26 sierpnia 1581 roku Wasyl Szujski, komendant wojsk stacjonujących w Pskowie, otrzymał informację od dowódcy południowej baszty, że do murów miasta zbliża się potężna armia Rzeczypospolitej. Rosyjskie podjazdy od dawna wypatrywały nadejścia wroga, a gdy w końcu Polacy i Litwini pojawili się na terytorium Carstwa Moskiewskiego i ruszyli w stronę Pskowa, udało się oszacować ich siły: niemal 50 tysięcy żołnierzy, w tym coraz bardziej znana w Europie jazda. Potężną armię prowadził sam król Stefan Batory. Szujski dysponował połową takiej siły: 2 tysiące jazdy i 7 tysięcy strzelców wyborowych wspierało 10 tysięcy mieszkańców Pskowa zdolnych do noszenia broni i gotowych oddać życie za wolność swojego miasta. Szujski zdawał sobie sprawę, że wobec takiej dysproporcji sił w generalnej bitwie niemal pewna będzie klęska nie tylko jego, lecz całego moskiewskiego państwa. Nie miał wątpliwości, że Batory nie zatrzyma się w Pskowie, ale ruszy dalej na wschód, a wówczas Iwan Groźny ze szczupłymi siłami nie będzie w stanie stawić mu czoła. Ściągnął więc wszystkie siły do miasta, zgromadził potężne zapasy broni, amunicji i żywności, wzmocnił mury wokół grodu i liczył na to, że długotrwała obrona zmusi przeciwnika do ustąpienia. Tym bardziej że zbliżała się jesień, a po niej pod mury Pskowa przyjść miał odwieczny sojusznik ruskich wojsk: siarczysty mróz.

Dwa obozy

W ślad za pskowskimi podjazdami pod fortyfikacje miejskie podeszli zwiadowcy polsko-litewskiej armii, aby obejrzeć twierdzę i zaplanować uderzenie. Hetman Jan Zamoyski zadecydował, aby rozłożyć obóz w pobliżu południowo-zachodniej baszty miejskiej. Po pierwsze dlatego, że biegł tamtędy gościniec do Nowogrodu, który trzeba było opanować, aby zagrodzić drogę ewentualnej odsieczy. Po drugie, w takiej sytuacji Polacy mieliby za sobą rzekę Wielikaję, a to osłaniałoby ich tyły. Polski podjazd zwrócił uwagę, że ziemia w tej okolicy jest miękka, co umożliwi wykonanie podkopu i wysadzenie części murów miną.

Zamoyski źle oszacował siłę obrońców. Nie zwrócił uwagi na to, że obóz będzie zbyt blisko murów i w zasięgu jego artylerii. Następnego dnia od rana obrońcy zasypali Polaków gradem kul armatnich. Obóz trzeba było zwinąć i przenieść o 4 kilometry od południowych murów twierdzy, między wsie Promierzyca i Czerecha. Dniem i nocą budowano szańce, a w końcu ustawiono na nich działa wymierzone w stronę Pskowa. 6 września rozpoczął się ostrzał południowej części miasta.

Nieudany szturm

Bombardowanie miasta trwało nieprzerwanie prawie dwie doby. W końcu, 8 września, rankiem, król zarządził generalny atak. Sformował pułki piechoty i jazdy. Kilkanaście tysięcy żołnierzy miało wedrzeć się za mury, pokonać obrońców i otworzyć wrota dla jazdy. Konni mieli też ubezpieczać tyły, gdyby nadeszła odsiecz. Około godziny 13 Polacy i Litwini zaatakowali. Przez wyłom w murze wdarli się do południowej baszty. To tutaj rozgorzały najbardziej zacięte walki. Na korzyść Polaków przemawiało lepsze uzbrojenie i wyszkolenie w walce wręcz, na korzyść Rosjan – własny teren i przewaga liczebna w baszcie, do której napastnicy musieli wchodzić małymi grupkami przez wyłomy w murach. Z kolei Szujski nie mógł rzucić wszystkich sił do obrony jednej baszty – wówczas nie miałby kto bronić pozostałych części miasta.

