Herman Langbein
"Auschwitz przed sądem.
Proces we Frankfurcie
nad Menem 1963 – 1965"

My tylko wykonywaliśmy rozkazy – przekonywali SS-mani na procesie we Frankfurcie. Ich zeznania mrożą krew w żyłach.

Nakładem IPN ukazała się właśnie jedna z najważniejszych książek o totalitarnym ludobójstwie XX w. To stenogramy z procesu SS-manów służących w Auschwitz-Birkenau. Proces ten odbył się we Frankfurcie nad Menem w latach 1963–1965. Na ławie oskarżonych zasiadło 22 mężczyzn (w tym jeden kapo). 19 z nich skazano, w tym kilku na karę dożywotniego pozbawienia wolności. Trzech uniewinniono.

Zbiór, który został sporządzony przez byłego austriackiego więźnia i historyka Hermanna Langbeina, zawiera 825 relacji złożonych przez 273 świadków. Na ogół byłych osadzonych z Auschwitz. Zawiera także – i być może to jest najciekawszą jego częścią – zeznania samych oskarżonych. Dzięki temu możemy spojrzeć na Auschwitz z obu stron. Oczami ofiar i oczami katów.

Tekst z tygodnika Uważam Rze

W efekcie otrzymujemy wstrząsający obraz największego niemieckiego obozu zagłady. Jak funkcjonował, jak układały się relacje między strażnikami i więźniami, w jaki sposób decydowano o ludzkim życiu lub śmierci. Książka ta mówi więcej o Auschwitz i lepiej oddaje grozę tego miejsca niż sto naukowych monografii razem wziętych. Lektura zmrozi krew w żyłach nawet tym, którym wydaje się, że o niemieckich zbrodniach wiedzą już wszystko.

I Gaz

Czesław Głowacki (świadek): „Przydzielono mnie do noszenia zwłok. W ten sposób stałem się świadkiem pierwszego zagazowania w bloku 11. Musieliśmy wynieść stamtąd zwłoki. To był makabryczny widok. Widziałem ludzi, którzy w zaciśniętych pięściach bardzo silnie trzymali włosy, które wyrwali sobie lub innym. Widziałem także palce, które były całe obgryzione. Strzępy skóry zmarłych pozostawały w naszych rękach. Tego obrazu nie da się dokładnie zapisać ani nigdy zapomnieć".

Simon Gotland (świadek): „Pewnego razu nadszedł transport z Białorusi albo Ukrainy. Transport ten był 10 albo 12 dni w drodze. Żyła tylko jedna dziewczynka – miała może siedem lat – leżała w objęciach swojego martwego ojca. Dziewczynka ta razem z ciałami [wydobytymi z wagonów] pojechała do krematorium. Tam Moll rozerwał ją na pół".

Filip Müller (świadek): „Szef krematoriów Moll odebrał dziecko matce. Wrzucił to dziecko do gotującego się tłuszczu z trupów, który gromadził się w rowach wokół dołu, i powiedział do swojego kalefaktora: »Teraz najem się do syta, spełniłem swój obowiązek«".

Hermann Diamanski (świadek): „Zagazowanie Cyganów było dla mnie najstraszniejszą rzeczą. Blockeführerzy opowiadali mi potem, że małe dzieci zabijano, uderzając ich głowami o ścianę lub drzewo.

Pełnomocnik oskarżenia posiłkowego: Czy SS-mani chwalili się tym?

Diamanski: Tak. Jeden powiedział: »Popatrz, aż dotąd byłem cały we krwi«".

II SS-mani

Willi Leeuwarden (świadek): „Pewnego razu SS-man pozwolił sobie na następujący żart z nami: wszyscy mieliśmy ustawić się przy dole służącym za latrynę. Rozkazał nam skoczyć do niej i powiedział: »Kto skoczy jako ostatni, dostanie ode mnie kulkę«. Wszyscy skoczyliśmy w ten kał. Kiedy chciałem pomóc podnieść się starszemu człowiekowi, SS-man uderzył mnie szuflą po rękach. Potem bił trzonkiem szufli tego starego człowieka po głowie i zanurzył go, aż się udusił".

