W miarę upływających dekad i stuleci gromadzono coraz szerszą i rzetelniejszą wiedzę o początkach winiarstwa i drogach, jakimi się szerzyło. Stawało się jasne, że Bóg stworzył tylko wodę, a wino jest dziełem człowieka. W roku 1893 w książce „Kultura winorośli” Konrad Niklewicz wyjaśniał to, opierając się już na naukowych podstawach:

Grecy i Persowie, za pośrednictwem Żydów, wymieniali między sobą sadzonki, a Grecy rozprzestrzeniali je coraz dalej, do Italii, skąd trafiły nad Ren.

Współczesna biblia wina, wydana przez Librairie Larousse „Dictionnaire des vins”, dzieło doktora Gérarda Debuigne’a, jest już bardzo precyzyjna: wino pochodzi z rejonu Kaukazu, sprzed około 8 tysięcy lat. Na początku III tysiąclecia przed Chrystusem winorośl uprawiano już w delcie Nilu, na Bliskim Wschodzie, we wschodniej części Śródziemnomorza i w Chinach. Pionierami winiarstwa w Europie byli Grecy, którzy mniej więcej 1000 lat przed naszą erą wprowadzili je na Półwysep Apeniński, na Sycylię, do Afryki Północnej, do Andaluzji i Prowansji. Z kolei Rzymianie, w miarę swoich podbojów, plantowali winorośl, gdzie się dało, a nawet tam, gdzie w zasadzie się nie dało, np. w Brytanii.

Najogólniej rzecz ujmując, według „Dictionnaire des vins” „historia wina i historia ludzkości są ściśle ze sobą związane i mimo tego, że nie rozpoznano precyzyjnie momentu i miejsca, w którym człowiek wynalazł i docenił wino, to jednak można powiedzieć, że to właśnie wraz z winem zaczęła się cywilizacja, jak tego dowodzą gliniane tabliczki z pismem klinowym, hieroglify na egipskich papirusach i malowidła z grobowców”.

Tabliczki, papirusy, malowidła to dowody archeologiczne. Ale archeologia nie stoi w miejscu – wykopaliska wciąż poszerzają naszą wiedzę o przeszłości, a często wręcz zaskakują. W Narodowym Muzeum Morskim w Gdańsku, w zabytkowym spichlerzu Błękitny Baranek, zaskakuje wystawa prezentująca zabytki archeologiczne wykopane w głębi Afryki. Została zatytułowana „Wino w starożytnym Sudanie”. Historycy prześcigają się w kreśleniu dróg i odnóg, jakimi dionizjak rozpływał się po świecie: „Łoza winna i wino trafiły na Wschodzie przez Persję do Indii, a na Zachodzie do Wielkiej Brytanii, szlakiem bursztynu i cyny (...) pojawiły się winnice w Europie Zachodniej i Środkowej i to aż do 55 stopnia szerokości geograficznej północnej. W wieku XVIII nastąpiła aklimatyzacja winorośli w Norwegii...” (Maguelonne Toussaint-Samat, „Historia naturalna i moralna jedzenia”). I tak dalej, i tak bliżej, po kolei, wszyscy autorzy książek o dziejach wina, ale o głębokiej Afryce – ani słowa. Tymczasem pijano tam wino już w II wieku przed Chrystusem, na terenie Nubii, w królestwie meroickim (IV w. p.n.e. – VI w. n.e.). I to pijano nie tylko importowane, ale także własne, tłoczone na miejscu. Królestwo meroickie prowadziło ożywioną „międzynarodową” wymianę handlową, także wino było jej przedmiotem. To się nie zmieniło, gdy rozpadło się na mniejsze państewka (VII–XIV wiek). Kres tradycji winiarskiej w tamtym regionie położył dopiero islam w XV stuleciu.

„Wiedza o uprawie i przetwarzaniu winorośli przywędrowała do Nubii razem z greckimi, a później również rzymskimi handlarzami. Śródziemnomorską kulturę wina zaadaptowano najpierw w Egipcie, skąd – jako ówczesna innowacja – rozprzestrzeniła się na południe. O bujnym rozkwicie winiarstwa w Nubii i szeroko rozwiniętym imporcie wina z terenów śródziemnomorskich świadczą znaleziska archeologiczne: pozostałości po tłoczniach oraz relikty dawnych tawern i magazynów, wewnątrz których znaleziono zatyczki do amfor, dzbany i czarki; ponadto niezliczone fragmenty amfor używanych do przechowywania i transportowania trunku produkowanego lokalnie i sprowadzanego” (informacja o wystawie na stronie internetowej Narodowego Muzeum Morskiego).

Czytając książki europejskich autorów o winie, jego aspektach społecznych, zdrowotnych, ekonomicznych i kulturowych, a także o jego historii, można odnieść wrażenie, że wszystkie winnice i wina spoza Francji, Włoch, Kaukazu, Grecji to tylko „ubożsi powinowaci” starej dionizyjskiej arystokracji. Zadzieranie nosa weszło jej już w krew, ale wystawa w Gdańsku trochę jej „uciera nosa”. Gdy Nubijczycy pili i tłoczyli wino, w Burgundii czy Alzacji musiało upłynąć jeszcze tysiąclecie, zanim mnisi zaczęli tworzyć wina godne piór autorów książek o winie.

Kto nie wiedział o nubijskim dionizjaku, nie musi rumienić się ze wstydu: „Suma aktualnej wiedzy o winie jest tak gigantyczna, że w tej dziedzinie wiedzieć wszystko o wszystkim jest marzeniem niemożliwym do spełnienia” – wyjaśnia doktor Gérard Debuigne.