Wieczorem 8 września, po zaciętych walkach, południowa baszta Pskowa wpadła w ręce Polaków. Obrońcy wycofali się do miasta. Tam, wsparci przez siłę ognia artyleryjskiego, skutecznie zatrzymali dalszy atak. Tego dnia zginęło 500 Polaków i około 300 Rosjan. Dalsze tygodnie mijały na kolejnych próbach opanowania miasta, kolejnych szturmach, zaciętych walkach i bohaterskiej obronie. Szala zwycięstwa przechylała się na polską stronę. A jednak przerwał ją traktat pokojowy.

Wielka polityka

Jak to się jednak stało, że król Stefan Batory – najbardziej zainteresowany obroną Siedmiogrodu przed Turkami – osobiście wyruszył z Krakowa aż pod Psków? Aby to wyjaśnić, trzeba cofnąć się do roku 1561. Wówczas to wielki mistrz krzyżacki Gothard Kettler dokonał sekularyzacji państwa zakonnego, a potem poddał Inflanty pod opiekę polsko-litewską. Terytorium państwa krzyżackiego podzielono. Część została włączona do Rzeczypospolitej, druga część – księstwo Kurlandii i Semigalii – stała się lennem Litwy. Ta decyzja rozgniewała Iwana Groźnego, który liczył na to, że to właśnie jemu przypadnie część byłych krzyżackich posiadłości. Gdy w 1572 roku umarł Zygmunt August, Iwan liczył na to, że zdobędzie polski tron i osadzi na nim siebie lub swojego syna – Fiodora. Polska szlachta wybrała jednak Francuza – Henryka Walezego, a po jego ucieczce – księcia Siedmiogrodu Stefana Batorego. Iwan odpowiedział na to zbrojnie: uderzył na Inflanty i zaczął zajmować polskie zamki bronione przez szczupłe siły wspierane 2-tysięczną armią Jana Karola Chodkiewicza.

Stefan Batory zajęty był w tym czasie problemami wewnętrznymi. Przeciwko niemu zbuntował się w 1577 roku Gdańsk. Gdańszczanie chcieli niezależności od Korony, a za prawowitego następcę tronu uważali nie Batorego, tylko jego rywala Maksymiliana Habsburga. Doszło do wojny Rzeczypospolitej z tym bogatym miastem nad Bałtykiem. Król rozbił gdańską armię, ale nie był w stanie zdobyć ufortyfikowanego grodu. Zgodził się więc na pokój, kontrybucję i uznanie swojej władzy, a w zamian zagwarantował gdańszczanom przywileje. Dopiero gdy sytuacja się uspokoiła, mógł zacząć przygotowania do wielkiej wojny.

Krwawy marsz

Tymczasem Iwan Groźny poczynał sobie coraz śmielej. W lipcu 1577 roku osobiście wyruszył na czele swojej armii na Inflanty. Gdzie się pojawił, tam pozostawiał zgliszcza i trupy. Za strażą przednią jego wojsk szedł książę duński Magnus Inflancki; miał zachęcać ludność do poddania się carowi Iwanowi i przestrzegać przed skutkami nieposłuszeństwa. W rezultacie kolejne polskie twierdze otwierały swoje bramy przed rosyjską armią. Opierało się tylko Gulbene. Oblężenie było jednak krótkie: garstka obrońców szybko uległa przeważającej sile armii Iwana. W zdobytym mieście Rosjanie urządzili rzeź. Mężczyzn wymordowano w okrutny sposób: poćwiartowano lub rozrywano końmi. Ocalałych obrońców wbito na pale ustawione wzdłuż głównej alei. Kobiety zgwałcono. W ciągu półtora miesiąca Iwan Groźny zdobył aż 27 polskich zamków. W polskich rękach pozostała jedynie Ryga. W styczniu 1578 roku do Moskwy przybyła polska delegacja kierowana przez wojewodę mazowieckiego Stanisława Kryskiego. Iwan – wiedząc, że Batory zajęty jest walką o Gdańsk – pewien zwycięstwa postawił twarde warunki pokojowe: granica między państwami ma przebiegać wzdłuż Dniepru, co oznaczało, że Rzeczpospolita ma oddać nie tylko Inflanty, ale również Kijów. Wojewoda odrzucił te warunki, przekonał cara jedynie do trzyletniego rozejmu. Traktat podpisano, ale okazało się, że nie miał on żadnego znaczenia. Batory go nie uznał, a Iwan nie zamierzał przestrzegać.