Ella Lingens (świadek): „Kobiety często wylizywały jedzenie z misek jak psy. Jedyne źródło wody znajdowało się obok latryny – miało za zadanie cienkim jak palec strumieniem zmywać ekskrementy. Kobiety usiłowały nabrać sobie wody w jakiś pojemnik, podczas gdy ich towarzyszki niewoli załatwiały się obok. Dozorczynie w tym czasie obijały je kijami. A członkowie SS przyglądając się, chodzili w tę i z powrotem".

Friedrich Skrein (świadek): „Z całej siły kopali go obcasami w klatkę piersiową. Słyszałem odgłosy łamanych kości. Kopali go tak długo, aż przestał wydawać oznaki życia. To jest jedno z moich najgorszych wspomnień z Auschwitz".

III Oskarżony Oswald Kaduk

Friedrich Skrein (świadek): „Jedna z kobiet nie chciała zdjąć biustonosza. Kaduk zerwał go z niej. Przy okazji opowiedział pozostałym, jak to jest przyjemnie, kiedy wpędza się nagie kobiety do komory gazowej i obłapuje je przy tym za piersi. Kaduk był z nich najgorszy. Głowami więźniów bawił się jak piłką do boksowania".

Przewodniczący sądu: „Oskarżony Kaduk, co ma pan do powiedzenia na ten temat?".

Oswald Kaduk (oskarżony): „Nie będę składał żadnych wyjaśnień".

Józef Kral (świadek): „To było latem 1942 r. Komenda: »Zdjąć czapki!«. Zdjęli je za wolno. Kaduk wpadł w wielką wściekłość. Wziął stalowy pręt ze stołu do pracy i tak silnie uderzył jednego, że jego głowa była prawie rozpołowiona. Temu drugiemu – Żydowi – kazał położyć się. Kaduk położył mu ten zakrwawiony pręt na szyi i stanął na jednym jego końcu. Inny więzień stanął na drugim.

W taki sposób uduszono tego człowieka. Proszę o krople na uspokojenie, trzęsę się cały w środku. Dostaję załamania nerwowego, jak tylko słyszę nazwisko Kaduk".

Przewodniczący sądu: „Czy znał pan oskarżonego Kaduka?".

Witold Nieciuński (świadek): „Bardzo dobrze. To, że dzisiaj jestem prawie głuchy na jedno ucho, zawdzięczam Kadukowi. Na początku bił pięściami, potem kazał mi przełożyć się przez stół i bił bykowcem. Potem Kaduk zapytał mnie, skąd pochodzę. Powiedziałem, że z Warszawy. Na to on wrzasnął: »Już my was znamy panowie bandyci z Warszawy!«. W tym czasie trwało powstanie warszawskie. Zaczął mnie bić na nowo. Po jednym z ciosów w lewe ucho zacząłem krwawić".

Kaduk: „Gumowa pałka była tylko do kar chłosty w bloku numer 11. Zasadniczo biłem więźniów tylko rękami. Przyznaję, że mam mocną rękę, i jak przyłożyłem, to szybko padali".

Milton Buki (świadek): „Nasze komando miało zbiórkę do powrotu. Razem z nami stanął chłopiec, który miał może 10, 11 lat. Kaduk zapytał: »Co to za chłopiec?«. Ten chłopiec przyszedł do nas, gdy grupa 50 ludzi została zaprowadzona do krematorium na rozstrzelanie. Ludzie szli do gazu tylko wtedy, gdy była ich większa ilość. Ten chłopiec przyszedł z tej grupy i dołączył do nas. Kaduk wziął go za rękę, rozmawiał z nim, uspokajał, zaprowadził do dołu i tam go zastrzelił".

Doktor Władysław Fejkiel (świadek): „Zostałem zawołany do wartowni. Byli tam Kaduk i jakaś brzydka kobieta. Kaduk rozkazał mi zbadać tę kobietę. Zapytał przy tym: »Jak długo ta kurwa będzie jeszcze żyła?«. Zbadałem tę kobietę. Później okazało się, że to była jego żona".

