W 1869 r. Jan Matejko ukończył obraz, na którym przedstawił moment zawarcia unii lubelskiej. Na sporych rozmiarów płótnie ożyli bohaterowie tamtych wydarzeń. Wśród nich z łatwością dostrzeżemy charakterystyczną postać stojącą po prawej stronie malarskiego kadru, odzianą w jednolicie czarny strój, z długą siwą brodą, o przenikliwym i nieco surowym spojrzeniu. Tak krakowski mistrz wyobrażał sobie Andrzeja Frycza Modrzewskiego, wybitnego myśliciela, byłego sekretarza królewskiego, którego twórczość mocno inspirowała ówczesnych inicjatorów reform ustrojowych.

Czy Modrzewski rzeczywiście przebywał wtedy w Lublinie? Pewności nie ma, ale jeśli tak, to musiał uprzednio pokonać szereg trudności, ponieważ w tamtym okresie był już otwarcie prześladowany za swoje poglądy przez Kościół katolicki, jego dzieła trafiły do spisu ksiąg zakazanych, a przed poważniejszymi represjami chronił go jedynie list żelazny od Zygmunta Augusta. Obecność Modrzewskiego na obrazie Matejki ma wymiar symboliczny – ów autor głośnych prac publicystycznych, w których m.in. występował w obronie chłopów, wprowadza do sali pełnej dostojnych gości ubogo ubranego kmiecia. To oczywiście artystyczna fikcja, która jednak dobrze oddaje postępowość poglądów Modrzewskiego – wiele z nich zostało urzeczywistnionych dopiero w kolejnych wiekach.

Myśl, która przerosła epokę

Głównym tematem swoich rozważań Modrzewski uczynił kwestię sprawiedliwości społecznej. Ten kontrowersyjny temat, sprzeczny z podstawowymi tendencjami epoki, zdobył mu szerokie grono czytelników zarówno w kraju, jak i za granicą, ale też przysporzył wielu krytyków i sprawił, że przekonanie najbardziej wpływowego stanu w Polsce, czyli szlachty, do wprowadzenia chociaż części z postulowanych przez niego reform państwa stało się niemal niewykonalne. Dlatego też traktat „O poprawie Rzeczypospolitej" nie stał się nigdy oficjalnym programem stronnictwa reform, czyli ruchu egzekucyjnego, choć na pewno w jakimś stopniu się do niego odwoływano.

„Księga »O poprawie Rzeczypospolitej« (...) żądała zresztą tak głębokich i szlachetnych [reform], że żaden kraj na świecie nie był zdolny do ich urzeczywistnienia" – pisze Paweł Jasienica w „Polsce Jagiellonów". I podaje znamienny przykład: „Gdzie, kto i kiedy wydał kodeks wyznaczający dostojnikom surowsze kary niż prostaczkom?". A takie zmiany postulował Frycz Modrzewski w II księdze traktatu, poświęconej prawu: „Jeśliby się tedy miało ustanawiać jakieś różnice w karaniu, to ciężej należy karać tych, co stoją na wyższym urzędzie, niż tych, co na niższym; surowiej bogatych niż biednych, szlachtę od plebejuszów, tych, co na urzędach, niż ludzi prywatnych (...) im wyżej stoi przestępca, tym jego zbrodnia widoczniejsza i zwykle licznych znajduje naśladowców. (...) Skoro bowiem obowiązkiem praw jest krzywdom zapobiegać, to z pewnością nie inaczej się to osiągnie, jak karząc gwałcicieli ludzi ubogich srożej niż tych, co krzywdzą bogatych. Bo nie tak łatwo pokrzywdzić możnych jak ludzi niższego stanu, których krzywdy przeto surowiej trzeba karać niż krzywdy tamtych". Mocne słowa, odważny pomysł.

W ocenie poglądów tego myśliciela należy wszakże zachować umiar, bo – jak słusznie zauważa Norman Davies – chociaż Modrzewski niezwykle surowo potępiał ucisk chłopów, ograniczenia praw mieszczan, ciemnotę duchowieństwa, próżniacze życie szlachty, to „nie był w żadnym sensie demokratą, żądał jedynie, aby każdy stan społeczny miał swój wkład w ogólne dobro – zależnie od środków i możliwości". Błędem jest także szufladkowanie utworów pisarza jako dzieł o charakterze utopijnym, co wielu badaczy czyniło przed laty zbyt pochopnie. Krytyka ustroju czy stosunków społecznych miała w wydaniu Frycza Modrzewskiego charakter bardzo szczegółowy i empiryczny – nie była w żadnym sensie krytyką rewolucyjną.

