Na czym polega wyjątkowość „Ludzi..."?

Na rynku jest sporo książek, które czczą sukcesy ludzkości. Są też takie, które skupiają się na jej porażkach. Ale niewiele z nich ujmuje niepowodzenia rodzaju ludzkiego w tak szerokim kontekście historycznym. Ta książka wytyka i wyśmiewa każdą znaczącą głupotę, której się dopuściliśmy, poczynając od czasów najdawniejszych – jakieś trzy miliony dwieście lat temu – aż do dziś.

Dlaczego ludzkość popełnia tak wiele błędów?

Popełniamy błędy z tego samego powodu, który sprawia, że odnosimy sukcesy! W procesie ewolucji wykształciliśmy w sobie dwie umiejętności: dostrzegania wzorców w otaczającym nas świecie oraz przewidywania, w jaki sposób jedna drobna zmiana poprowadzi do kolejnej, czyli krótko mówiąc, nauczyliśmy się zakładania, że nasze działania nie pozostają bez konsekwencji. Połączenie tych dwóch zdolności teoretycznie powinno sprawiać, że będziemy wiedzieć, w jaki sposób działać, by uczynić świat lepszym. Niestety, żadnej z powyższych zdolności nie rozwinęliśmy w dostatecznym stopniu. Dlatego na każde przełomowe odkrycie naukowca lub genialne dzieło artysty przypada mnóstwo przykładów ludzi, którzy chcieli dokonać wielkich czynów, lecz spektakularnie chybili celu.

Jaka jest największa porażka ludzkości?

Trudno powiedzieć. Patrząc szeroko i ogólnie, byłby to pewnie pomysł podróżowania w najodleglejsze zakątki globu, zanim zdaliśmy sobie sprawę z tego, w jaki sposób rozprzestrzeniają się zarazki – ludzkość dokonała nieprawdopodobnych spustoszeń, szerząc w ten sposób choroby zakaźne dosłownie dookoła świata. No i zmiany klimatyczne – to jest nieodwracalny dramat, do którego doprowadziliśmy.

Jeśli chodzi o te drobniejsze najgłupsze osobiste wpadki skutkujące najbardziej tragicznymi konsekwencjami, to jestem wielkim fanem Ali ad-Dina Muhammada II, władcy Imperium Chorezmijskiego, który w 1217 r. podjął absolutnie najgorszą decyzję w długiej historii dyplomacji międzynarodowej, wdając się w konflikt z Czyngis-chanem. Powód tej decyzji był żaden, no może poza wyjątkową małostkowością Ali ad-Dina, który w rezultacie nie tylko stracił życie i przyczynił się do upadku świetnie prosperującego imperium, ale też zmienił bieg historii, co miało wpływ zarówno na losy Azji, jak i na przyszłość sporej części Europy. Krótko mówiąc: wyjątkowy idiota.

Ile czasu zajęło panu zbieranie materiałów do „Ludzi..."?

Praca nad tą książką to właściwie dekada przygotowań – przez wiele lat kolekcjonowałem różne przykłady ludzkiej głupoty. Natykałem się na nie w mojej codziennej pracy dziennikarskiej, ale też tropiłem je hobbystycznie, co było nieszkodliwym dziwactwem. Gdy wreszcie nadarzyła się okazja, żeby napisać książkę, musiałem działać naprawdę szybko, dlatego pierwszą połowę 2018 r. spędziłem, gorączkowo czytając absolutnie wszystko, co wpadło mi w ręce na temat straszliwych i absurdalnych błędów, jakie popełnialiśmy na przestrzeni dziejów. Z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że był to osobliwy i dość przygnębiający okres w moim życiu.

Jakie było najciekawsze lub najbardziej zaskakujące odkrycie podczas pracy nad książką?

Jeden z fragmentów „Ludzi..." poświęcony jest temu, co sprawiło, że koncerny paliwowe zaczęły dodawać ołów do benzyny. Oczywiście, wszyscy mamy świadomość, jak wielkie zanieczyszczenie powoduje ten pierwiastek, który jako metal ciężki przyczynia się do rozwoju chorób – w wielu przypadkach śmiertelnych. Wiedziałem, że ołów był złym wyborem, ale nie miałem pojęcia, że w czasach, gdy decydowano o jego użyciu, zarówno naukowcy, jak i firmy naftowe były w pełni świadome jego olbrzymiej szkodliwości i zdawały sobie sprawę z popełnianego błędu. Chociaż eksperci mieli mnóstwo dowodów na poparcie tezy o szkodliwości ołowiu, przemysł brnął w jego użycie – wszak do zarobienia były ogromne pieniądze i nic nie mogło się liczyć bardziej niż to.

Co nastręczyło panu najwięcej trudności w trakcie pisania „Ludzi..."?

Historia to bardzo złożona i nieuporządkowana dziedzina. Niektóre jej okresy są naprawdę słabo udokumentowane. Kiedy więc zabierasz się do pisania o przeszłości, zawsze masz do czynienia z niepełnymi lub nawet sprzecznymi informacjami. Można by oczywiście powiedzieć, że to dość powszechny problem w sytuacji, gdy piszemy, opierając się na rzeczywistych wydarzeniach. Ale kiedy piszesz książkę o błędach i porażkach, lęk przed tym, że sam się pomylisz, staje się naprawdę obezwładniający... Na szczęście mam wrażenie, że nie popełniłem wielu kiksów – książka jest dostępna już od jakiegoś czasu i jeszcze nikt nie skarżył się na nieścisłości.

Jaki cel chciał pan osiągnąć, pisząc tę książkę?

Przede wszystkim mam nadzieję, że czytelnicy będą się świetnie bawić, czytając „Ludzi..." – pośmieją się z niepowodzeń naszych przodków, a przy okazji czegoś się dowiedzą. Byłoby jeszcze lepiej, gdyby wyciągnęli z tej książki nauczkę na przyszłość i pozostawili po sobie nieco mniej bałaganu niż poprzednie pokolenia, ale – biorąc pod uwagę dzieje świata – chyba nie należy na to liczyć...

Jest pan pesymistą, jeśli chodzi o przyszłość ludzkości. Dlaczego?

To prawda, nie jestem szczególnym optymistą – ale czerpię pewną pociechę z wiedzy, że choć od najdawniejszych czasów mieliśmy skłonność do popełniania koszmarnych błędów, to jednak udawało nam się je przezwyciężać, a nawet uczynić świat odrobinę lepszym, przynajmniej dla niektórych jego mieszkańców. Może w przyszłości będzie nam szło nieco lepiej. Mam taką nadzieję, ale oczywiście pewności mieć nie można.

Jakie są pana dalsze plany?

Właśnie pracuję nad nową książką zatytułowaną „Prawda", która będzie historią... kłamstw. Jak łatwo zgadnąć, jest to dość obszerny temat... /©?