Mnich Griszka Otriepiew oraz krwawy bunt Stieńki Razina. Anarchia pugaczowszczyzny i tajemnica księżnej Wołodymirskiej. Epidemia ospy i straszny los więźnia Twierdzy Szlisselburskiej. Co łączy wszystkie wydarzenia oraz postaci? Petersburski historyk Leonid Józefowicz wskazuje wspólny mianownik, nadając mu nazwę „korowodu samozwańców". Fastrygą są bowiem osoby podające się za carów, a kanwą ich domniemane lub rzeczywiste pretensje do władzy nad Rosją. Z drugiej strony, przyglądając się dziejom powszechnym, fenomen samozwańców, czyli fałszywych pretendentów, nie jest zjawiskiem unikalnym. Ani tym bardziej oryginalnym wytworem rosyjskiego szalbierstwa politycznego.

Świat uzurpatorów

Już w 522 r. przed naszą erą pewien medyjski mag dokonał zamachu stanu w państwie staroperskim. Aby legalnie zasiadać na tronie, uzurpator podał się za nieznanego reprezentanta panującej dynastii Achemenidów.

Niemiecki zegarmistrz twierdził, że został odbity z rąk jakobinów przez wiernych rojalistów. Tak sprytnie udawał cudem ocalonego Burbona, że dopiero badania genetyczne przeprowadzone w XX w. jednoznacznie udowodniły oszustwo.

W 68 r. naszej ery rzymski cezar Klaudiusz August Neron zmuszony przez bunt galijskich legionów popełnił samobójstwo. Jego śmierć otworzyła drogę do kariery trzem samozwańcom jego imienia. Neron był znienawidzony w Rzymie, ale łaskawością zasłużył sobie na wdzięczność wschodnich prowincji imperium. Żal po cezarze był tak silny, że pierwszy fałszywy Neron został z radością powitany na wyspach greckiego archipelagu. Drugi, którego zwano Terencjuszem Maksimusem, pochodził z Azji Mniejszej i pociągnął za sobą tłumy zwolenników w rzymskiej Syrii. Następnie zyskał poparcie władcy wrogiego imperium Partów. O trzecim Neronie wiemy najmniej, ale znamienne, że pojawił się 20 lat po samobójstwie autentycznego cezara.

W każdym razie losy fałszywych Neronów tak zapadły w pamięć ówczesnej opinii publicznej, że stały się jednym z motywów chrześcijańskiej publicystyki. 13 księga Apokalipsy mówi o potworze wychodzącym z morza, którego martwa z pozoru głowa wciąż ożywa. Jeden z interpretatorów dostrzegł w przypowieści echa Nero redivivus, który w samozwańczej apostazji odradzał się po trzykroć.

A cóż dopiero powiedzieć o nowożytnej Europie! XVI-wieczna Portugalia doczekała się aż sześciu fałszywych królów Sebastianów od chwili, gdy ten właściwy, choć nieco obłąkany, zginął w Maroku podczas wyprawy krzyżowej.

Czytaj więcej

„Zapaśnicy” – satyryczna interpretacja wojny rosyjsko-japońskiej, 1905 r. Na pierwszym planie: cesar
Fatalny incydent w Otsu

We Francji zaś pojawiła się najpierw fałszywa Dziewica Orleańska, a następnie samozwańczy Ludwik XVII Burbon. W rzeczywistości po Wielkiej Rewolucji 1789 r. syn Ludwika XVI i Marii Antoniny podzielił los zgilotynowanych rodziców, tyle że skonał w celi paryskiej twierdzy Temple. Tymczasem uzurpatorem, który w dobie napoleońskiej wcielił się w rolę delfina, okazał się niejaki Karl Wilhelm Naundorff. Niemiecki zegarmistrz twierdził, że został odbity z rąk jakobinów przez wiernych rojalistów. Tak sprytnie udawał cudem ocalonego Burbona, że dopiero badania genetyczne przeprowadzone w XX w. jednoznacznie udowodniły oszustwo.

