Oczywiście akwedukty były majstersztykiem starożytnej hydrauliki. Antyczny Rzym, liczący 1 mln mieszkańców, zaopatrywało 11 akweduktów o łącznej długości 420 km, z czego tylko 47 km przebiegało nad powierzchnią ziemi. Ten wynalazek nie przepadł wraz z upadkiem Cesarstwa Rzymskiego – przejęła go średniowieczna Europa, także Polska. Na przykład Kopernik urządzał wodociągi w Grudziądzu, a rurmistrz Wacław Morawa – w Wiślicy; w XV-wiecznym Krakowie był już osobny urzędnik rurmagister. „Wodociąg, czyli rurmus zamkowy na Wawelu znajdował się r. 1577 pod Kurzą Stopą, a rurmistrzem zamkowym był Lorenc. Gdy w roku 1655 Szwedzi popalili rurmusy krakowskie i wody wielki był brak, zaczęto wtedy robić studnie po domach i wodociągów już nie odbudowano" (Zygmunt Gloger, „Encyklopedia staropolska").

Hydraulika sprzed wieków służyła nie tylko do dostarczania wody niezbędnej do życia, również do zaspokajania fanaberii na niebotycznym poziomie.

Niczego nie ujmując rzymskiej myśli hydraulicznej oraz jej spadkobiercom rurmistrzom, w innych częściach świata, gdzie wpływy rzymskie nie sięgały, też dobrze sobie radzono z dystrybucją wody. W Nushabadzie w Iranie archeolodzy właśnie odkopali kolejny „qanat" – kanał chwytający i rozprowadzający wodę. Najstarsze struktury tego typu zaczęto tam konstruować już w I tysiącleciu p.n.e. W Iranie zlokalizowano dotychczas ok. 120 tys. qanatów, z czego 37 tys. nadal jest używanych, 11 zaś figuruje na liście światowego dziedzictwa UNESCO. Ich budowniczowie wiercili szyb do wody gruntowej i prowadzili ją tunelem do miejsca przeznaczenia, w którym wiercili „wzierniki" napowietrzające wodę.

Czytaj więcej

O archeologii dobrze i źle

Z lotu ptaka wyglądają jak linie małych wzgórków.

Najkrótsze qanaty mają długość 500 m, najdłuższe – 50 km. Podobne struktury istnieją w kilkudziesięciu krajach, np. w Algierii noszą nazwę „foggara", w Maroku – „khettara", w Chinach zaś – „kanerjing".

W Indiach technika przyniosła inne rozwiązanie w batalii o wodę – konstrukcje o nazwie baolis lub baoris. Najstarsze z nich zaczęły powstawać ok. III wieku. Są to kamienne zbiorniki, tak duże, że schodzi się do nich po schodach umieszczonych na płaskiej ścianie, piramidalnie, ale na odwrót – u góry schody rozłożone są szeroko, natomiast im niżej schodzimy, tym są one węższe. Taki układ sprawia, że do zbiornika schodzi się praktycznie po płaskiej ścianie. Poziom wody w zbiorniku się waha. Gdy zbiornik jest pełen, schodzi się do niego zaledwie po kilku stopniach. Do dziś zachowało się około 3000 takich zbiorników. Niektóre są zdobione kolumnami, łukami, płaskorzeźbami. Na przykład ogromna Chand Baori w Abhaneri koło Jaipur powstała w VIII stuleciu, jej schody – 3500 wąskich stopni – prowadzą 30 m w dół poprzez 13 poziomów. Baori w Ranijiki, z płaskorzeźbami słoni w białym marmurze, ma głębokość 46 m.

Jednak hydraulika sprzed wieków służyła nie tylko do dostarczania wody niezbędnej do życia, również do zaspokajania fanaberii na niebotycznym poziomie. I tu dopiero rurmistrze musieli pokazać klasę.

Czytaj więcej

Poziom konfliktu z dużą zwierzyną

Ludwik XIV, zwany Królem Słońce, zapragnął, aby jego parc de Versailles ozdobiły liczne fontanny. Zamysł przyciągnął inżynierów z całej Europy. Koncesję otrzymał Arnold de Ville z Liege. Zlecił on rzemieślnikowi, cieśli o nazwisku Rennequin Sualem, zbudowanie modelu pompy zdolnej tłoczyć wodę z Sekwany. Od 1681 r. przez trzy lata 1800 robotników budowało w Marly, 12 km od Paryża, gigantyczną machinę. Scalali w jedność 1700 ton żelaza, 800 ton ołowiu i czystej stali, 100 tys. ton drewna, a wszystko po to, aby obracało się 14 kół, każde średnicy 14 m. Każde koło poruszało sekcje pomp, w sumie było ich 250. Obroty kół były transmitowane łańcuchami o łącznej długości 700 m. Pierwsza sekcja „zaciągała" wodę z rzeki i przepychała ją do zbiornika ulokowanego 50 m wyżej. Druga sekcja pompowała wodę na poziom o 56 m wyżej. Trzecia podnosiła wodę o kolejnych 56 m na poziom akweduktu, który prowadził ją do parc de Versailles. Uruchomienie machiny nastąpiło 13 czerwca 1684 r. Robiła piekielny hałas, ale dostarczała 5000 m sześc. wody dziennie! Jednak po kilku latach zaczęła się psuć, jej elementy pękały, łamały się i wyrabiały. W 1817 r. nie było już czego reperować – machinę zastąpiła nowocześniejsza, a tę z kolei w roku 1864 – jeszcze nowocześniejsza, która pracowała do 1963 r. Dziś z cudu XVII-wiecznej techniki pozostał akwedukt i zbiornik w Marly.

Można by pomyśleć, że powyższe przykłady są wskazówką, do czego powinna, a do czego nie powinna służyć najnowocześniejsza technika i technologia.