Starożytny Rzym wieńczył największe zasługi obywatelskie nie laurem, wawrzynem, lecz dębowymi liśćmi. Dęby czcili Słowianie – ogradzali prastare święte drzewa i ustawiali w ich cieniu posągi bóstw (pod strzechą chroniącą od nieczystości ptactwa). Zresztą, jaki lud na półkuli północnej nie oddawał dębom boskiej czci? Teraz także, na szczęście, kilkusetletnie drzewa opatrywane bywają zielonymi tabliczkami z napisem „Pomnik przyrody", co oznacza, że są pod ochroną.

W 1811 r. na Żmudzi zidiociały pastuch podpalił gigantyczny dąb Baublis rosnący we włościach Dyonizego Paszkiewicza. Ten, w obawie, aby z uśmierconego olbrzyma nic nie pozostało, kazał go ściąć w 1812 r. Dziesięciu chłopa pracowało cały dzień, aby go powalić. Imć Dyonizy zrobił z kawału pnia altanę, rozwiesił w niej pamiątki rodzinne, oręż, portrety. Wspomina o tym Mickiewicz w „Panu Tadeuszu", w księdze czwartej:

„...wielki »Baublis«, w którego ogromie,

Wiekami wydrążonym, jakby w dobrym domie,

Dwunastu ludzi mogło wieczerzać za stołem...".

Ale i tacy drzewni mocarze kończyli żywot, bez pomocy wiejskich półgłówków; nie tylko sędziwy wiek, również wichury czy powodzie kładły im kres:

„Bać się trzeba trzcinie,

kiedy wiatr dąb wywinie".

Co działo się dalej? Czy potężny pień próchniał i rozsypywał się ze szczętem? Nie zawsze, a nawet dość często – nie. „Nasze zbiory właśnie wzbogaciły się o dwa fragmenty czarnego dębu – drzewa, które co najmniej kilkaset lat przeleżało w wodzie lub pod ziemią. Plastry o średnicy ok. 50 cm, przekazane nam pod koniec ubiegłego roku, pochodzą z drzewa, którego datowanie wskazuje na wiek starszy niż państwo polskie! Już wkrótce jeden z nich zostanie wkrótce wyeksponowany w Spichlerzach na Ołowiance" – poinformowało na swojej stronie internetowej Narodowe Muzeum Morskie w Gdańsku.

W laboratorium Datowań Bezwzględnych Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie ustalono ponad wszelką wątpliwość, że ten dąb szypułkowy wykiełkował ok. 740 r., rósł około 200 lat w lesie łęgowym w okolicy Wielkich Walichnowów w nadleśnictwie Starogard Gdański. Między 940 a 950 rokiem drzewo przewróciło się z powodów naturalnych – zimą, podczas powodzi, prawdopodobnie pod naporem kry. Znaleziono je w stawie. Pokryte warstwą mułu, bez dostępu tlenu, przeleżało do trzeciej dekady XXI w.

Tego rodzaju okazy trafiają do muzeów od przysłowiowego wielkiego dzwonu. Nie można powiedzieć, że z reguły, ale, niestety, bardzo często są marnotrawione. Czarny dąb, na jaki natrafiają robotnicy, np. w żwirowniach czy na torfowiskach, niszczeje w rezultacie niewłaściwego obchodzenia się z nim. Traktowany bywa niczym zawalidroga: wielki pień przeszkadzający w wydobywaniu jakiegoś surowca – gliny, żwiru, piasku. Bywa pozostawiany w wyrobisku, na powietrzu, i z tego powodu niszczeje. A szkoda, jest to bowiem surowiec drogocenny.

Szacuje się, że zasoby czarnego dębu na świecie są skromniejsze niż złoża diamentów. Takie drewno po odpowiednim, wieloletnim, powolnym suszeniu, będzie przydatne do obróbki przez tysiące lat, stąd jego nieprzeciętna cena. Na rynku – istnieją bowiem firmy, także w Polsce, zajmujące się obróbką czarnego dębu – cena jednego metra sześciennego mokrego czarnego dębu (przed wysuszeniem) osiąga kilkanaście tysięcy złotych, po wysuszeniu zaś jest odpowiednio wyższa.

W ciągu kilkuset lat (co najmniej) przebywania pod wodą lub w ziemi, torfie, garbniki zawarte w dębinie wchodzą w reakcje ze związkami żelaza, barwiąc drewno na charakterystyczny czarniawy kolor. W efekcie tego procesu nawet do 17 proc. struktury drewna przemienia się w skamielinę, na której szczerbią się piły, siekiery, świdry, dłuta. Stolarze od wieków cenią czarny dąb, czego dowodem są słynne gdańskie meble. W carskiej Rosji za posiadanie mebli z czarnego dębu groziła kara śmierci, były one zastrzeżone wyłącznie dla rodziny panującej.

Obecnie barierą dla miłośników wyrobów z czarnego dębu, zwanego polskim hebanem, jest wyłącznie cena. Jedna z polskich firm, specjalizujących się w przetwórstwie tego surowca, oferuje kuchenne deski do krojenia i do podawania potraw z czarnego dębu, którego wiek określiło wspomniane już Laboratorium Datowań Bezwzględnych AGH na 4,5 tys. lat. Cenę lepiej dyskretnie przemilczeć, ale są też wyroby tańsze, z czarnego dębu liczącego 3 tys. lat.

Gdyby czarny dąb był prawnie uznawany za zabytek, chroniliby go konserwatorzy zabytków archeologicznych. Ale nie jest. A gdyby tak rosnące wciąż u nas kilkusetletnie dęby po śmierci kierować do beztlenowej, konserwującej, czerniącej kąpieli? Bądź co bądź, „co dąb to nie brzoza, co krowa to nie koza".