Taki moment to test zderzeniowy zdolności adaptacyjnych. W istocie ledwo przyswajamy transformację obyczajów i technologii w jednym pokoleniu, bo kształtowały nas zmiany niespieszne, zgodne z tempem wędrówki lodowców i stepowienia buszu. Nawet nasza stabilna i do mdłości syta epoka popada w psychozy i powszechną dezorientację. Co się stanie, gdy z dnia na dzień imploduje oswojona struktura świata?

W rzeczywistości, niemal z poniedziałku na wtorek, miliony ludzi obudziło się imigrantami w nowych i obcych państwach, choć nie zmienili adresu.

Wiek temu kolaps spadł na całą Europę Środkową, mieląc ludzkie egzystencje w bezdusznym młynie historii. Owszem, łatwo przyswoić, że skutki wielkiej wojny tworzyły i ćwiartowały państwa, zmieniały ustroje i przestawiały granice, lecz z podręcznikowej pamięci wypadają jakieś surduty dyplomatyczne w salach konferencyjnych, tłumy na placach i schematyczne mapy ćwiartowanych imperiów. Powszedniego skutku tych procesów prawie nie znamy.

W rzeczywistości, niemal z poniedziałku na wtorek, miliony ludzi obudziło się imigrantami w nowych i obcych państwach, choć nie zmienili adresu. Z obu stron granic całe populacje rozstrzygały o tożsamości, lojalności do suwerena, nowych symboli i wspólnot. Nastał czas wyboru języka, kultury, a czasem religii, przyspieszany presją, szykaną lub czystką etniczną.

Słusznie przejęci własną chatą z kraja, pamiętamy to i owo o Śląsku, Lwowie lub Wilnie, choć plac budowy nowej Europy ciągnął się przez większość Eurazji – jeśli wliczyć rewolucję rosyjską – od Alzacji po Władywostok. Tym mniejszą wagę ma jakiś Tyrol, wtedy i dziś obojętny Europie, z wyjątkiem zamożnych narciarzy.

W zasadzie, nawet czytając wypisy z niemieckich gazet, które wyszły w kwietniu 1921 r., trudno wyczuć w Bozen (a właściwie Bolzano) szczególne napięcie. Polityki trudno uświadczyć, poza wzmianką o zawsze czynnych nieznanych sprawcach, którzy fronton ratusza wymazali we włoskie barwy. O stosunkach z Włochami nic, tylko oburzenie na awantury włoskich faszystów. Żądali odwołania burmistrza i wymiany tablic ulicznych na włoskie, ale wybór niemieckiego bürgermeistera miał aprobatę króla, wnioski więc traktowano jak hucpę.

Spokój, wręcz niestosowny do sytuacji, szedł z góralskiej odporności na przywidzenia. Piszą, że Tyrol Południowy przypadł Włochom w Saint-Germain, lecz klamka zapadła wcześniej, jeszcze w 1915 r., gdy Rzym się wahał, po której stronie walczyć w tej wojnie. Przeważyła obietnica ententy, że zwycięskie Włochy oprą granicę na głównym paśmie alpejskim – bez historycznej i etnicznej podstawy – armaty więc wtoczono na górski lodowiec. Transakcję zawarto, Włochy wykonały usługę, honorarium wpisano do ksiąg rachunkowych. Żaden protest, frazesy o stanowieniu narodów Wilsona i referenda ludowe nie miały znaczenia w Wiedniu, Paryżu i Rzymie. Wielu pragmatyków uznało, że wobec beznadziejnej sytuacji Austrii, nawet Włochy są lepszą opcją. Tylko trzystukilometrowe podróże po wizę, żeby odwiedzić krewnych po drugiej stronie przełęczy, Tyrolczycy odczuli naprawdę boleśnie.

Wiosną 1921 r. Bolzano frapowały ceny chleba, nadzwyczajne śnieżyce i strajk tramwajarzy. Cieszyła nagła, pierwsza od przedwojnia nawała skandynawskich turystów, martwiła plaga prostytucji i kieszonkowców. Trudno pojąć, że z Rosji wciąż wracali jeńcy, pojmani w 1914 r. podczas rajdu carskiego walca na Kraków.

W niedzielę 24 kwietnia 1921 r. nikt nie wiązał tradycyjnego jarmarku, a po nim procesji w strojach ludowych z wydarzeniem po austriackiej stronie granicy. Jeśli w Bolzen ktoś tęsknił za Wiedniem, to Innsbruck chciał włączenia do Niemiec, o czym powiadomił ententę plebiscytem ludowym.

Autopromocja
TYLKO U NAS

Ambasador Chin w Polsce Sun Linjiang o nowej ofercie współpracy Pekinu z Warszawą

CZYTAJ

Jednak związek dostrzegli włoscy faszyści, wietrząc w niedzielnym święcie narodową manifestację. Z braku Włochów w mieście, z Werony i Mediolanu przyjechał pociąg bojowników w czarnych koszulach, zbrojnych w pałki, pistolety, a nawet granaty ręczne. Rozpętali masakrę, w której śmiertelnie postrzelono nauczyciela z sąsiedniej wioski i zraniono pół setki przechodniów. Natychmiast po puczu Mussolini wprowadził pełną italianizację Tyrolu, łącznie z zakazem używania języka Goethego, przeciw czemu – wbrew nadziei rodaków – nawet Hitler nie protestował. Dopiero utrzymanie faszystowskich restrykcji w demokratycznych Włoszech wywołało dwie dekady zamieszek i zbrojnego terroru.

Wreszcie po pół wieku zmagań, w latach 70., zapadł historyczny kompromis. Reprezentacyjny plac Bolzano dostał imię zamordowanego w 1921 r. nauczyciela, a nieopodal wciąż stoi – odpowiednio monumentalny – faszystowski pomnik Zwycięstwa Mussoliniego.