Szwedzki sojusznik

Siły polskie zebrały się we wrześniu koło Poniewieża na północy Litwy. Rozpoczęła się kontrofensywa, która trwała przez całą mroźną zimę. 18 tysięcy Polaków i Litwinów, wspieranych przez czeladź i szczupłe siły wojsk najemnych, wyruszyło odbijać północne rubieże. Przez dziewięć miesięcy udało się odzyskać 17 utraconych twierdz oraz miasta Dyneburg i Kieś. Pod tym ostatnim szykowała się walna rozprawa. Prawie 20 tysięcy rosyjskich żołnierzy wyposażonych w 30 dział obległo polskie siły w zdobytym Kiesiu. Zapowiadała się kolejna krótka obrona, upadek miasta, rzeź mieszkańców i seria gwałtów na kobietach. Tak się nie stało.

Z odsieczą Polakom pospieszył książę Andrzej Sapieha. Wsparcia udzielił mu szwedzki król Jan III. Monarcha był przerażony okrucieństwami Iwana Groźnego i nie chciał dopuścić do wzrostu jego pozycji. Po cichu liczył też na to, że Szwecja wróci do gry w walce o Inflanty. 3,5 tysiąca doborowego szwedzkiego żołnierza połączyło się z Sapiehą i ruszyło w stronę Kiesia. Doszło do zaciętej bitwy, po której Rosjanie zdecydowali się skapitulować na honorowych warunkach. Zwinęli obóz i odeszli. Następnego dnia do miasta wkroczył – witany jak zwycięzca i wybawiciel Andrzej Sapieha. Szwedzka pomoc uratowała Kieś od ognia, a jego mieszkańców od miecza, i pomogła przygotować się do walnej rozprawy zbrojnej z Iwanem, jednak miała też swoją cenę: od tej pory o Inflanty spierały się już nie dwie potęgi, lecz trzy.

Wojenna wyprawa

20 stycznia 1578 roku, gdy w Moskwie bawiło poselstwo, a wojska księcia Sapiehy odbijały utracone zamki, w Warszawie rozpoczął się sejm walny. Polski król nie miał wątpliwości, że jeśli szybko nie poskromi imperialnych ambicji Iwana Groźnego, będzie on odrywał kolejne prowincje Rzeczypospolitej, a później wcale nie zadowoli się jej wschodnimi rubieżami. Iwan Groźny był dla Polski śmiertelnym zagrożeniem. Aby temu zapobiec, Batory musiał wyruszyć na wojnę, a do jej szczęśliwego zakończenia potrzebował dwóch rzeczy: bezpieczeństwa na tyłach i... pieniędzy. Porozumiał się z księciem opolsko-raciborskim Jerzym Fryderykiem Hohenzollernem, któremu przyznał kuratelę nad Albrechtem Fryderykiem w Prusach Książęcych. Ucieszony śląski możnowładca liczył na to, że po śmierci pruskiego władcy sam obejmie Prusy we władanie. W zamian Hohenzollern dał Batoremu 200 tysięcy złotych na wojnę i obiecał wesprzeć jego armię dodatkowymi siłami. Sejm uchwalił nowe podatki na wojnę: 30 groszy z łana, czopowe (podatek od dochodów z wyrobów piwa) i szos (podatek dla mieszczan od majątku). Król powołał piechotę wybraniecką złożoną z chłopów wywodzących się z dóbr królewskich. Brat władcy – książę siedmiogrodzki Krzysztof – przysłał dodatkowe chorągwie piechoty, a w państwach niemieckich ogłoszono zaciąg dla żołnierzy najemnych (opłacono ich pieniędzmi księcia Hohenzollerna). W rezultacie rok później Stefan Batory dysponował potężną armią składającą się z 56 tysięcy żołnierzy, w znacznej większości doświadczonych w boju, i 67 działami. Dopiero wtedy zdecydował się wysłać do Iwana Groźnego poselstwo z informacją o wypowiedzeniu wojny. Sam ruszył na czele polskich wojsk na północny wschód, by w miejscowości Świder połączyć się z Litwinami i rozpocząć marsz w stronę Inflant.