Warto również podkreślić, że Modrzewski to jeden z nielicznych polskich pisarzy znanych i poważanych także poza granicami naszego kraju. I to jeszcze za swojego życia. W bystrym nurcie renesansowej myśli filozoficznej, społecznej i politycznej nazwisko Modrevius (bo pod takim łacińskim mianem był znany w Europie) dość często wypływało na powierzchnię. „Podług mojego sądu nie pojawiło się podobne dzieło nie od tysiąca lat, w ogóle od początku świata nie wydali niczego w tym rodzaju ani starożytni, ani nowożytni" – entuzjastycznie pisał o najsłynniejszym traktacie Modrzewskiego jego szwajcarski wydawca Jan Oporyn. Jest w tych słowach pewna doza egzaltacji i przesady, ale niewątpliwie dzieło było przełomowe nie tylko z punktu widzenia polskiego odbiorcy. Uważnie czytali je m.in. Bodin i Grotius. Twórczość Modrzewskiego nie była jedynie przyczynkiem do dzieł myślicieli z Francji, Włoch czy Niemiec, rodzimym refleksem zachodnioeuropejskich traktatów filozoficznych, etycznych czy politycznych. Modrevius te uniwersalne idee współtworzył na równych prawach. Nie myślał w sposób zaściankowy, ponieważ wielokrotnie podróżował po Europie, przebywając w miejscach, gdzie rodziły się i rozwijały najbardziej postępowe i nowatorskie prądy umysłowe epoki. Modrzewski był prawdziwym „obywatelem Europy", z tym jednak zastrzeżeniem, że nigdy nie przesuwał na plan dalszy problemów ojczyzny; wręcz przeciwnie, całe zdobyte doświadczenie i wiedzę starał się wykorzystać w celu sformułowania spójnego i całościowego programu reform, mającego uzdrowić kolosa na glinianych nogach, jakim była tak naprawdę I Rzeczpospolita nawet w złotym wieku.

Fricius Modrevius

Urodził się około 1503 r. jako syn Jakuba, szlachcica herbu Jastrzębiec, pochodzącego prawdopodobnie z drobnoszlacheckiej rodziny ze Śląska (stąd przydomek Fricz – od drugiego imienia dziadka, Andrzeja Fryderyka), piastującego urząd dziedzicznego wójta Wolborza, miasteczka w dobrach biskupstwa kujawskiego. Do szkoły, a potem na uniwersytet, wysłano go do Krakowa. Jego kolegami ze studiów byli m.in. Stanisław Hozjusz, Jan Drohojowski i Mikołaj Rej. Środowisko to przepojone było ideami odrodzenia, a sam Modrzewski, wspominając młodość w liście do przyjaciela Pawła Głogowskiego, napisał: „Wszystkiego raczej innego uczyliśmy się wówczas aniżeli teologii". Naukę na krakowskiej Alma Mater rozpoczął w momencie, kiedy Marcin Luter przybijał na drzwiach kościoła w Wittenberdze swoje słynne tezy, będące początkiem reformacji. Wywołany tym ferment szybko dotarł do stolicy Polski, a idee protestanckie wywarły olbrzymi wpływ na młodego Modrzewskiego: „W pierwszej chwili dalecyśmy byli od myśli przywtarzania onym doktrynom. Boć nie mała to jest zaprawdę rzecz zwlekać z siebie dawną wiarę, którą się niemal z mlekiem matki wyssało. Ale z czasem... Jako ci, którzy wiele chodząc na słońcu, ogorzałemi się stają, chociaż powód ich po słońcu chodzenia jest inny, jak żeby się opalić, tak też i ja, rozczytując się w rzeczonych księgach dla ich tylko poznania, w nieuchronny sposób zacząłem chwiać się w swoich dawnych wyobrażeniach i nasiąkać nowemi" – wspominał po latach.