Autopromocja
Nowość!

Trzy dostępy do treści rp.pl w ramach jednej prenumeraty

ZAMÓW TERAZ

Z kolei żydowska historia pełna jest fałszywych, acz wyczekiwanych od wieków mesjaszy. Pierwszym był przywódca antyrzymskiego powstania w latach 132–135 Szymon Bar-Kochba. Najsłynniejszym zaś – Szabtaj Cwi, który objawił się w XVII-wiecznym imperium otomańskim. Sto lat później w jego ślady poszedł Jakub Lejbowicz z Podola. Zapisał się w historii Rzeczypospolitej pod nazwiskiem Jakub Frank. Losy uzurpatora stały się kanwą powieści „Księgi Jakubowe" noblistki Olgi Tokarczuk.

No dobrze, Żydzi doczekali się kilku fałszywych proroków w liczącej tysiące lat historii. Francuskich czy portugalskich samozwańców pierwszej, czyli koronowanej gildii, można policzyć na palcach. Natomiast przez dzieje Rosji i to zaledwie przez 300 lat przewinął się korowód kilkuset uzurpatorów carskiej korony.

Przysłowie wywodzone jeszcze z Rusi Kijowskiej głosi: „Nieznośny jest ciężar Kołpaka Monomacha", czyli brzemię carskiej władzy. Szczególnie dla samozwańców, którzy poza małymi wyjątkami kończyli poćwiartowani, powieszeni na hakach, a przed okrutną śmiercią byli nieludzko torturowani. Taka była bowiem kara za najcięższe przestępstwo „słowem i czynem" przeciwko samodzierżawiu. Tymczasem według historyka Wasilija Kluczewskiego „samozwaństwo" stało się narodową tradycją Rosji. Polacy kojarzą zapewne ten fenomen z XVII-wiecznymi dymitriadami – tak nazywa się plejadę łże-Dymitrów. Pretendowali do władzy w państwie moskiewskim po wygaśnięciu głównej linii Rurykowiczów. Ale po kolei.

Fenomen Dymitrów

Dynastia Rurykowiczów panowała na Rusi od IX w., czyli przez 700 lat. Ostatni car – Fiodor I Iwanowicz (syn Iwana IV Groźnego) – opuścił ziemski padół w 1598 r. Nic dziwnego, że dla ówczesnego społeczeństwa wstąpienie na tron parweniusza Borysa Godunowa było jak trzęsienie ziemi. Kara zesłana za grzechy. Zresztą Bóg dawał wyraz swojej niechęci, zsyłając morową zarazę, głód i najazdy chana krymskiego, które zdziesiątkowały ludność i zrujnowały kraj. Dlatego chętnie wierzono w plotki, że nie wszyscy Rurykowicze umarli.

Mimo krótkiego panowania łże-„fałszywy" Dymitr odegrał w historii Rosji kolosalną rolę.

Mimo że Godunow wysłał do Uglicza siepaczy, zamach miał przeżyć małoletni Dymitr. Był to wprawdzie syn Iwana Groźnego z ósmego, a więc według kanonów prawosławia nieprawego małżeństwa, ale lepszy bękart carski niźli na wpół Tatar, którego źli bojarzy obwołali władcą. Nie wiemy do końca, kto wykreował fałszywego Dymitra ani kim był utalentowany samozwaniec. Większość historyków skłania się ku wersji zbiegłego mnicha Griszki Otriepiewa, który miał się stać narzędziem starych rodów pretendujących do spadku po Rurykowiczach. Mowa o Szujskich i Romanowach.

