No cóż, siła wyższa, trzeba płynąć z prądem, ale jeśli już, to przynajmniej choć trochę oryginalnie, bez oklepanego, powtarzającego się do znudzenia przywoływania kuchni staropolskiej. Nie przypadkiem właśnie teraz, w okresie noworocznym, gdy o kuchni i jedzeniu mówi się i pisze dużo, w paryskim liceum Jean Drouant kształcącym przyszłych hotelarzy i restauratorów, jeden z pedagogów – Nicolas  Poilevey – przygotował wraz z uczniami bankiet na 60 osób. Poilevey wykłada historię kucharstwa i gastronomii w prestiżowej Ecole Hôtelière Médéric, toteż nic dziwnego, że skorzystał ze swojej wiedzy i przygotował ucztę na sposób prehistoryczny.

Uczniowie mieli okazję przekonać się, jak to jest kroić mięso bez stalowego czy ceramicznego noża, przypiekać je bez patelni i używać tylko takich warzyw, jakie mieli do dyspozycji ludzie prehistoryczni. Zamiast garnków użyto rozgrzanych kamieni. Menu było następujące: ślimaki tłuczone ze skorupkami na sałatce z czyśćca bulwiastego, kawał sarniny upieczony na kamieniu, pieczone kasztany, borowiki, gruszki w miodzie i napar z rumianku.

Pomysł nie jest nowy, ale skopiowany właśnie ze wspomnianej Ecole Hôtelière Médéric. Kilka lat wcześniej, tuż przed Nowym Rokiem, prof. Antoine Balzeau z paryskiego Muséum National d’Histoire Naturelle również z pomocą studentów przygotował prehistoryczna ucztę. Tu też obyło się bez patelni, produkty krojono krzemiennymi, nie zaś współczesnymi nożami. Do stołu nie podano, ponieważ w epoce kamienia ten sprzęt nie był jeszcze znany, toteż biesiadnicy mieli do dyspozycji rozesłane na ziemi skóry i maty z włókien roślinnych. Podano: bulion z kurek (grzybki) i pokrzyw, połeć z dzika na leszczynowym rożnie oraz napar z tymianku i rozmarynu osłodzony miodem.

Prehistoryczne dania nie są wysysane z palca. Archeolodzy gromadzą coraz więcej informacji o pradawnej kuchni. Na przykład w Alacahöyük w Turcji odkopano osadę sprzed 4 tys. lat. Dr Omur Akkor przygotował prehistoryczne menu w oparciu o to, co ujawniła tam ziemia. Zachowały się w niej pozostałości po mięsie (kości), nasiona zbóż i warzyw, pestki owoców. Archeolodzy ustalili, że placki wypiekano bez drożdży, z mąki nieprzesiewanej, dlatego zgrzytały w zębach. I takie właśnie placki upiekł dr Akkor. Ze stanowiska tego pochodzą także gliniane tabliczki z pismem hetyckim (Hetyci w XVII wieku p.n.e. stworzyli państwo w Anatolii). Tabliczki informują, że jadano m.in. zimne mięsiwa, cebulę (gotowaną i pieczoną). Jeśli po kuchni pętało się jakieś zwierzę (najczęściej koza), a do tego kucharz miał brudną brodę, ręce i włosy, to na pewno brał w skórę, a bywało, że był skracany o głowę.

Lista produktów spożywanych obecnie ustaliła się pod koniec epoki kamienia, wraz z nastaniem rolnictwa. Na terenie dzisiejszej Polski miało to miejsce ok. 7000–6000 lat temu. Na owej liście są: baranina, wieprzowina, wołowina, zboże, soczewica, groch, cebula, por, czosnek, itp. Konserwowanie żywności poprzez suszenie i wędzenie znane było już jaskiniowcom. Istotnego gastronomicznego wynalazku – kiszenia – dokonano przed dwoma tysiącami lat na terenach Słowiańszczyzny. Jak przedstawiały się te pionierskie kiszonki, pojęcie daje nam Adam Maurizio, profesor Politechniki Lwowskiej, autor niesłusznie zapomnianej i niewznawianej książki „Pożywienie roślinne i rolnictwo w rozwoju dziejowym” (Warszawa 1926): „Chłopi z guberni wiackiej za Wołgą kwaszą różny materiał roślinny w pierwotny sposób. Beczka na ten cel przeznaczona stoi pod ściekiem z dachu chałupy, kładą do niej różne odpadki jedzenia jak ziemniaki, kapustę, buraki, różne jarzyny i owoce. Pod jesień odstawia się tę beczkę, do której lała się woda z dachu; zawartość to marznie, to taje i kiśnie. Jedzą chłopi tę kiszonkę na wiosnę i w lecie, zabierają pewną część z sobą, idąc na pole do pracy, w worku skórzanym, który zawiązują sznurkiem. Worki, leżąc na słońcu, rozdymają się i przewracają z boku na bok...”.

Było, ale na szczęście minęło. A okazjonalny felieton o kulinariach, wpisany w okres świąteczny, związany z bardziej niż zazwyczaj intensywnym ucztowaniem oraz bywaniem w gościach i przyjmowaniem gości, warto zakończyć cytatem z książki wybitnego niemieckiego historyka Ernsta Schuberta „Jedzenie i picie w średniowieczu”: „W perspektywie porządku życia święta mają swoje stałe miejsce, dowodząc nieodzowności współistnienia ludzi w ramach wspólnej radości życia, mimo wszystkich codziennych konfliktów”. Jednym słowem: ważniejsze od tego, co jest na stole, jest to, kto przy nim zasiada.