Owo „nowe" sprawiło, że Frycz – choć swoją karierę zaczynał na dworach biskupich (prymasa Jana Łaskiego i biskupa poznańskiego Jana Latalskiego) – szybko nawiązał bliskie kontakty z czołowymi polskimi „heretykami", przede wszystkim bratankami prymasa: Hieronimem i Janem Łaskimi. To na ich zlecenie i częściowo za ich pieniądze wyjechał prawie na 10 lat na zachód Europy. Spędził ten czas niezwykle aktywnie. W 1531 r. zapisał się na luterański uniwersytet w Wittenberdze, w 1534 r. nawiązał przyjaźń z Filipem Melanchtonem i zamieszkał w jego prywatnym domu, dwa lata później wyjechał do Norymbergi, a potem do Bazylei, aby zająć się sprowadzeniem do Polski biblioteki Erazma z Rotterdamu, kupionej jeszcze w 1525 r. przez Jana Łaskiego (przyjazd Modrzewskiego do Szwajcarii zbiegł się z wydaniem fundamentalnego dla reformacji dzieła Jana Kalwina „O wychowaniu chrześcijańskim").

Kolejne przystanki to Paryż, Lipsk i ponownie Norymberga. Na prośbę Łaskich Modrzewski udał się także na zjazd protestanckich książąt Rzeszy w Szmalkalden, a potem odwiedził dwór cesarski Maksymiliana II w Wiedniu. Na początku lat 40. wrócił na stałe do Polski, ale za granicę jeździł jeszcze wielokrotnie, głównie uczestnicząc w poselstwach dyplomatycznych. Poznał wówczas wielu wybitnych polityków i teologów protestanckich, a także drukarzy i księgarzy, z którymi następnie utrzymywał korespondencję i którym zawdzięczał w dużej mierze popularyzację swych tekstów w Europie.

Według historyk Urszuli Augustyniak okresem największej aktywności politycznej Modrzewskiego były pierwsze lata panowania Zygmunta Augusta, chociaż karierę na dworze królewskim zaczął jeszcze w 1547 r., pod koniec rządów Zygmunta Starego. Ostatni z Jagiellonów był zapewne zadowolony z jego usług, o czym świadczy przyznanie mu w 1552 r. stałej pensji, którą otrzymywał aż do śmierci.

Po 1550 r. oddał się głównie pracy pisarskiej, czego rezultatem był opublikowany po raz pierwszy w 1551 r. w Krakowie wielki traktat polityczny „Commentariorum de Republica emendanda libri quinque" („Rozważań o poprawie Rzeczypospolitej ksiąg pięć"). Wbrew tytułowi składał się tylko z trzech ksiąg: „O obyczajach", „O prawach" i „O wojnie". Wskutek ingerencji cenzury w krakowskiej edycji pominięto księgi: „O Kościele" i „O szkole". Całość ukazała się w Bazylei w drukarni Jana Oporyna (Oporinusa) trzy lata później. Po wydaniu „O poprawie..." autor został zmuszony do opuszczenia Krakowa i przeniósł się do Wolborza na odziedziczone po ojcu wójtostwo. Tam mógł kontynuować pracę pisarską, ciesząc się wsparciem przedstawicieli rodziny Drohojowskich: Stanisława, starosty wolborskiego, i Jana, biskupa kujawskiego, który w swojej rezydencji stworzył ośrodek myśli odrodzeniowo-reformacyjnej.

Coraz większa popularność opus magnum Modrzewskiego sprawiła, że szybko znalazł się pod ostrzałem katolickiej ortodoksji. Biskup Drohojowski ochraniał go przez ponad rok, ale gdy zrobiło się naprawdę gorąco, tzn. w sierpniu 1556 r., kiedy rozpoczęło się śledztwo nuncjusza Alojzego Lippomano, sam Modrzewski wolał nie ryzykować i opuścił Wolbórz, szukając schronienia na dworze hetmana Jana Tarnowskiego. Dopiero list żelazny wydany pod koniec roku przez Zygmunta Augusta na sejmie warszawskim oraz mandat do prymasa Dzierzgowskiego nakazujący wyłączenie Frycza spod sądownictwa kościelnego, pozwoliły pisarzowi wrócić bezpiecznie do rodzinnego Wolborza.