Tak czy inaczej, z poparciem polskich i litewskich magnatów zainteresowanych imperialnym mariażem Rzeczypospolitej z Moskwą, Dymitr jako jedyny w historii samozwaniec sięgnął po władzę. W 1605 r. koronował się Czapką Monomacha, choć po kilku miesiącach został zamordowany przez spiskowców Wasyla Szujskiego, który sam pragnął tronu. Mimo krótkiego panowania łże-„fałszywy" Dymitr odegrał w historii Rosji kolosalną rolę. Pokazał, że można, inaugurując tym samym trzystuletnią modę na samozwańców. Zaraz po nim pojawili się jeszcze trzej Dymitrowie, oczywiście wszyscy cudownie ocaleni z rąk kolejnych zamachowców.

Sputnik/AFP

Tak powstał schemat przypominający kwadraturę koła i perpetuum mobile w jednym. Jak tłumaczy Leonid Józefowicz: „Ludowy przekaz głosił, że prawdziwi pomazańcy boży zawsze pragnęli szczęścia ubogich i maluczkich. Dlatego byli więzieni lub podmieniani przez złych bojarów lub równie złych cudzoziemców. Mimo szykan i przeciwności losu odzyskiwali wolność. Głosząc Słowo Boże, kontynuowali misję".

Czytaj więcej

Car Paweł I Romanow (1754–1801). Obraz Władimira Borowikowskiego
Car Paweł I Romanow. Liberał, który stał się tyranem

To ważne, ponieważ spiski bojarsko-cudzoziemskie miały zawsze na celu pozbawienie Rusi prawosławnej wiary i obyczajów, by w ten sposób zaprowadzić heretycką europeizację. W roli podstępnych intrygantów występowali więc najpierw Polacy, a potem Niemcy, ale zawsze – katolicy. Zawsze też niebezpieczeństwo nadciągało z Zachodu.

Akcja rodziła jednak reakcję: „nieprawdziwi carowie", czyli uzurpatorzy Romanowowie, bezwzględnie ścigali „prawdziwych" władców okrzykniętych samozwańcami, bojąc się utraty tronu. Ale ponieważ popyt rodzi podaż, a samodzierżawna despotia była daleka od równości i sprawiedliwości społecznej, spektakl był powtarzany bez końca – w różnych epokach i wariacjach. Sięgnijmy po przykłady.

Epidemia samozwańców

Pół wieku po dymitriadach na tronie moskiewskim zasiadał drugi przedstawiciel nowej dynastii – Aleksiej Romanow. W latach 1670–1671 doński kozak Stiepan (Stieńka) Razin nakłonił chłopów do buntu, przedstawiając się jako obrońca prawdziwego cara. We flotylli buntowników honorowe miejsce zajmowała jednostka obita czerwonym suknem. Gdziekolwiek przybijały kozackie czajki, Stieńka pozyskiwał kolejnych powstańców, wyjaśniając, że specjalną jednostką podróżuje prawdziwy car Aleksiej Romanow. Ten zaś, który zasiada na Kremlu, to podmieniony uzurpator...

Ogółem, jak dziś szacują historycy, do cudownego ocalenia poczuwało się od 20 do nawet 30 Piotrów III, a jeden z nich zainfekował nawet samozwańczą chorobą Bałkany.

Sto lat później w samozwańca zagrał inny kozak doński. Jemieljan Pugaczow doprowadził rodzące się imperium rosyjskie na skraj upadku. Zaczęło się od tego, że w 1771 r. niemiecka żona cara Piotra III przy pomocy pułków lejbgwardii odsunęła męża od władzy, a następnie zamordowała. Dwa lata później Jemieljan Pugaczow podburzył kozackie garnizony do buntu, błyskawicznie zdobywając całe południe Rosji. Pomiędzy 1773 a 1775 r. toczyła się prawdziwa wojna domowa, w której kozacy Pugaczowa wraz z chłopstwem zdobyli Kazań i Saratów, zagrażając Moskwie.

