Korespondencja z Berlina

"To stuprocentowo pewne. Znam osobiście kogoś, kto został z tego powodu wezwany do Churchilla. Churchill był bardzo przybity, ale nie miał wyboru" – tak Jane Ledig-Rowohlt, agentka brytyjskiego wywiadu, miała w 1963 r. poinformować znanego dramaturga Rolfa Hochhutha o tym, że to premier Wielkiej Brytanii Winston Churchill stał za zamachem na gen. Władysława Sikorskiego.

Hochhuth cytuje swą rozmówczynię sprzed lat w swym najnowszym dziele "Essayistische Prosa und Gedichte" ("Eseje prozą i wiersze"). Właśnie ukazało się nakładem wydawnictwa Rowohlt.

Rozmowę z agentką pisarz odbył na Korfu.

"Sikorski był naszym gościem i towarzyszem broni, a Churchill pozwolił go zamordować praktycznie we śnie" – miała powiedzieć rozmówczyni Hochhutha, dodając: "Wiedzieliśmy, że gdy przybył do Gib (Gibraltar – red.), wieczorem będzie martwy, ale nie wpadł w pułapkę. Stało się to dopiero następnego wieczoru".

Opierając się na tych wskazówkach, pisarz rozpoczął badania nad przyczynami śmierci gen. Sikorskiego, których wyniki zawarł w sztuce "Żołnierze" wydanej w 1967 r. Sugerował tam, że za śmiercią polskiego generała stał osobiście Churchill.

Zapowiedział jednak, że dopiero po 50 latach "nikt nie będzie wątpił, że Sikorski został zamordowany z polecenia  Whitehall" (zespół budynków rządowych w Londynie – red.).

Hochhuth zdecydował się jednak ogłosić swe rewelacje wcześniej, bo jak pisze: "Wszyscy moi brytyjscy informatorzy zeszli już bezpotomnie z tego świata i nie mogą już być niepokojeni przez Whitehall z powodu zdrady tajemnicy".

Zdaniem Hochhutha Churchill pragnął się pozbyć gen. Sikorskiego, gdyż widział w nim przeszkodę do zawarcia sojuszu ze Stalinem. Obawiać się miał przede wszystkim oporu ze strony polskiego rządu emigracyjnego wobec planów pozbawienia Polski terytoriów na Wschodzie.

Nie brak opinii, że Hochhuth korzystał w przeszłości z materiałów sowieckich i na nich oparł swą teorię o udziale Churchilla w zamachu.

Moskwie zależało na skierowaniu podejrzeń na Anglików, gdyż nie brak było poszlak świadczących o moskiewskim śladzie zamachu na premiera polskiego rządu na uchodźstwie i naczelnego wodza Polskich Sił Zbrojnych.

Niektórzy historycy udowadniają, że nie było zwykłym zbiegiem okoliczności, iż w dniu katastrofy na Gibraltarze przebywał Kim Philby, legendarny agent brytyjskiego wywiadu pracujący równocześnie dla ZSRR.

Istnieją też teorie, według których gen. Sikorski miał zostać pozbawiony życia w pałacu gubernatora Gibraltaru przez agentów brytyjskich, a lotnicza katastrofa miała jedynie służyć zatarciu śladów.

Hochhuth przebywał niedawno w Wołgogradzie, prezentując rosyjskie wydanie "Żołnierzy" i z tej okazji rosyjskie media przedstawiały obszernie jego wersję śmierci Sikorskiego.

Jak sam twierdzi, nie odważyłby się pojawić z podobnej okazji w Londynie, gdyż przed laty wydano w Wielkiej Brytanii nakaz jego aresztowania za głoszenie nieprawdy naruszającej dobra osobiste członków rządu.

– Nie mam zamiaru sprawdzać, czy nakaz ten jest jeszcze w mocy – mówił jednej z niemieckich gazet.

Niedawno skarżył się PAP, że żaden z polskich teatrów nie jest zainteresowany inscenizacją "Żołnierzy", chociaż sztuka została już przetłumaczona  na polski. – Dziwię się, że akurat w Polsce brakuje zainteresowania tym dramatem. Byłem pierwszą osobą na Zachodzie, która w ogóle zajęła się sprawą śmierci Sikorskiego – mówił.

Gen. Władysław Sikorski zginął 4 lipca 1943 roku na Gibraltarze w katastrofie samolotu Liberator. W 2008 roku szczątki generała ekshumowano w ramach śledztwa IPN. Z raportu ogłoszonego po sekcji zwłok wynika, że nie ma podstaw do twierdzeń, jakoby został przed katastrofą zastrzelony, otruty czy też uduszony, a zgon nastąpił wskutek obrażeń typowych dla wypadków komunikacyjnych lub upadku ze sporej wysokości.