IV Lekarze

Ella Lingens (świadek): „Przypominam sobie małą Dagmar. Przyszła na świat w Auschwitz, a ja pomagałam przy porodzie. Zmarła po tym, jak Mengele zrobił jej zastrzyki w gałki oczne, ponieważ chciał spróbować zmienić jej kolor oczu. Mała Dagmar miała mieć niebieskie oczy".

Filip Müller (świadek): „Zaprowadzono do krematorium dwóch węgierskich patologów. Jeden z nich nazywał się Nyiszli. Kiedyś widziałem, jak doktor Nyiszli musiał wsadzić ciało garbusa do beczki, w której były sól oraz kwasy, aby uzyskać ludzki szkielet. Widziałem także, jak odcinano mięso z ud".

Max Kasner (świadek): „Leżało tam chyba z 60 kobiet. Ich piersi były obcięte, ze wszystkich części miękkich z tyłu i na udach wycięto im wielkie kawałki mięsa. Kanalizacja była całkowicie zapchana, a my brodziliśmy po kostki we krwi. Potem wyglądaliśmy jak rzeźnicy. Tego dnia byłem całkowicie wykończony i nie mogłem nic zjeść".

Ella Lingens (świadek): „Obok tego bloku składano zwłoki w szeregu, który był długi jak sam blok i mniej więcej wysoki na metr. Zwłoki te były obgryzane przez szczury. Zwierzęta te nadgryzały kobiety, które były nieprzytomne. Widziałam, jak nagim kandydatkom na śmierć wyrywano koce, mówiąc do nich: »Ty go już nie potrzebujesz!«".

Pełnomocnik oskarżenia posiłkowego: „Kiedy został pan wysterylizowany?".

Świadek: „4 stycznia 1945 r.".

Pełnomocnik: „Czy wysterylizowano z panem także innych?".

Świadek: „Każdego dnia sterylizowano sześciu Cyganów w obozie dla mężczyzn".

Pełnomocnik: „Czy doktor Lucas był jedynym lekarzem?".

Świadek: „Doktor Clauberg był w obozie dla kobiet. On wysterylizował moją żonę".

Pełnomocnik: „W aktach znajdują się zeznania innego świadka, który został 10 stycznia 1945 r. wysterylizowany przez doktora Lucasa. Zabieg przeprowadzony został bez znieczulenia. Kiedy świadek krzyczał, doktor Lucas wrzasnął na niego: »Bądź cicho, świnio!«".

V Oskarżony Joseph Klehr

Przewodniczący sądu: „W które miejsca szprycowano?".

Joseph Klehr (oskarżony): „W tamtym czasie w okolice ramienia".

Przewodniczący: „Jaki był tego skutek?".

Klehr: „Szpryca nie była jeszcze pusta, a ten człowiek nie żył. Trudno było jednak trafić w żyły i lekarz SS wpadł na pomysł, aby fenol wstrzykiwać bezpośrednio do komory serca".

Przewodniczący: „..."

Klehr: „Zwykle szprycowano dwa razy w tygodniu, za każdym razem około 12 do 15 ludzi. Tak było przez okres od dwóch do trzech miesięcy".

Przewodniczący: „To daje to co najmniej 192 ludzi".

Klehr: „Tak, mogło ich być od 250 do 300".

Przewodniczący: „Tych, którzy zginęli z pańskiej ręki?".

Klehr: „Na rozkaz, oczywiście".

Przewodniczący: „W jaki sposób zabił pan tych więźniów?".

Klehr: „Wymacywałem między żebrami serce. Kandydaci na śmierć byli pojedynczo wprowadzani do pokoju zastrzyków i sadzani na stołku, tak że później zapadali się w sobie, nie spadając na podłogę. Potem zabierano ich do kostnicy, a stamtąd do krematorium".

Przewodniczący: „Ilu ludzi zabił Klehr w pana obecności?".

Jan Weiss (świadek): „Mogło ich być nawet od 700 do 1000. 29 września 1942 r. Klehr na moich oczach zabił mojego ojca".