Kolejne garnizony i ekspedycje karne przechodziły na stronę buntowników tylko dlatego, że kozak podawał się za cudownie ocalonego Piotra III. Ten zaś przed swoją śmiercią obdarzył szlachtę licznymi przywilejami. Samozwaniec Pugaczow ogłosił, że jako prawowity car dokończy dzieło przerwane przez Niemkę i obdaruje wolnością chłopów pańszczyźnianych. Katarzynie II i petersburskiej arystokracji z najwyższym trudem udało się stłumić powstanie, którego losy Aleksander Puszkin opiewał w „Córce kapitana". Schwytany samozwaniec był długo torturowany, a następnie został zgładzony.

Ogółem, jak dziś szacują historycy, do cudownego ocalenia poczuwało się od 20 do nawet 30 Piotrów III, a jeden z nich zainfekował nawet samozwańczą chorobą Bałkany. Co nimi kierowało? Jak twierdzi Leonid Józefowicz, uzurpatorami zazwyczaj byli ludzie, których do przywłaszczenia cudzej osobowości nie pchał rzeczywisty pęd władzy. Chodziło raczej o odmianę własnego życia. W mało dynamicznym społeczeństwie tej epoki wybory były dramatyczne, ponieważ wiązały się z wyjściem poza ramy stanu, do którego przypisało człowieka urodzenie.

Niemniej jednak w przypadku fałszywego Piotra III, który wstrząsnął Czarnogórą, chodziło o coś więcej niż życiowy kaprys lub ambicję. Mowa o hospodarze Stefanie Małym, dzięki któremu Czarnogórcy stali się narodem. Po śmierci Piotra III na Bałkanach pojawił się ni to żebrak, ni to wędrujący mnich, choć szybko zyskał popularność umiejętnością uzdrawiania. Nigdy nie brał wynagrodzenia, jeśli nie uleczył pacjenta. Znał przy tym języki: francuski, włoski, turecki i oczywiście rosyjski oraz serbski. Głosił idee równości, jedności słowiańskiej oraz walki bałkańskich narodów z turecką okupacją.

Słuchy o cudownie ocalonym Piotrze III krążyły także po Czarnogórze. Jako pierwszy „cara Rosji" rozpoznał w znachorze kapitan statku pływający do Petersburga. Wątpliwości rozwiało porównanie drukowanych podobizn zmarłego monarchy. Odkryto podobieństwo, którym były wyraźne ślady ospy na twarzy znachora. Wkrótce Stefan stanął przed Skupsztiną, czyli zgromadzeniem autorytetów. Gdy zaproponowano, aby został hospodarem, czyli władcą małego kraju, zaskoczył wszystkich. Jako warunek rządów postawił zakończenie waśni rodowych, które rozdzierały Czarnogórę.

Czytaj więcej

W marcu 1613 r. tłum pod monasterem Ipatiewskim błagał Michała Fiodorowicza Romanowa, by zechciał zo
Od Michała do Michała. Trzy wieki Romanowów

Stefan Mały przez sześć lat rządził krajem. Misja śledcza, która przybyła z Petersburga, aby skompromitować samozwańca, wysłała Katarzynie II zaskakujący raport. Tajna policja uznała, że korzystniej mieć w osobie Stefana prorosyjskiego alianta.

Samozwańcowi jednak nie przepuścili Turcy, którzy obawiali się zbytniej samodzielności Czarnogóry. Najpierw w zamachu bombowym pozbawili Stefana wzroku, aby przy kolejnym podejściu skrytobójczo zasztyletować hospodara.

W tym samym czasie panowaniu Katarzyny II zagroził kolejny uzurpator, a raczej pierwsza kobieta samozwanka. Pochodzenia słynnej księżniczki Tarakanowej nie znamy do dziś. Schwytana i przesłuchiwana podawała różne wersje i nazwiska. Najczęściej Frank, twierdząc, że jest bałtycka Niemką. Natomiast według relacji francuskich i włoskich dyplomatów kobieta pochodziła z Kolonii i była prawdopodobnie córką aptekarza. W każdym razie pretensje do rosyjskiego tronu ogłosiła w 1773 r., gdy przyjechała do Paryża, tytułując się księżną Wołodymirską. W stolicy Francji związała się z polskimi emigrantami, uczestnikami konfederacji barskiej. Jedna z wersji mówi, że postać Tarakanowej wymyślił Michał Ogiński pragnący dokonać antyrosyjskiej dywersji. Nawet jeśli tak było, aferzystka wykorzystała kontakty z polskimi arystokratami do wejścia w krąg europejskich elit.

