Poprzedni artykuł zakończyłem informacją, że po latach koncentracji głównie na budowie coraz doskonalszych elektronicznych maszyn liczących w 1964 r. firma IBM doceniła znaczenie także oprogramowania, a zwłaszcza systemu operacyjnego, i stworzyła system IBM 360, na który składały się zarówno bardzo dobre maszyny, jak i bardzo dobre oprogramowanie oparte na systemie OS/360. Twórcą tego sukcesu był Thomas Watson Jr., syn założyciela firmy IBM.

Komunistyczne naśladownictwo IBM 360

Komputery IBM 360 miały różne rozmiary i bardzo zróżnicowane moce obliczeniowe – od stosunkowo małych IBM 360/25 do bardzo wielkich IBM 360/95, a zatem także system operacyjny dla nich musiał mieć odmiany stosowne dla tych większych i mniejszych maszyn. Były w użyciu odmiany OS/360 oznaczane dodatkowo symbolami PCP (dla najstarszych maszyn), MFG dla systemów średniej wielkości oraz MVT dla systemów największych.

Komputery IBM 360 z systemem OS/360 odniosły bezprecedensowy sukces. Do 1968 r. wyprodukowano i sprzedano 14 tys. tych maszyn, przy czym trzeba podkreślić, że tanie one nie były: jeden z najmniejszych komputerów tej serii, IBM 360/25, kosztował w 1968 r. 253 tys. USD, co odpowiada w dzisiejszych cenach wartości 1 773 301 USD. Prawie dwa miliony dolarów za najmniejszy z tej serii komputerów! Na komputerach IBM 360 wzorowali się Rosjanie, nakazując w latach 1970–1991 we wszystkich krajach RWPG (czyli krajach socjalistycznych) produkcję komputerów jednolitego systemu RIAD będących de facto kopiami komputerów IBM 360. Były one oznaczane symbolami R-10, R-20, R-30 itd. – aż do R-65. Polsce, która produkowała wtedy bardzo dobre komputery serii Odra 1300, narzucono obowiązek produkowania komputera R-30. Polscy inżynierowie ulepszyli ten komputer i był on produkowany jako R-32, a potem R-34. Ale oryginalny polski dorobek w postaci znakomitych komputerów Odra 1305 i minikomputerów Odra 1325 został zmarnowany. Lecz to jest temat na osobne opowiadanie...

Mainframe: niezawodność i pewność pracy

Komputery systemu IBM 360 wyznaczyły nowy trend w informatyce, polegający na tym, że klienci kupowali komputery o bardzo dużej mocy obliczeniowej (nazywane mainframe) i dołączali do nich wielu użytkowników, którzy mogli równocześnie korzystać z pracy maszyny dzięki zasadzie time sharing (dzielenie czasu). System operacyjny przydzielał zasoby komputera wybranemu użytkownikowi na krótki okres (kwant czasowy), po czym zawieszał działania tego użytkownika i aktywizował zadanie innego użytkownika, potem jeszcze innego itd. – aż na koniec wracał do zadania pierwszego użytkownika i znowu pozwalał mu korzystać z całej mocy obliczeniowej, w wyniku czego cykl się zamykał. Oczywiście – im potężniejszy był komputer, tym więcej użytkowników można było w ten sposób obsłużyć i tym szybciej każdy z nich doczekał się swoich wyników. Pojawiło się więc dążenie samych klientów do kupowania coraz większych komputerów, co przekładało się na zwiększenie zysków firmy.

Komputery klasy mainframe pracowały bardzo wydajnie i szybko, ale to nie była ich najważniejsza cecha. Pod tym względem ustępowały znacznie superkomputerom, o których kiedyś napiszę osobno. Natomiast zaletą wymaganą od komputerów mainframe była bardzo pewna i niezawodna praca. Musiały one pracować nieprzerwanie przez setki godzin, gdyż awaria komputera obsługującego ważny proces biznesowy ma katastrofalne skutki. Nic dziwnego, że producenci komputerów mainframe właśnie niezawodność i pewność pracy stawiali na pierwszym miejscu. Duże znaczenie miały też szybkie linie transmisji danych pozwalające przesyłać informacje między terminalami użytkowników (niekiedy bardzo odległych) a komputerem mainframe, który ich w czasie rzeczywistym obsługiwał.

Dzięki systemowi 360 firma IBM zdecydowanie dominowała na rynku komputerów mainframe, chociaż usiłowali jej towarzyszyć także inni producenci. O proporcjach świadczy jednak popularne w latach 70. XX wieku określenie: „IBM and the Seven Dwarfs" („IBM i siedmiu krasnoludków"). Dla porządku odnotujmy, że poza IBM produkcją komputerów mainframe zajmowały się firmy: Burroughs, Control Data Corporation, General Electric, Honeywell, NCR, RCA i UNIVAC.

Małe lepsze od wielkiego?

Sukces firmy IBM spowodowany wdrożeniem komputerów klasy mainframe nie uszedł uwagi konkurencji. Próby ścigania się z gigantem IBM na polu wielkich komputerów były jednak skazane na niepowodzenie ze względu na ogromną przewagę marketingową (klient IBM miał zapewniony całodobowy serwis w dowolnym zakątku świata), chociaż pod względem technicznym niektóre osiągnięcia konkurencji budziły szacunek. Na przykład firma Control Data Corporation wypuściła w 1965 r. mainframe CDC 6600, który był 50 razy szybszy niż IBM 360, a o którym Thomas Watson wypowiedział słynne zdanie: „Jak to możliwe, że firma zatrudniająca 34 osoby, wliczając sprzątaczkę, jest w stanie nas pokonać, chociaż mamy tysiące ludzi?".