W trakcie tej przymusowej tułaczki cały czas pisał kolejne traktaty i rozprawy, przede wszystkim dotyczące spraw Kościoła, w których rozwinął swe poglądy na konieczność wprowadzenia do organizacji kościelnej ustroju republikańskiego przez ograniczenie arbitralnej władzy papieża. Na odpowiedz Watykanu nie trzeba było długo czekać. W 1558 r. prymas Marcin Drzewiecki pozbawił go probostwa w Brzezinach i święceń kapłańskich, które Frycz Modrzewski przyjął jeszcze w 1522 r., tuż po ukończeniu studiów. Przez następne lata dostojnicy kościelni ponawiali próby usunięcia „heretyka" z wolborskiego wójtostwa, co ostatecznie udało im się dopiero w 1567 r. Modrzewski nie ustąpił jednak z podkulonym ogonem, zrzekł się urzędu za niemałym odszkodowaniem 1000 złp. I dodatkowo zachował prawa do dziedzicznego wójtostwa.

Trzeba przy tej okazji wspomnieć, że podręcznikowy wizerunek Modrzewskiego jako moralisty i idealisty nieustannie walczącego w obronie uciskanego stanu trzeciego nie jest do końca prawdziwy. „W rzeczywistości był człowiekiem sukcesu i zręcznym finansistą – pisze Urszula Augustyniak – który potrafił własnymi siłami wydźwignąć się z dwuznacznej kondycji wójta wolborskiego, zagrożonej deklasacją w wyniku rosnącego ostracyzmu wobec szlachty utrzymującej się z »brudnych« – nierolniczych – zajęć". W obronie swoich interesów Modrzewski potrafił się długo i uporczywie procesować, i to zarówno z przedstawicielami duchowieństwa, jak i ziemiaństwa, m.in. z proboszczem skoszewskim Maciejem z Jeżowa oraz Krzysztofem Lasockim, właścicielem Brzezin, gdzie pisarz miał beneficjum parafialne.

Utratą święceń kapłańskich Modrzewski nie przejął się zbyt mocno. Ułatwiło mu to nawet życie, bo w końcu mógł zalegalizować związek ze szlachcianką z powiatu opoczyńskiego Jadwigą Kamieńską, z którą doczekał się potem trójki dzieci.

Na początku lat 60. Modrzewski całkowicie stracił złudzenia co do możliwości zreformowania Kościoła katolickiego w duchu, który postulował. Dotychczas bowiem, mimo że nieustannie obracał się w kręgu zwolenników reformacji, nie zerwał jednoznacznie z katolicyzmem i podejmował próby uczynienia go takim, jakim go sobie wyobrażał. Po zmianie zapatrywań zbliżył się wyraźnie do kalwinizmu, a nawet uczestniczył w spotkaniach arian, choć nigdy oficjalnie nie został członkiem Zboru Mniejszego. W 1565 r. za zachętą króla wziął udział w piotrkowskim kolokwium między kalwinistami a braćmi polskimi, starając się, niestety bez powodzenia, pogodzić oba zwaśnione odłamy protestantyzmu w Polsce.

Przepis na skuteczne reformy

„O poprawie Rzeczypospolitej" zalicza się do utworów emendacyjnych (łac. emendare – poprawić, ulepszyć, uzdrowić), których zasadniczym celem było przeanalizowanie aktualnego stanu rzeczy i wytyczenie dróg naprawy. To wielce pouczająca diagnoza stanu I Rzeczypospolitej w połowie XVI w., a jednocześnie bardzo odważny i zakreślony z rozmachem programem reform. „Tkwi mi w myśli przysięga, którą składałem, gdy mnie przyjmowano do grona królewskich sekretarzy, że w żaden sposób (...) nie zataję przed królem ni tymi, co mają władzę, ani rzeczy szkodliwych, o których bym mógł się zwiedzieć, ani użytecznych i godziwych, i Rzeczypospolitej zdatnych. Tedy wedle obowiązku czynię, com wziął na siebie. Pokazuję wady obyczajów, praw i sądów; różnych stanów i urzędów nadużycia wyłuszczam i sposób nawrócenia na słuszną drogę wyjawiam" – pisał Modrzewski we wstępie skierowanym bezpośrednio do Zygmunta Augusta.

Pierwsza księga – „O obyczajach" – zajmuje prawie tyle samo miejsca, ile łącznie księgi poświęcone prawu, wojnie i szkole. Dlaczego autor poświęcił tak wiele stronic w traktacie politycznym dziedzinie należącej do zakresu etyki i moralności? Odpowiedź jest bardzo prosta, chociaż nas, żyjących w świecie, w którym elity polityczne są całkowicie zdemoralizowane, może szokować. Modrzewski, podobnie jak inni renesansowi pisarze, odwoływał się do myśli Arystotelesa, Platona i Cycerona i za ich przykładem nie rozdzielał polityki od etyki. Uważał bowiem dobre obyczaje za fundament, na którym winien być budowany gmach państwa. Według niego poprawa obyczajów była kluczem do skutecznej reformy Rzeczypospolitej.