Polityką zajęła się na poważnie w Wenecji pod wpływem innego konfederata barskiego – księcia Karola Radziwiłła. Pojawił się plan uczynienia księżnej nieznaną córką morganatycznego małżeństwa carowej Elżbiety i jej faworyta Piotra Razumowskiego. Takie umocowanie w rodzinie Romanowów zagrażało prawom do tronu Katarzyny II. Zgodnie ze spreparowaną biografią w towarzystwie polskich emigrantów, samozwanka udała się z Włoch do Dubrownika. Chciała pozyskać tureckiego sułtana, który prowadził z Rosją wojnę, jako sojusznika planu odebrania korony Katarzynie. Aferzystka wpadła jednak w sidła tajnej policji carycy. Uwiódł ją dowódca eskadry rosyjskiej marynarki wojennej na Morzu Śródziemnym – hrabia Aleksiej Orłow. Romans był na tyle gorący i interesujący dla obu stron, że samozwanka zaszła w ciążę z arystokratą. Orłow miał jednak inny cel. Z rozkazu carycy zwabił kochankę na pokład flagowego okrętu, aresztował i odkonwojował do Petersburga.

W 1775 r. uzurpatorka została więźniarką Kronsztadu, a następnie Twierdzy Pietropawłowskiej. Urodziła w więzieniu syna, ale chora na gruźlicę i na wpół obłąkana zmarła w grudniu tego samego roku. Inna z tragicznych wersji głosi, że śmierć nastąpiła w czasie zimowej powodzi w rosyjskiej stolicy, która zalała lochy twierdzy aż po sufity.

Paradoks Romanowów

Do mody na samozwańców przyczynili się również sami carowie. W końcu legendy i plotki o podmianie nie brały się znikąd. Na przykład w 1575 r. Iwan IV Groźny formalnie abdykował, przekazując tron Symeonowi Bekbułatowiczowi. Był to lenny chan Ordy Kasymowskiej, który pełnił na carskim dworze rolę popychadła i trefnisia. Tak car odreagowywał lęki przed tatarskimi najazdami. Abdykacja nie była jednak terapią ani kaprysem. Trzymając mocno ster władzy, Iwan obserwował, czy wokół fasadowego cara nie organizuje się bojarska opozycja.

Historia Iwana VI została jakby żywcem wyjęta z kart powieści Aleksandra Dumasa.

W jego ślady poszedł Piotr I, który na czas tzw. wielkiego poselstwa, czyli kilkunastomiesięcznej podróży po Europie Zachodniej, powierzył tron księciu Fiodorowi Romodanowskiemu. Dobrze zrobił, ponieważ minister tajnej policji, którym był książę, wykrył spisek w armii. Strzelcy (tak u schyłku XVII w. nazywała się jedyna regularna formacja) podnieśli bunt, nazywając Piotra I... Antychrystem. Głęboko reformował państwo, sam jednocześnie będąc dalekim od ludowych wyobrażeń cara. Dlatego – jak głosiła plotka – strzelcy uznali, że musiał zostać podmieniony. „Jaki z niego car", krzyczeli buntownicy na placu Czerwonym. Twierdzili: „Podmienili nam Piotra za morzem Niemcy, bo ten to krzywoprzysięzca, złodziei, który carstwo swoje oddał bojarom, a sam zbisurmaniał". Jednym z koronnych dowodów miał być fakt, że Piotr, tak jak jego poprzednicy, nie sypiał po obiedzie. Inny ze schwytanych spiskowców twierdził, że zamiany dokonała już w niemowlęctwie holenderska mamka. W miejsce cara podrzuciła dziecko z Niemieckiej Słobody, czyli moskiewskiej dzielnicy dla cudzoziemców.