Wyścig z CDC nie stanowił jednak dla firmy IBM istotnego zagrożenia, bo odbywał się w obszarze, w którym właśnie IBM definiował zasady i dyktował reguły. Natomiast realne osłabienie pozycji IBM nastąpiło na skutek działania firmy, która wydawała się tak mało znacząca, że nawet nie znalazła się na pokazanej wyżej liście „krasnoludków". Firmą tą była założona w 1957 r. przez Kena Olsena korporacja DEC (Digital Equipment Corporation).

Początki były dla DEC mało zachęcające. Podjęta przez nich w 1963 r. próba wykorzystania układów scalonych (które właśnie wtedy stały się dostępne) w strukturze minikomputera PDP-5 nie trafiła w swój czas. Rynek zapatrzony w wielkie komputery IBM 360 nie był jeszcze gotowy na przyjęcie nowości, jaką był minikomputer. Zbudowany przez DEC komputer klasy mainframe o nazwie PDP-10 też nie zyskał uznania (chociaż był ceniony w środowiskach akademickich ze względu na nowatorski system operacyjny TOPS-10, zdecydowanie udany).

Jednak firma „sprężyła się" i w 1970 r. wypuściła legendarny minikomputer PDP-11. Naprawdę legendarny, bo zachwycał nowatorskimi rozwiązaniami technicznymi, nadawał się do wykorzystania w systemach automatyki, był łatwy do programowania i został wyposażony w znakomity system operacyjny Unix. Wprawdzie Unixa nie stworzyła ta sama firma co PDP (która dostarczała do swoich minikomputerów niezłe systemy RSTS i RSX-11), ale gdy 3 listopada 1971 r. został zaprezentowany Unix stworzony przez pracowników Bell Labs – Dennisa Ritchie i Kena Thompsona – świat informatyczny przyjął go z zachwytem, a PDP-11, na którym ten system posadowiono, zyskał mnóstwo nowych zwolenników. Chociaż w technice komputerowej nowości są pokazywane praktycznie każdego roku i zwykle usuwają w cień to, co jeszcze rok wcześniej było traktowane jako sensacyjna nowość, to PDP-11 był nieprzerwanie produkowany przez 20 lat (!) i sprzedano ponad 600 tys. egzemplarzy tej bardzo udanej maszyny.

Wróćmy jednak do głównego tematu, czyli do dziejów firmy IBM. Sukces minikomputerów spowodował zmniejszenie zainteresowania komputerami mainframe. Nie każdy użytkownik potrzebował aż tak dużej mocy obliczeniowej, by sięgać po ogromne komputery IBM. Wiele potrzeb można było zaspokoić minikomputerem, który był tańszy i bardzo poręczny. Firma IBM mocno odczuła tę rewolucję, ale nadal była największa i najmocniejsza w świecie komputerów. Najbardziej dotkliwy „bat na swoją skórę" ukręciła jednak własnymi rękami.

Majstersztyk konstruktora i nonszalancja firmy

W połowie lat 70. zaczęły się pojawiać pierwsze mikrokomputery osobiste. W ich produkcji na czoło wysunęła się firma Apple, której dzieje opisałem w jednym z wcześniejszych felietonów. Gdy na informatycznym rynku zaczęło być głośno o tych wyrobach, gigant IBM odniósł się do tej tematyki wzgardliwie. Żeby pokazać, że oni to też potrafią, IBM powołał inżynierów i wykonawców pod kierownictwem Dona Estridge'a z IBM Entry Systems Division w Boca Raton na Florydzie. Zespół ten w dość krótkim czasie (poniżej roku) zbudował mikrokomputer, któremu nadano oznaczenie IBM 5150, a jego monochromatyczny wbudowany monitor miał oznaczenie IBM 5151. Komputer ten 12 sierpnia 1981 r. zaprezentowano publicznie.

Ładny to on nie był. Złośliwi konkurenci, których komputery odznaczały się wyrafinowanie piękną obudową (o komputerach Macintosh mówiło się nawet, że są „sexy"!), twierdzili, że IBM całkowicie zrezygnował z jakiegokolwiek wzornictwa plastycznego swojego wyrobu – po prostu inżynierowie zmontowali do kupy wszystkie potrzebne urządzenia, a potem przyszedł ślusarz i osłonił to wszystko niedbale wygiętą blachą. Coś w tym było – nie da się ukryć...

Niedbająca o estetykę swego mikrokomputera firma IBM zrobiła dodatkowo coś bez precedensu: opublikowała jego pełną dokumentację techniczną i pozwoliła niezależnym firmom na bezpłatne wytwarzanie jego kopii (tak zwanych klonów). Ruszyła lawina. Niezliczone firmy – głównie na Dalekim Wschodzie – zaczęły produkować i sprzedawać komputery, które określano jako „kompatybilne z IBM PC". Kompatybilność oznacza, że komputer (albo inny system) jest pod każdym względem zgodny z oryginałem (tutaj oryginałem są komputery produkowane przez firmę IBM). IBM PC stał się zdecydowanie najpopularniejszym komputerem wszech czasów! Na koniec 1985 r. statystyki światowe wykazywały, że 90 proc. używanych komputerów to różne klony IBM PC. A komputery mainframe padły!

Niestety, Don Estridge nie dożył światowego sukcesu swej maszyny: zginął 2 sierpnia 1985 r. w katastrofie samolotu linii Delta Air Lines, do której doszło pod Dallas.

Autor jest profesorem AGH w Krakowie