Mieszkaniec Basztanki, 78-letni Ukrainiec, którego nie przyjęto do wojsk terytorialnych ze względu na podeszły  wiek, gdy rosyjskie oddziały zbliżyły się do jego miejscowości, cisnął koktajlem Mołotowa w wyrzutnię rakiet Grad. Wyrzutnia spłonęła!

O tę broń Ukraina nie musi prosić Zachodu. Wojna wybuchła 24 lutego, a już trzy dni później produkcja butelek z płynem zapalającym ruszyła w jednym z browarów we Lwowie. Koktajl Mołotowa to potoczna nazwa prymitywnego ręcznego granatu zapalającego w postaci butelki wypełnionej jakąś łatwopalną cieczą. Etymologia tej nazwy pozostaje nierozstrzygnięta. Według jednej wersji złośliwą nazwę wymyślili fińscy żołnierze podczas wojny z ZSRR zimą 1940 r. Druga wersja łączy tę nazwę z rozporządzeniem Państwowego Komitetu Obrony ZSRR z 7 lipca 1941 r. „O przeciwpancernych granatach zapalających”, które podpisał minister Wiaczesław Mołotow.

Tak czy owak, podręczniki historii zgodnie podają, że pierwsze udokumentowane przypadki zastosowania tej broni miały miejsce podczas hiszpańskiej wojny domowej w 1936 r. Okazuje się jednak, że zabytki archeologiczne przeczą temu. Powód? Sięgnięcie do muzealnej szuflady z glinianymi skorupami i naczyniami wykopanymi w roku 1960 w Jerozolimie. Sięgnął po nie dr Carney Matheson z australijskiego Uniwersytetu w Griffith. Informuje o tym artykuł na łamach pisma „Plos One”.

Ceramika ta znajdowała się w warstwie z XI–XII wieku. Analiza resztek osadu na wewnętrznych ściankach wykazała, że zawierały one oliwę, różne substancje zapachowe, medyczne, ale nie tylko. Analiza z udziałem spektrometru, chromatografu, silnego mikroskopu ujawniła także ślady azotanu potasowego, siarkowego, tzw. saletry indyjskiej – mieszaniny te współcześni chemicy kwalifikują jako „substancje zapalające, wybuchowe”.

Pozostałości substancji na wewnętrznych ściankach naczyń stanowią ich autentyczną biochemiczną pamięć, świadczą o ich zawartości, a także o tym, co się działo w czasach i miejscach, w których były w użytku. W tym przypadku ta biochemiczna pamięć świadczy o tym, że naczynia te były używane w charakterze ręcznych granatów zapalających, innymi słowy jak koktajle Mołotowa. A zatem jest to średniowieczny wynalazek. Używanie go w średniowieczu na Bliskim Wschodzie sugerowała, nie znając jeszcze wyników cytowanych wyżej badań, Adrienne  Mayor w książce „Grecki ogień, zatrute strzały, bomby skorpionów. Broń chemiczna i biologiczna w świecie starożytnym” (Wyd. Amber 2006).

Sugestia okazała się prawdziwa. Ręczne granaty zapalające miotane m.in. na krzyżowców zapewne jakoś się nazywały, może „butelki Saladyna”? Sułtan Jusuf Salah ad-Din w roku 1187 zadał druzgocącą klęskę wojskom Królestwa Jerozolimy, czyli krzyżowcom, po czym opanował niemal wszystkie zdobyte przez nich ziemie, łącznie z samą Jerozolimą. „Średniowieczne teksty mówią o rzucaniu granatów w oblegane twierdze. Granatami były małe naczynia, nieemaliowane, niezdobione, przeznaczone do jednorazowego użytku, do zniszczenia. Naczynia takie odnajdowane są w warstwach od IX do XV stulecia, potem nie były już potrzebne, ponieważ w użycie weszły armaty” – zauważa dr Carney Matheson.

O muzułmańskich granatach ręcznych zawierających zapalający koktajl pisał w latach 40. XX w. francuski historyk Maurice Mercier. Dysponował fragmentami takiej broni odkopanymi w 1916 r. w Kairze przez Ali Beya Bahata, miał też wyobraźnię, ale jeszcze nie wyniki analiz biochemicznych. Można pozazdrościć mu przenikliwości: domyślił się funkcji prostych naczyń podobnych do butelek.

Ludzie średniowiecza w ówczesnych miastach będących wiodącymi ośrodkami cywilizacji raczej nie mieli problemów ze sporządzaniem „koktajli Mołotowa” – pod ręką wystarczyło mieć niewiele. Podobnie rzecz się miała w XX wieku. Przekonuje o tym Stanisław Komornicki – uczestnik powstania warszawskiego jako 21-letni podchorąży „Nałęcz” – w pamiętniku „Na barykadach Warszawy”: „Do półlitrowej butelki, najlepiej od wódki lub octu, wlać dowolną mieszankę zapalającą, np. benzynę, naftę, denaturat, benzol, aceton, itp. Do tego dodać ostrożnie kwasu siarkowego. Butelkę szczelnie zakorkować. Na pasek papieru wysypać łyżkę stołową proszku detonującego. Zrobić z tego podłużną torebkę i przykleić ją do butelki. Butelkę rzucać samą lub uwiązaną na sznurku...”.