Wśród znanych Romanowów byli jednak tacy, którzy przemknęli przez tron tak szybko, że nie pozostawili żadnych śladów na kartach historii. Jeszcze inni byli prześladowani przez krewniaków jako samozwańcy zagrażający ich prawom do korony. Do pierwszej kategorii zalicza się z pewnością wnuk Piotra I, również Piotr. Wstąpił na tron w 1727 r., w wieku 11 lat, a już trzy lata później skosiła go śmiertelna wówczas ospa. Był marionetką wszechwładnego regenta księcia Mienszykowa oraz wpływowego rodu Dołgorukich.

Natomiast historia Iwana VI została jakby żywcem wyjęta z kart powieści Aleksandra Dumasa. Iwan urodził się w 1740 r. jako przedstawiciel brunszwicko-meklemburskiej linii Romanowów. Jego matka Anna Leopoldowna została regentką Rosji. Iwan – ogłoszony carem zaraz po narodzinach – panował zaledwie rok, gdy padł ofiarą zamachu córki Piotra I. W 1741 r. caryca Elżbieta I przejęła tron przy pomocy pułków gwardii. Maleńki krewniak trafił do twierdzy w Szlisselburgu, a konkurentka specjalnym ukazem wymazała jego imię z pamięci.

Czytaj więcej

Ludzie zgromadzeni przed Monastyrem Ipatiewskim błagają Ksenię Iwanowną Szestową, matkę Michaiła Rom
Narodziny rosyjskiego imperium

Ludność została zobowiązana do zdania wszystkich monet z wizerunkiem Iwana, które zostały przetopione na ruble z Elżbietą. Zniszczono wszystkie portrety i ryciny z wyobrażeniami rocznego cara. W urzędach przepisano wszystkie dokumenty, eliminując formułę „za panowania imperatora Iwana".

Iwan VI z matką. Jako dziecko – z rozkazu carycy Elżbiety I – trafił do twierdzy w Szlisselburgu, gd

Iwan VI z matką. Jako dziecko – z rozkazu carycy Elżbiety I – trafił do twierdzy w Szlisselburgu, gdzie przetrzymywano go przez 22 lata, a następnie zamordowano w 1764 r.

Sputnik/AFP

Wreszcie na mocy ukazu „O osądzeniu imienia samozwańca" Elżbieta, a potem Katarzyna II zabroniły strażnikom Szlisselburga mówić o pochodzeniu więźnia stanu. Nieszczęsny Iwan był nazywany „aresztantem o znanym tytule". Izolacja była ponoć tak dokładna, że więzień przez 22 lata nie widział ludzkiej twarzy. Tak było do czasu, gdy jedna z dworskich koterii zapragnęła wykorzystać Iwana do spisku przeciwko Katarzynie. W 1764 r. porucznik Mironow na czele zbuntowanych żołnierzy gwardii wdarł się do Szlisselburga, by uwolnić więźnia. Wtedy załoga twierdzy wykonała rozkaz ostateczny. Iwan został natychmiast zakłuty bagnetami, nie zdając sobie do końca sprawy, ani dlaczego został uwięziony, ani z jakiego powodu jest zabijany.

Straszny los miał się zemścić na linii Romanowów, którą zapoczątkowała Katarzyna II. W 1918 r. bolszewicy zamordowali cara Mikołaja II wraz z rodziną. Szok wynikający z tragedii pomazańca bożego był tak wielki, że – podobnie jak po wygaśnięciu dynastii Rurykowiczów – natychmiast pojawili się samozwańcy. W latach 20. i 30. XX w. przez europejskie salony przewinął się korowód cudownie ocalonych Anastazji. Chodziło o córkę Mikołaja II, która miała przeżyć bolszewicką egzekucję.