właściciel fabryki wstążek Jakub Kaffeman. – Salon i jadalnia były umeblowane antykami. Do tego dochodziły obrazy olejne na ścianach i piękne dywany – wspomina. Ojciec był kupcem i przemysłowcem w Warszawie i w Łodzi.

Wychowywał się w atmosferze polskiej, w domu mówiło się tylko po polsku – zresztą do dzisiaj pan Stanisław posługuje się bardzo dobrze polszczyzną. W Warszawie jego stryj był wiceprezesem Izby Handlowej.

We wrześniu 1939 r. trafił do Lwowa, a w 1941 r. po wkroczeniu Niemców – do getta w Warszawie. Ostatni raz widział swoich krewnych na Umschlagplatzu. On zaś uciekł z transportu do Treblinki i w Warszawie wstąpił do Tajnej Organizacji Wojskowej, następnie do Armii Krajowej, w której był żołnierzem Kedywu. Posługiwał się pseudonimem Rysiek. Uczestniczył w wykonywaniu wyroków śmierci na polskich i ukraińskich kolaborantach. Walczył w powstaniu warszawskim. Po wojnie wrócił do Łodzi i wstąpił do organizacji NIE gen. Augusta Emila Fieldorfa „Nila".

Jego willa w Łodzi była pusta. Okazało się, że podczas wojny została zarekwirowana przez policję niemiecką. Ukrywał się w niej m.in. z Leszkiem Rybińskim i jego żoną Beatą z Branickich z Wilanowa.

Stanisław Aronson został przypadkowo zatrzymany przez oficera NKWD w łódzkim Hotelu Grand. Udało mu się jednak uciec. Przez zieloną granicę dotarł do Drugiego Korpusu Polskiego we Włoszech, zwolniony ze służby wyjechał na Bliski Wschód, gdzie jako żołnierz walczył o niepodległość Izraela, a potem też w wojnie Jom Kipur w 1973 r. i w Libanie w 1982 r.

Pałacyk w Łodzi

W latach 90. starał się na drodze sądowej o zwrot pałacyku przy Żeromskiego w Łodzi. – W czasie procesu okazało się, że pałacyk i firma, która należała do dziadka i mego ojca, zostały znacjonalizowane w 1945 r. jako własność opuszczona i poniemiecka. Ci, co zajęli budynek, wstąpili do sądu o zasiedzenie. Dlatego sąd ponownie ją znacjonalizował – wspomina.

Dodaje, że w czasie procesu w sądzie pojawił się niepodpisany przez jego bliskich dokument, jakoby pałac został sprzedany sześć tygodni przed wybuchem wojny niejakiemu Bullemu. Jego zdaniem to był fikcyjny dokument, bo nie został zarejestrowany w hipotece. Gdy Aronson zaczął się interesować, kim była ta rodzina, okazało się, że jeden z synów Bullego był członkiem NSDAP, a drugi był członkiem samorządu niemieckiego w Łodzi. – W czasie procesu – wspomina Aronson – pojawili się zaś prawnukowie Bullego. Ostatecznie sąd oddalił moje roszczenia – mówi dzisiaj Aronson.

Pasaż Simonsa

Przez wiele lat walczy on też o odszkodowanie za nieruchomość, która jego bliskim została odebrana na mocy dekretu Bieruta z 1945 r. Chodziło o działkę o powierzchni ponad 5 tys. metrów kwadratowych położoną przy ul. Długiej 50 róg ul. Bohaterów Getta (przedwojenny adres Nalewki 2a) w Warszawie. Nieruchomość składała się z gruntu, na której znajdował się Pasaż Simonsa. W czasie wojny został on zupełnie zniszczony, a obecnie cześć nieruchomości znajduje się na terenie parku Krasińskich oraz Państwowego Instytutu Elektroniki. Mecenas Michał Wawrykiewicz przyznaje, że jednym ze spadkobierców przedwojennych właścicieli nieruchomości jest Stanisław Aronson.

Nieruchomość stała się własnością miasta Warszawy, a potem w wyniku likwidacji samorządu terytorialnego – Skarbu Państwa. Aronson złożył wniosek o zwrot nieruchomości w 1990 r. Miasto nawet na niego nie odpowiedziało. Od tego czasu sprawa o przyznanie prawa wieczystego użytkowania toczyła się w postępowaniach administracyjnych i sądowych. Skierowany do prezydenta Warszawy wniosek o ustalenie odszkodowania nie został nawet rozpoznany.

W 2015 r. Sąd Okręgowy w Warszawie uznał m.in., że Aronson „nie dysponuje interesem prawnym" w żądaniu ustalenia, że nieruchomość, o którą się starał, „nie została objęta w posiadanie przez Gminę Warszawa stosownie do przepisów rozporządzenia Ministra Odbudowy z dnia 27 stycznia 1948 roku", i jego wniosek oddalił.

– Oczywiście zdaję sobie sprawę, że bez ustawy reprywatyzacyjnej nic nie będzie można odzyskać – mówi „Rz". – Nonsensem jest to, aby ciągle w Polsce obowiązywały ubeckie prawa i postanowienia dekretu Bieruta – dodaje.

Czy cokolwiek odzyskał w Polsce? – Tak, działkę leśną w Otwocku, której właścicielką była moja babcia.