Sytuacja taka miała miejsce od X do XIV w., a więc w okresie, gdy w klasztorach następował odwrót od negowania dbałości o ciało i higienę. Owszem, zaczęło się źle. Wczesne średniowiecze, gdy powstawały zgromadzenia zakonne, zanegowało zamiłowanie starożytnych do kąpieli i czystości. Rzymianie kąpali się codziennie, natomiast reguła św. Benedykta, na której wzorowały się inne wspólnoty klasztorne, zezwalała na kąpiel jedynie starcom i chorym. Św. Augustyn pozwalał swoim mnichom na kąpiel raz w miesiącu, natomiast św. Hieronim dorosłym zabraniał jej całkowicie.

Dla dziejów medycyny, higieny i kultury wieków średnich doniosłe znaczenie ma fakt, że życie zakonne odstręczało od zamiłowania do zewnętrznej czystości. „Brud na odzieniu mnicha ma być przeciwieństwem czystości jego serca” – przypomina ojciec Hilpisch, sam benedyktyn i zarazem historyk reguły benedyktyńskiej („Geschichte des benediktinischen Mönchtums in Ungarn”). „Że w ten sposób powstawały czynniki sprzyjające niesłychanie szerzeniu się robactwa i wielu chorób, szczególnie zakaźnych, nad tym dłużej rozwodzić się nie trzeba” – stwierdza prof. Władysław Szumowski w „Historii medycyny”.

Badacze przypuszczają, że zakonnicy użyźniali przyklasztorny warzywnik i ogród fekaliami z własnej latryny, co było nowinką agrotechniczną.

A jednak, z czasem, takie nastawienie zaczęło się zmieniać. Na przykład w „Ancrene Wisse”, traktacie dla pustelnic z pierwszej połowy XIII w., autor, angielski dominikanin, radzi niewiastom, de facto zakonnicom, które wybierały życie w małych celach w pobliżu kościołów: „Myj się, gdy tylko pojawi się potrzeba, i pierz swe odzienie – brud nigdy nie był drogi Bogu”. To stwierdzenie miało rangę rewolucyjnego manifestu. I rzeczywiście – dokonywała się rewolucja. Ludzie świeccy i kler nabierali zwyczaju mycia się. Późnośredniowieczne malowidła uwieczniają wnętrza domów z dzbanem na wodę, miednicą i ręcznikiem w kącie komnaty.

Wspólnoty zakonne były środowiskami ludzi piśmiennych, oczytanych, wykształconych technicznie, obeznanych z budownictwem, inżynierią wodną oraz intensywną uprawą ziemi. Środowisko to zaczynało rozumieć i doceniać rzymską sztukę inżynieryjną, dlatego klasztory, na swój użytek, opracowywały grawitacyjne systemy wodno-kanalizacyjne z latrynami, często wykorzystujące wysoko ustawioną cysternę z wodą. Drewniane, a niekiedy ołowiane rury doprowadzały wodę do klasztornych umywalni i pralni; na przykład długi wąski kamienny żłób-umywalnię można oglądać w opactwie w Gloucester. Skąd zatem nękające augustianów w Cambridge tasiemce, nicienie, motylica wątrobowa?

Naukowcy z Uniwersytetu Cambridge zbadali próbki ziemi pobrane z przyklasztornych grobów 19 mnichów, tamtejszych augustianów. Próbki te pobrano z okolicy bioder, kości miednicy tych zmarłych (żyli w XIII i XIV stuleciu). W taki sam sposób pobrano próbki z grobów 25 osób pogrzebanych na lokalnym parafialnym cmentarzu, też żyjących w tym okresie. Artykuł o tym zamieszcza pismo „International Journal of  Paleopathology”. W niektórych próbkach wykryto jaja pasożytów. Zainfekowanych nimi było 11 spośród 19 mnichów (58 proc.), natomiast wśród 25 świeckich zainfekowanych było ośmiu (32 proc.). Jaki był powód takiej dysproporcji?

W nauce, gdy brak dowodu, pojawiają się hipotezy. Badacze przypuszczają, że zakonnicy użyźniali przyklasztorny warzywnik i ogród fekaliami z własnej latryny, co było nowinką agrotechniczną. Ludzie świeccy nie postępowali w ten sposób. Prawdopodobnie plony z przyklasztornego warzywnika były imponujące, ale mnisi, nieświadomie, płacili za to wysoką cenę.

Nowoczesna klasztorna agrotechnika stanowiła jedną z ważnych przyczyn ogromnego bogactwa zakonów. Klasztorne folwarki były doskonale zagospodarowane. Opactwo cysterskie w Sénanque (Prowansja) w XIII i XIV wieku rozwinęło się do tego stopnia, że w posiadaniu mnichów było siedem folwarków i cztery młyny. Niewykluczone, że za taki stan rzeczy mnisi płacili stanem zdrowia: tasiemcami, nicieniami, motylicą wątrobową.

Dziś z tego klasztornego horroru nic już nie pozostało, ale bogactwo – owszem; mnisi z Sénanque w dalszym ciągu posiadają pola lawendy, z której wytwarzają olejek, mają pasieki, produkują klasztorny likier ziołowy o nazwie „La Sénancole”; ani olejku lawendowego, ani miodu, ani likieru nie rozdają za darmo.