Od stycznia w resorcie kultury zaczyna działalność Departament Restytucji Dóbr Kultury. Powstaje z przekształcenia Wydziału ds. Restytucji Dóbr Kultury.

– Teraz ta komórka liczy dziewięciu pracowników, którzy współpracują również z ekspertami zewnętrznymi – mówi nam Anna Pawłowska-Pojawa, dyrektor Centrum Informacyjnego Ministerstwa Kultury. I dodaje, że liczba pracowników nowego departamentu „będzie sukcesywnie zwiększana".

Piotr Gliński kilka dni temu stwierdził, że otrzymał dziesięć dodatkowych etatów od ministra finansów. Wzmocnienie jest znaczące, bo w latach 2011–2012 wydział ten liczył średnio trzy etaty, a w 2016 r. było w nim zatrudnionych pięć osób.

Czytaj więcej

Tajemnice zamku Lubomirskich

Zwiększenie prestiżu tej komórki jest spójne z polityką rządu, dla którego rekompensaty za straty wojenne stanowią jedną z osi polityki zagranicznej. Ociepla też wizerunek Glińskiego, który chętnie występuje na konferencjach, na których prezentowane są odzyskane obrazy.

Straty polskiej kultury poniesione w czasie wojny są szacowane na 514 tys. obiektów, z czego tylko ok. 64 tys. jest opisanych w katalogu dzieł utraconych. – Odzyskujemy praktycznie co tydzień jakieś dzieło sztuki. To jest wciąż kropla w morzu – mówi minister. Od 2016 r. jego resort odzyskał blisko 500 zabytków. – Wydział ds. Restytucji Dóbr Kultury prowadzi ponad 80 postępowań restytucyjnych w 13 państwach świata – dodaje Anna Pawłowska-Pojawa. Jej zdaniem wyodrębnienie osobnego departamentu podyktowane jest m.in. znacznym wzrostem liczby odnajdywanych obiektów uznanych dotychczas za utracone, „co z kolei jest efektem rozwoju stosowanych w ostatnich latach metod poszukiwania dzieł sztuki i znacznego wykorzystania nowych technologii".

Na czym polega praca urzędników? Korzystają oni m.in. z serwisów monitorujących aukcje dzieł sztuki i zasoby muzealne, a także przeglądają cyfrowe bazy danych. Z raportu NIK z 2017 r. wynika jednak, że aż w 90 proc. zakończonych postępowań restytucyjnych informacja o odnalezieniu obiektu pochodziła od osób trzecich, czyli pasjonatów historii.

Koszty odzyskania niekiedy przekraczają wartość dzieła sztuki. Np. koszt zwrotu obrazu Aleksandra Gierymskiego „Żydówka z pomarańczami" o wartości 579 tys. zł wyniósł 636 tys. zł. Generalnie jednak – wynika z raportu NIK – do 2016 r. koszty kształtowały się na poziomie 15 proc. wartości odzyskanych zabytków.

Każdy wniosek restytucyjny rozpatrywany jest indywidualnie. Niekiedy ministerstwo pełni tylko rolę pośrednika pomiędzy prokuraturą a muzeum, gdy „trefny" obraz ktoś próbuje sprzedać w galerii, nie znając jego pochodzenia (często nie figuruje w bazie dzieł utraconych). Innym razem, gdy zawodzą narzędzia prawne – prowadzone są negocjacje, aby zabytek odkupić. Oficjalnie mówi się wtedy, że płaci się „za koszty związane z przechowywaniem lub konserwacją".

Na przykład Polska chce odzyskać z USA tzw. kolekcję Łukaszowców, którą tworzy siedem obrazów przedstawiających najważniejsze wydarzenia z historii Polski. Obrazy namalowane na Światową Wystawę w Nowym Jorku w 1939 r. przechowywane są w bibliotece jezuickiego Le Moyne College w Syracuse. Z informacji „Rz" wynika, że ministerstwo jest gotowe zwrócić koszty ich konserwacji i przechowywania, w 2016 r. oferta opiewała na 70 tys. dolarów.

Resort kultury nie odpowiedział na pytania „Rz" o podanie krótkiej charakterystyki prowadzonych postępowań. Z naszych ustaleń wynika, że oprócz 20 wniosków skierowanych do władz Rosji, na które nie ma odpowiedzi (opisaliśmy je w styczniu 2020 r.), od lat toczą się postępowania o zwrot nie mniej ciekawych zabytków.

Czytaj więcej

Niemieckie muzeum zwróciło Polsce ikonę ukradzioną z Olsztyna

I tak od 2016 r. staramy się o zwrot z prywatnej kolekcji w USA obrazu Ferdinanda Bola „Portret młodego mężczyzny", który w czasie wojny został zrabowany z Łazienek Królewskich w Warszawie. Obraz pochodził z galerii króla Stanisława Augusta. Z kolei z Niemiec staramy się o powrót „Portretu żony artysty" Lovisa Corintha, który w 2008 r. został sprzedany w domu aukcyjnym Grisebach za 232 tys. euro.

Od wielu lat prowadzone są zabiegi, aby do Biblioteki Uniwersytetu Warszawskiego powrócił „Nowy Testament" wydany w Ełku w 1552 r. w języku polskim przez Jana Maleckiego (o szacunkowej wartości 250 tys. zł). 20 kwietnia 1939 r. został on wypożyczony do Lwowa i nigdy nie wrócił. Początkowo uznano go za stratę wojenną, do czasu gdy odnaleziono dokument o wysłaniu do Lwowa. W 2003 r. potwierdzono jego istnienie w zbiorach Biblioteki Uniwersyteckiej we Lwowie. Od 2013 r. sprawą zajmuje się Ministerstwo Kultury, ale bez widocznych efektów.

Absurdalnie wygląda prowadzona od dziesięciu lat sprawa zwrotu taszki (sakiewki) od siodła króla Michała Korybuta Wiśniowieckiego (o szacunkowej wartości 25 tys. zł), która znajduje się w renomowanym krakowskim muzeum, ale w swoich zbiorach widzi ją Biblioteka Kórnicka. Dyrektor biblioteki prof. Tomasz Jasiński przyznał w rozmowie z „Rzeczpospolitą", że ma nadzieję na pomyślny powrót zabytku do jego placówki. Tym bardziej że poważne środki zostały wydane na specjalistyczne badania, aby udowodnić, do kogo taszka należała.