Jak ustalili naukowcy, którzy w 1861 r. otworzyli jego grób w katedrze w Akwizgranie, w dniu śmierci Karol Wielki miał aż 192 centymetry wzrostu i podobnie jak jego pradziad Pepin z Heristalu i dziadek Karol Młot musiał być nieprzeciętnie silnym mężczyzną. Zdjęcia rentgenowskie krypty grobowej tego cesarza wykonane w 2021 r. ukazują 94 kości szkieletowe spowite czerwoną tkaniną ze złotymi sznurami. Współcześni naukowcy obliczyli, że Karol Wielki miał 184 cm wzrostu, nie zaś 192 cm, co nie zmienia faktu, że poddanym jawił się gigantem.

Piszę o Karolu Wielkim, ponieważ dzisiaj przypada 1250. rocznica objęcia przez niego rządów nad królestwem Franków po śmierci jego wuja Karlomana. To moment przełomowy w dziejach. Od tego dnia rozpoczyna się pełna sukcesów wieloletnia droga do pierwszego od czasów upadku Cesarstwa Rzymskiego zjednoczenia Europy pod berłem jednego władcy. Ale mając skłonność do skrótowego myślenia, zapominamy, że lata rządów Karola to czas niemal wyłącznie wypełniony wojnami domowymi i aż 54 kampaniami wojennymi. Zdaje się, że ten człowiek żył w permanentnym konflikcie z otaczającym go światem. A jednak stworzył pierwsze imperium w europejskim formacie, rozciągające się od rzeki Ebro w Hiszpanii aż po Ren. Widząc swój świat nękany nieustannym chaosem, postanowił zbudować państwo oparte na spójnej strukturze organizacyjnej, podzielone na hrabstwa i graniczne marchie. Podjął pierwsze próby kodyfikacji ujednoliconego prawa dla wszystkich swoich prowincji. Ustanowił instytucję Missus dominicus, urzędników państwowych kontrolujących w imieniu suwerena przestrzeganie prawa w poszczególnych hrabstwach. Z perspektywy późniejszych dokonań wydaje się, że to niewiele, ale jak na warunki społeczne panujące w VIII wieku był to prawdziwy przełom, zalążek dyscypliny w ogarniętym entropią świecie.

Zważywszy na środki logistyczne, jakimi dysponował, jego kampanie militarne można uznać za bardo skuteczne. Odbił znaczny obszar Półwyspu Iberyjskiego z rąk muzułmanów i dotarł gdzieś aż do Odry. Nie wiemy, czy jego hufce dotarły do dzisiejszych ziem polskich. Pewne jest, że stały pod „naszymi" obecnymi granicami w czasie kampanii saskiej w latach 772–804.

Karol Wielki, choć podziwiamy jego wizję zjednoczonej i chrześcijańskiej Europy, był także typowym przedstawicielem swojej epoki. Stosował bezwzględne metody walki, które dzisiaj określilibyśmy jako zbrodnicze. Należy jednak odrzucić współczesną optykę w ocenie średniowiecznej polityki i sposobu prowadzenia wojen. Pacyfikacja kraju Sasów z 804 r. przez wojska cesarskie dzisiaj zostałaby nazwana ludobójstwem, ale w IX stuleciu była najbardziej logicznym sposobem umocnienia wschodniej flanki imperium.

Czy podczas kampanii saskich Karola Wielkiego doszło także do walk ze Słowianami? Bez wątpienia w 789 r. Karol Wielki skierował swoje wojska przeciw Słowianom Połabskim i prawdopodobnie dotarł do wybrzeża Morza Bałtyckiego. Czy miał jednak kontakt z przodkami Polan, których znamy z X wieku? Chyba nie, choć nie jest wykluczone, że pamięci kronikarskiej pewne fakty mogły zwyczajnie umknąć. Być może doszłoby do dalszego pochodu na wschód, gdyby nie napady ze strony duńskich wikingów. Stanowili oni nie lada utrapienie dla ładu i porządku nowego Świętego Cesarstwa Rzymskiego. W 805 r. cesarz skierował swoje wojska przeciwko Czechom, ale żaden zapis nie wspomina o próbie wkroczenia na terytorium, które dzisiaj nazywamy Polską.

Gdy żegnał się z tym światem 28 stycznia 814 r. w Akwizgranie, jego imperium miało obszar liczący ponad milion kilometrów kwadratowych. Podobnie jak niegdyś przydomek rodzinny Gajusza Juliusza Cezara stał się tytułem władców Imperium Rzymskiego, tak imię Karola Wielkiego przekształciło się w językach słowiańskich w słowo „król". Choć nigdy nie dotarł do naszych ziem osobiście, to cieszył się ogromnym uznaniem wśród naszych przodków.