Szlakiem zwycięstwa

Wojenna wyprawa Batorego na Rosję to jedna z najpiękniejszych kart w historii polskiego oręża. Przez następne trzy lata, aż do oblężenia Pskowa, polskiemu królowi nieprzerwanie towarzyszyło zwycięstwo. W sierpniu 1579 roku rozpoczęło się oblężenie Połocka. Miasto poddało się po dwóch tygodniach oblężenia. W ręce Polaków wpadły armaty i nieprzebrane zapasy żywności – tak potrzebne do dalszej walki.

Następnym celem było miasto Sokół. Wyruszył tam na czele 8 tysięcy żołnierzy carski bojar Borys Szein. Polacy zajęli jednak miasto w kilka godzin, po jednym szturmie. Polaków zginęło kilkuset, Rosjan prawie 5 tysięcy. W następnych potyczkach w okolicznych wsiach górą byli zawsze Polacy. Jednak decydujące starcie miało dopiero nadejść.

Rok później Sejm uchwalił nowe podatki (objęły nawet duchowieństwo). Zmienił się też głównodowodzący: Mikołaja Mieleckiego – coraz bardziej skonfliktowanego z królem – zastąpił legendarny Jan Zamoyski. Jego armia zdobyła Wieliż i Wielkie Łuki, a potem Woroniec. Zamoyski zadbał też o to, aby utracone niegdyś twierdze nie wpadły ponownie w ręce Iwana. Obsadził je załogami, a komendantom kazał wzmocnić fortyfikacje. Wielka wojna miała się rozstrzygnąć w następnym roku.

Zwycięski pokój

Wreszcie w sierpniu 1581 roku Batory stanął pod Pskowem. Car nie mógł przyjść z pomocą oblężonemu miastu. Wszystko dlatego, że ruszył przeciwko niemu hetman litewski Krzysztof Radziwiłł na czele 6-tysięcznej jazdy. Karna polska armia nie dopuściła do koncentracji rosyjskich wojsk, atakując poszczególne jednostki, wprowadzając chaos i zamieszanie. W Staricy między Twerem a Moskwą w walkach z polską jazdą omal nie zginął sam Iwan. Moskiewski władca, aby uniknąć całkowitej klęski, sięgnął po desperacki argument: poprosił o pomoc papieża Grzegorza XIII, któremu w zamian za osiągnięcie pokoju obiecał nawrócenie Rosji na katolicyzm i poparcie przeciwko Turcji. Papież wymusił na Batorym pokój, który ocalił Rosję od upadku, a Iwana od detronizacji.

15 stycznia 1582 roku podpisano dziesięcioletni traktat w Jamie Zapolskim. Rzeczpospolita odzyskała Inflanty i Połock, osiągając prawie milion kilometrów kwadratowych. Oblężenie Pskowa – choć przerwane traktatem – przyczyniło się do wielkiego polskiego zwycięstwa. Dwa stulecia później, gdy Rzeczpospolita zniknęła z mapy Europy, wielką zwycięską wojnę Batorego zaczęto wymazywać ze świadomości Polaków.