Oczywiście zachowany zostanie reżim sanitarny. Pierwszy festyn zorganizowano w 1995 r. pod hasłem „Człowiek i środowisko w przeszłości". W kolejnych latach każdy festyn miał inny temat wiodący, tegoroczny to „Powrót do przeszłości" – tej najodleglejszej, do epoki kamienia, gdy na nasze ziemie dopiero docierali pierwsi rolnicy, i do tej późniejszej, z epoki brązu i żelaza. Atrakcji będzie wiele, np. „wioskę piastowską na czas festynu we władanie wezmą rzemieślnicy, którzy pokażą, w jaki sposób dawniej wytwarzano wyroby ze skóry, tkanin, biżuterię, i zdradzą niektóre tajniki swojej pracy".

Widzowie będą mieli okazję oglądać technikę walki sprzed stuleci, słuchać dawnej muzyki, skosztować potraw z czasów, gdy ci, co stali przy kotle (na naszych ziemiach), nie mieli jeszcze do dyspozycji ziemniaków, pomidorów czy indyków.

Ale festyn w Biskupinie, choć największy – odwiedza go średnio kilkadziesiąt tysięcy osób – nie jest jedyny. Można powiedzieć bez przesady, że festyny archeologiczne stały się polską specjalnością (stan sprzed pandemii). Jest ich (było) w Polsce więcej niż miesięcy w roku. I nawet jeśli to przejściowa moda (która potrwa dekadę, dwie, trzy) czy może snobizm lokalnych władz, to daj nam Boże jak najwięcej takich archeologicznych snobów.

W dawnej wsi Szwajcaria – obecnie przedmieście Suwałk – przy drodze krajowej nr 8 do Budziska odbywał się Jaćwieski Festyn Archeologiczny; organizatorzy stawiali na archeologię doświadczalną, najlepsi specjaliści z Polski i Litwy demonstrowali pradawne techniki rzemieślnicze. Z kolei Dymarki Świętokrzyskie w Nowej Słupi to wielka impreza plenerowa „dla inżynierów" – ten najstarszy festyn archeologiczny w Polsce organizowany jest od 1967 r. To ewenement na skalę światową, ponieważ autentyczny eksperyment naukowy przerodził się w ludyczne święto: naukowcy, inżynierowie, metalurdzy z kilku politechnik badali fizykochemiczną strukturę starożytnego żelaza wytapianego w tym rejonie w czasach rzymskich – jak się okazało – na eksport. W Świętokrzyskim Stowarzyszeniu Dziedzictwa Przemysłowego w Kielcach opracowano program edukacyjny „Człowiek i żelazo w pierwszych wiekach naszej ery", dzięki czemu w Nowej Słupi demonstrowany jest pełny cykl technologiczny: od wydobycia darniowej rudy żelaza aż po końcową obróbkę kowalską; proces ten, jak na festyn przystało, obrósł stoiskami z grillowanymi kiełbaskami i pokazami średniowiecznych walk.

Ponieważ jednak festyny archeologiczne mogą się znudzić, jeśli co roku powtarzają się na nich podobne do siebie młócki przebierańców udających średniowiecznych wojów, Muzeum Pierwszych Piastów organizowało na terenie Rezerwatu Archeologicznego Gród w Grzybowie (woj. wielkopolskie) gry wojenne odpowiadające czasom formowania się państwa polskiego. W zamku Golub-Dobrzyń nad Wisłą toczą się konne turnieje rycerskie. Na polach Grunwaldu Krzyżacy padają jak kłody.

Dlaczego „gawiedź" lubi oglądać „żywe obrazy" z przeszłości, patrzeć, jak łupie się krzemień i garbuje skórę? Ten fenomen zaczął interesować socjologów. Prof. Tomasz Szlendak z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu wziął to zagadnienie na warsztat. Zauważa, że tłem jest chęć ucieczki od szarzyzny dnia powszedniego, przy czym „uciekają" nie tylko widzowie festynów, ale także uczestniczący w nich naukowcy. Ci ostatni, poprzebierani w skóry i płócienne giezła, to pasjonaci, hobbyści, odtwarzający pradawne stroje, technologie, rytuały, narzędzia. I tu należy z naciskiem podkreślić, że dzieje się to w zgodzie ze sprawdzoną w sposób naukowy wiedzą. Zdaniem prof. Szlendaka współcześnie ludziom zainteresowanym przeszłością nie wystarcza czytanie o niej, pragną jej doznawać na własnej skórze, a różnego rodzaju rekonstrukcje odbywające się w czasie archeologicznych festynów wpisują się w coś, co można nazwać kulturą doznań.

Z badań prowadzonych przez toruńskiego naukowca wynika, że wśród pobudek skłaniających ludzi do oglądania spektakli odtwarzających przeszłość są: przywiązanie do tradycji, poczucie dumy z dziedzictwa, patriotyzm, przeświadczenie o tym, że otrzymują rzetelną wiedzę, a nie widowisko wyreżyserowane przez samozwańczego pseudoznawcę np. celtyckich, scytyjskich czy wikińskich wojowników. Jeśli tak, to archeologiczne festyny są dowodem na to, iż rzetelność popłaca także w atmosferze ludycznej zabawy z grillowanymi kiełbaskami w tle.