Budowie kanału zdecydowanie sprzeciwiali się Brytyjczycy. Obawiali się, że wzmocni on wpływy Paryża na Bliskim Wschodzie. A w drugiej połowie XIX wieku Brytyjczycy z nikim tak bardzo nie rywalizowali o wpływy na świecie jak właśnie z Francją.

Wicekról Egiptu Said obawami Londynu się jednak nie przejmował. Posłuchał swojego przyjaciela, francuskiego konsula generalnego w Kairze, a zarazem inżyniera i przedsiębiorcę Ferdinanda de Lessepsa. I wydał zgodę na budowę mającej liczyć 162,25 km przeprawy.

Projekt był już wtedy gotowy. Opracował go inny francuski inżynier Louis Linant de Bellefonds.

Francuzi zajęli się także biznesową stroną przedsięwzięcia. Powołali Powszechne Towarzystwo Morskiego Kanału Sueskiego, które w 1858 roku zawarło umowę na budowę z Saidem.

We Francji spodziewano się bardzo dużych zysków. Dlatego na giełdzie w Paryżu zorganizowaną wyjątkową jak na tamte czasy zbiórkę kapitału. Akcje towarzystwa zdecydowało się kupić aż 21 tys. zamożnych Francuzów, co pokryło połowę kosztów inwestycji. Budowa kanału mogła ruszyć. Po dziesięciu latach prac nowa przeprawa została otwarta.

Ale ten kanał ma i złe konotacje dla Francuzów. W 1956 r., niedługo po dojściu do władzy Gamal Abdel Naser „nacjonalizuje" przeprawę. Twierdzi, że w ten sposób będzie mógł sfinansować wielką tamę w Asuanie na Nilu. Paryż oraz Londyn, który jest współwłaścicielem kanału, decydują się na interwencję wspólnie z Izraelem.

Ale ekspedycja zakończy się już po tygodniu całkowitą klęską. Przeciw niej opowiadają się bowiem zarówno USA, jak i ZSRR. Oficjalnie w imię walki z neokolonializmem. Dawne potęgi muszą raz na zawsze ustąpić na rzecz nowych supermocarstw.