Ponieważ ogólny stan obyczajów w państwie Jagiellonów Modrzewski oceniał bardzo krytycznie, wielki nacisk kładł na rozwój i zreformowanie szkolnictwa (o czym za chwilę), ale jednocześnie postulował – za co był ostro krytykowany jeszcze za życia – wprowadzenie szeregu urzędów kontrolnych w rodzaju cenzorów moralności. Z tego też powodu zarzucano później Modrzewskiemu tendencje totalitarne, co jest sporym nadużyciem, bo według pisarza zwiększenie ingerencji państwa w sprawy prywatne obywateli miało na celu jedynie wyplenienie postaw aspołecznych. Zresztą to nadrzędne nad obywatelem państwo również miało się diametralnie zmienić i oprzeć na zdrowym korzeniu.

Tytułową Rzeczpospolitą zdefiniował Modrzewski jako „zgromadzenie i pospólność ludzką, związaną prawem, łączącą wielu sąsiadów, ku życiu dobremu i szczęściu ustanowioną, aby w niej wszyscy obywatele żyć mogli dobrze i szczęśliwie, to jest (jak tłumaczy Cyceron) uczciwie i sprawiedliwie". Modrzewski był zwolennikiem mieszanej formy państwa – genus permixtus – w którym najważniejszą rolę odgrywa król, wspierany przez kompetentnych urzędników wysokiego szczebla, a każdy obywatel może brać czynny udział w życiu publicznym. Do wyboru najważniejszego urzędnika, czyli króla, dopuszczał np. wszystkie stany, a więc także mieszczan i chłopów, co było w Rzeczypospolitej całkowitym novum. Owa równość dotyczyła jednak przede wszystkim równej użyteczności dla wspólnoty: „Nie może zaiste Rzeczpospolita kwitnąć dzięki samej tylko szlachcie. Któż bowiem dostarczy pożywienia (...) jeśli nie będzie oraczy? Kto przyodziewy i stroju, jeśli nie będzie rzemieślników? Kto przywiezie nam rzeczy niezbędne, jeśli nie będzie kupców? Któż wreszcie będzie szlachcicem, jeśli nie będzie plebei. Cóż to tedy, u licha, za okrucieństwo za nic mieć życie tych, bez których nie możemy się obejść!". Modrzewski uważał, że wszyscy Polacy są pasażerami tej samej łodzi i gdy jeden z nich choruje, pozostali nie mogą cieszyć się zdrowiem.

Aby jednak taki ustrój mógł sprawnie funkcjonować, należy w pierwszej kolejności zreformować prawo, które według Frycza Modrzewskiego było po prostu niesprawiedliwe. Dlatego wiele miejsca w swoim traktacie poświęcił sprawie, którą krytykował już wcześniej w broszurze „Lascius, sive de poena homicidii" („Łaski, czyli o karze za mężobójstwo"). W myśl obowiązującej w Polsce od końca XV wieku ustawy osoba niebędąca szlachcicem za zabicie szlachcica ponosiła karę śmierci, natomiast szlachcic za zabicie nieszlachcica płacił 120 grzywien i odbywał karę więzienia przez rok i sześć tygodni. Modrzewski żądał, aby wszyscy członkowie wspólnoty byli traktowani przez prawo na równi. W sprawie chłopskiej postulował także zmniejszenie bezpośrednich obciążeń podatkowych.

W księdze III – „O wojnie" – przeciwstawiał się wszelkim konfliktom zbrojnym, a najsurowiej potępiał wojny zaborcze. Proponował rozwiązywanie konfliktów na drodze dyplomatycznej (spotkania wrogich stron w neutralnym miejscu, sankcje gospodarcze). Twierdził, iż „żadne korzyści z wojny nie są tak wielkie, aby mogły jej szkodom dorównać".

