Za zbrodnie wojenne oraz zbrodnie przeciwko ludzkości i pokojowi Międzynarodowy Trybunał Wojskowy w Norymberdze skazał 22 najwyższych rangą dygnitarzy III Rzeszy na karę śmierci przez powieszenie. Trzy osoby zostały skazane na dożywocie, cztery na długoletnie kary więzienia, a trzy uniewinniono. Do dzisiaj kontrowersje budzą długoletnie kary więzienia dla byłego ministra do spraw uzbrojenia III Rzeszy Alberta Speera, przywódcy Hitlerjugend Baldura von Schiracha, pierwszego protektora Czech i Moraw Konstantina von Neuratha oraz prezydenta III Rzeszy i naczelnego dowódcy Wehrmachtu z nadania Adolfa Hitlera, wielkiego admirała Karla Dönitza. W opinii wielu historyków, w tym także mojej, trzech pierwszych z tej grupy oskarżonych bez wątpienia było winnych zbrodni przeciw ludzkości i pokojowi. Wielki admirał Karl Dönitz miał zaś na swoim koncie zbrodnie wojenne, za które jedyną karą powinna być śmierć.

Kiedy 18 lutego 1942 r. zginął w katastrofie lotniczej inżynier Fritz Todt, minister uzbrojenia i amunicji III Rzeszy, Hitler natychmiast na jego zastępcę wyznaczył Alberta Speera. Głównym zadaniem powierzonym Speerowi była budowa pasów obronnych: Linii Zygfryda i Wału Atlantyckiego oraz utrzymanie produkcji wojennej państwa, z czego Speer wywiązał się z nawiązką. W ciągu dwóch lat podwoił bowiem produkcję samolotów, potroił produkcję pojazdów opancerzonych, a produkcję dział artyleryjskich zwiększył czterokrotnie.

Czytaj więcej

Rozkaz Nerona. Alianci mieli zastać jedynie spaloną ziemię

Jednak w czasie procesu norymberskiego ten cyniczny zbrodniarz kłamał, że nie wiedział, iż filarem gospodarki niemieckiej w czasie wojny była praca niewolnicza milionów Żydów, Polaków, Rosjan, Francuzów, Duńczyków, Jugosłowian, Greków i przedstawicieli innych narodów. Sędziowie dali się nabrać na zapewnienie Speera, że nie znał metod „pozyskiwania” tej siły roboczej. A przecież, jak to trafnie ujął historyk prof. Jens-Christian Wagner, „niszczenie ludzi przez pracę było niemieckim wynalazkiem”. Inny niemiecki historyk prof. Thomas Kuczynski wyliczył, że robotnicy przymusowi stanowili 25 proc. ogółu siły roboczej Niemiec. Aż 8 mln obcokrajowców zostało zmuszonych do pracy na rzecz III Rzeszy. „To była najbardziej publiczna zbrodnia Niemiec” – podkreśla prof. Elizabeth Harvey z Uniwersytetu Nottingham. Każdy Polak mieszkający na terytoriach okupowanych przez Niemców, w wieku między 14. a 70. rokiem życia, miał obowiązek pracy na rzecz III Rzeszy. Przez sześć lat 2,5 mln naszych siłą wywiezionych do Niemiec rodaków harowało w nieludzkich warunkach na rozwój tego kraju. Dzisiejszy dobrobyt RFN to także ich zasługa.

Polecam Państwu dwuczęściowy niemiecki film dokumentalny Friedricha Küppersbuscha „Niewolnicy Hitlera. Praca przymusowa”, wyprodukowany przez telewizję Planete+. Zabrakło mi w nim co prawda wypowiedzi polskich historyków, ale uważam, że pod każdym innym względem został bardzo uczciwie i rzetelnie zrealizowany. Choć temat jest bardzo trudny i bolesny, to warto, żeby ten film zobaczyli ludzie młodzi.

W czasie, kiedy 3 mln niemieckich mężczyzn walczyło na frontach Europy, cała produkcja III Rzeszy była uzależniona od pracy robotników przymusowych. Ludzie ci byli porywani na ulicach polskich miast i polskich wsi. Polscy, francuscy i radzieccy jeńcy wojenni mieli bezprawnie zmieniany status na cywilny i trafiali do obozów pracy przymusowej. SS traktowało Żydów jako swoją własność, którą można odpłatnie wypożyczać niemieckim inwestorom. Wszyscy ci ludzie stanowili razem niewolniczą, pozbawioną wszelkich praw siłę roboczą budującą niemieckie zaplecze wojenne. Korzystały na tym niemieckie firmy i zakłady produkcyjne. Ich lista jest naprawdę długa. Dość wspomnieć BMW, IG Farben, AEG, Oetker, Kodak, RWE, MAN i wiele innych. Część z nich pospiesznie zmieniła nazwy. Obiecuję, że do tego tematu wrócę jeszcze na łamach „Rzeczy o Historii” i miesięcznika „Uważam Rze Historia”.

W mojej opinii wszyscy oskarżeni w pierwszym procesie norymberskim z wyjątkiem Franza von Papena zasługiwali na najwyższy wymiar kary. Jestem przekonany, że gdyby sędziowie Międzynarodowego Trybunału Wojskowego dysponowali naszą obecną wiedzą, zmieniliby zdanie wobec tych, którym w 1946 r. pozwolili uniknąć szubienicy.