Przewodniczący: „Proszę opowiedzieć o tym zdarzeniu, nawet gdyby to było trudne dla pana".

Weiss: „Proszę o chwilę przerwy. Do pokoju wprowadzono dwóch naraz. Jednym z nich był mój ojciec. Klehr powiedział: »Proszę usiąść, dostaniecie zastrzyk przeciw tyfusowi«. Zacząłem płakać. Zrobił zastrzyk mojemu ojcu, a ja zaniosłem go do umywalni. Tydzień później zapytał mnie, dlaczego nie powiedziałem, że to był mój ojciec, wtedy by go nie zabił. Bałem się, że wtedy powie, że mam usiąść obok. Często do pokoju przyprowadzano dwóch do szprycowania. Klehr spieszył się, aby wyjść. Na podwórzu hodował króliki i kiedy chciał pójść do tych królików, szprycował szybciej".

VI Ostatnie słowa oskarżonych

Stefan Baretzki (dożywocie): „Ja byłem w Auschwitz. Tam zabito tysiące ludzi. Powiedziano nam, że takie jest prawo, że tak trzeba. Że trzeba zagazowywać. Powiedziano nam, że zagłada Żydów jest konieczna. Pytaliśmy: »Co ci ludzie zrobili?«. Powiedziano nam, że zatruli studnie i uprawiali sabotaż. Powiedziano nam, że wszystko, co zrobił Hitler, jest prawem. Dzisiaj wszystko, co wydarzyło się w Auschwitz, jest bezprawiem. Wykonywałem tylko rozkazy. Rozkazy były święte. Jeżeli przełożony powiedział: »to jest czarne«, to było to czarne, choćby było białe. Nikogo nie zabiłem".

Oswald Kaduk (dożywocie): „Przyznaję, że w Auschwitz wydarzyła się wielka zbrodnia. Ale to nie nasza wina. Tu trzeba drążyć do korzeni. Teraz to my jesteśmy głównymi winowajcami i mordercami. Reporterzy piszą: mordercy, mordercy, mordercy. Nasi najbliżsi spotykają się z pogardą. W nasze okna rzucane są kamienie. A panowie, którzy nas rzeczywiście wtrącili w to nieszczęście [rozkazodawcy], większość z nich jest teraz na wolności. Ale to właśnie my siedzimy na ławie oskarżonych i to strasznie boli".

Wilhelm Boger (dożywocie): „Podczas panowania rządów narodowo-socjalistycznych istniał dla mnie tylko jeden punkt widzenia: wykonywanie rozkazów bez żadnych ograniczeń. Dzisiaj dostrzegam, że idea, którą wyznawałem, przyniosła zniszczenie i była zła. Zaostrzone przesłuchania, zgodnie z rozkazem, były prowadzone przeze mnie. Ja nie brałem jednak udziału w zagładzie Żydów, tylko w zwalczaniu polskiego ruchu oporu i bolszewizmu".

Franz-Johann Hofman (dożywocie): „W całych Niemczech było od 700 do 800 obozów, a może nawet więcej. To były obozy pod psem, ale jeżeli coś się powiedziało, to grozili obozem koncentracyjnym. Kiedy byłem jeszcze w Dachau, to nie nadeszły ubrania oraz reszta zaopatrzenia i ja to zameldowałem. Wtedy sam Himmler kazał mi przyjść do siebie i powiedział, że jeżeli nie potrafię sobie poradzić, to wyśle mnie na rok do KZ. Innym razem zwróciłem się bezpośrednio do Berlina. Powiedziano mi, że mam trzymać się drogi służbowej. Ale gdzie są dzisiaj ci panowie? Gdyby chciano oskarżyć wszystkich tych, którzy wydawali wówczas rozkazy, to ta sala byłaby za mała, żeby ich pomieścić. To oni byli winni – ci, którzy siedzieli przy biurkach i telefonowali! Dzisiaj stoję po raz drugi przed sądem i brakuje mi już słów".

Tekst z tygodnika Uważam Rze, kwiecień 2012