Co zawierały dwie ostatnie księgi traktatu („O szkole" i „O Kościele"), że z ich powodu dzieło Modrzewskiego zostało ocenzurowane i ostatecznie znalazło się w spisie ksiąg zakazanych, a autora spotkały liczne nieprzyjemności? Księga „O Kościele" wymierzona była głównie w postępującą instytucjonalizację wiary. Papież wściekł się, co w sumie zrozumiałe, na niemal otwarte nawoływanie do utworzenia kościoła narodowego i wyraźne wynoszenie na pierwszy plan instytucji soboru, który miał być całkowicie demokratyczny, tzn. mogli w nim uczestniczyć przedstawiciele wybrani w demokratycznych wyborach i to zarówno duchowni, jak i świeccy.

Z kolei dostojników kościelnych w Polsce, niezależnie od pozycji, jaką zajmowali w hierarchii, najbardziej zdenerwował postulat zawarty w księdze „O szkole", którym Modrzewski przypomniał o czymś, o czym wszyscy już dawno zapomnieli lub nie chcieli pamiętać, a mianowicie, że Kościół ma obowiązek kształcenia młodzieży wynikający z otrzymanych przed laty przywilejów fundacyjnych i beneficjów. „Wiele można by pomóc uczącej się młodzieży z dochodów klasztorów, ponieważ w nich przebywa często niewielu mnichów, a dochody ich są bardzo znaczne" – twierdził pisarz. Tak znaczne zmniejszenie dochodów z dóbr kościelnych nie mieściło się w głowach ich właścicieli. Wielka krytyka ze strony Kościoła, wymierzona w rozdział poświęcony oświacie, sprawiła, że mniej interesowano się szczegółami proponowanych reform w szkolnictwie, a przecież obok rozdziału poświęconego zmianom w prawie był to jeden z najbardziej rozbudowanych i szczegółowo przemyślanych fragmentów „O poprawie Rzeczypospolitej".

Inną „herezją" popełnioną przez autora była nowatorska koncepcja organizacji Kościoła oparta na ustroju demokratyczno-elekcyjnym. Modrzewski postulował, by biskupi byli wybierani przez sejmiki diecezjalne złożone z reprezentantów czterech stanów (senatorowie, szlachta, mieszczanie, chłopi)!

Dziedzictwo

Pomysły Frycza Modrzewskiego na zreformowanie Rzeczypospolitej i jej obywateli pozostały w większości niezrealizowane. Jego traktat pod wieloma względami był zbyt nowatorski, a co gorsza – jego publikacja zbiegła się ze wzrostem sił kontrreformacyjnych, które skutecznie utrudniały jego społeczny odbiór. Autor nie uzyskał także wystarczającego wsparcia i zainteresowania ze strony Zygmunta Augusta, chociaż opracowana przez Modrzewskiego forma ustrojowa odnowionej Rzeczypospolitej realnie wzmacniała pozycję władcy przez oddanie mu większej władzy wykonawczej.

Jednak idee głoszone przez pisarza były na tyle słuszne i uniwersalne, że – jak zauważa Urszula Augustyniak – niektóre z nich zostały (przynajmniej częściowo) uchwalone przez sejm Rzeczypospolitej w następnych latach i dziesięcioleciach, np. postulat utworzenia sądu generalnego, zrealizowany częściowo przez powołanie Trybunału Koronnego w 1578 r.; postulaty dotyczące karności żołnierskiej i ustanowienia urzędu, który poskromiłby swawolę żołnierzy idących na wojnę – zrealizowane w konstytucji sejmu warszawskiego 1591 r.

Niezwykle przenikliwy obserwator rzeczywistości, jakim był autor nowatorskiego traktatu, zdawał sobie sprawę, że złoty wiek kiedyś się skończy i niezreformowane państwo może czekać upadek. Prorocze słowa zawarł m.in. w odezwie „Szlachcie Polski i szlachcie reszty Sarmacji" wydanej w 1557 r., w której napomniał polską szlachtę, że jej arogancja i niechęć do wszelkich zmian doprowadzi do katastrofy. I ostrzegał, że żaden kraj nie został zdobyty przez wroga, dopóki nie osłabiły go konflikty wewnętrzne.

Pod wieloma względami dzieło Frycza Modrzewskiego jest aktualne do dzisiaj i powinno być lekturą obowiązkową każdego szanującego się polityka. Tym bardziej że obecnie nikt już nie tworzy tak kompletnych i spójnych programów reformy Rzeczypospolitej. A że wciąż wymaga ona gruntownych przeobrażeń, nikt chyba nie ma wątpliwości.