W 1263 r., trzecim roku powstania plemion pruskich przeciwko Krzyżakom, sytuacja niemieckich braci zakonnych była niezwykle trudna. Broniły się już tylko nieliczne twierdze, takie jak Królewiec, a na domiar złego przywódca plemienia Natangów, Herkus Monte, przyniósł wojenną pożogę do samego matecznika Krzyżaków, czyli ziemi chełmińskiej, którą wedle relacji kronikarza Piotra z Dusburga „uczynił czerwoną od krwi chrześcijańskiej”. Wczesną wiosną, pod osłoną puszcz, Prusowie podeszli niezauważeni pod najważniejsze zamki i zaatakowali znienacka zaskoczonych Krzyżaków. Po zdobyciu olbrzymich łupów i wzięciu wielu jeńców rozpoczęli odwrót. W pościg za nimi, na czele zebranych naprędce sił zakonnych, ruszył mistrz krajowy Helmeryk von Würzburg. Udało mu się dogonić oddział Montego w ziemi lubawskiej. Krzyżacy zaatakowali niemal z marszu, popełniając wielki błąd. Würzburg miał naprzeciw siebie znakomitego wodza, który dodatkowo świetnie znał swojego przeciwnika. I to nie tylko z poprzednich bitew i potyczek.

Wychowany przez Krzyżaków

Kiedy Herkus miał kilkanaście lat, do Natangii po raz pierwszy wtargnęli rycerze zakonni. Ich łupem padł także gród Montemidów, możnego rodu, z którego pochodził Monte. Jego rodzice musieli oddać pierworodnego najeźdźcom jako zakładnika, co było częstą metodą stosowaną przez Krzyżaków podczas podboju Prus. Trafił do Magdeburga, gdzie otrzymał chrzest, a wraz z nim nowe imię – Henryk (po łacinie Henricus, skrócone potem do Herkus). „Pod opieką” zakonnych nauczył się pisać i czytać po niemiecku i łacinie, a także rzemiosła wojennego w wydaniu zachodnim.

Krzyżacy w czasach wypraw krzyżowych – rycina przedstawia typowe uzbrojenie i stroje

Krzyżacy w czasach wypraw krzyżowych – rycina przedstawia typowe uzbrojenie i stroje

North Wind Picture Archives / Alamy Stock Photo

Krzyżacy po raz pierwszy zlekceważyli swojego byłego podopiecznego 21 stycznia 1261 r. W początkowej fazie powstania armia krzyżacka, której trzon stanowili krzyżowcy przybyli z Westfalii i okolic Magdeburga, pewna siebie i doskonale wyposażona, z pełnym taborem, wyruszyła z Królewca, kierując się w stronę Natangii. W połowie drogi niedaleko pruskiego Pokarwis założono słabo chroniony obóz, a główne siły podążyły dalej w głąb ziem Prusów. Na to czekał Herkus, który wraz z silnym oddziałem śledził ich poczynania, kryjąc się pod osłoną lasów. Prusowie opanowali obozowisko i przygotowali zasadzkę, w którą wpadli powracający z łupami i niewolnikami Krzyżacy. Prusowie wycięli ich niemal w pień.

Dwa lata później, podczas wyprawy do ziemi chełmińskiej, Monte opracował równie przebiegły plan. Doskonale wiedział, że jest ścigany przez von Würzburga, dlatego, podobnie jak pod Pokarwis, starannie wybrał miejsce bitwy i odpowiednio je przygotował, budując siedem linii zasieków. Po rozpoczęciu bitwy pruscy wojownicy przez długi czas skutecznie bronili się, odpierając kolejne uderzenia nieprzyjaciela. W pewnym momencie zaczęli się wycofywać, a uradowani Krzyżacy rzucili się za nimi w pościg, łamiąc szyk. Na to właśnie liczył Monte. Jego podkomendni błyskawicznie zawrócili i związali rozproszonego przeciwnika walką wśród zasieków. Krzyżacy ponieśli druzgocącą klęskę – zginął m.in. mistrz krajowy i 40 braci-rycerzy. Piotr z Dusburga ubolewał, że „(...) polegli w niej prawie wszyscy znakomici i doborowi mężowie, których mądrość i zapobiegliwość rządziła ziemią pruską i kierowała wojnami”, a wraz z nimi zginęło „całe wojsko chrześcijańskie”.

Żadnego pana nad sobą

Herkus Monte przyszedł na świat w okolicach dzisiejszego Górowa Iławeckiego w 1225 r., na rok przed sprowadzeniem rycerzy Zakonu Szpitala Najświętszej Marii Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie na ziemię chełmińską. Urodził się w krainie położonej na skraju cywilizacji, zamieszkałej przez wolne plemiona pielęgnujące od wieków własne obyczaje i wierzenia, dojrzewał zaś w czasach wojny, pogardy i dezintegracji dawnego świata.

W starożytności ludy bałtyjskie żyjące w ujściu Wisły i Niemna nazywano Estami. Przybyły one w ten zakątek Europy na początku naszej ery. Część z tych plemion w późniejszym okresie zaczęto określać mianem Prusów, chociaż oni sami nie używali tej nazwy. Czuli się raczej Pomezanami, Pogezanami, Sambami, Natangami, Warmami, Bartami, Lubawami, Nadrowami, Skalowami czy Sasinami, a pojedynczy Prus zawsze najsilniej związany był z własnym rodem i najbliższą okolicą zwaną lauksem. Żyli głównie z uprawy roli, wielu trudniło się handlem, z czasem wykształciły się także grupy możnych, którzy odpowiadali za organizowanie wypraw wojennych i obronę. W XI w. kronikarz Adam z Bremy zapisał: „Niedostępni wśród bagnisk, nie cierpią żadnego pana nad sobą”. Społeczeństwo pruskie było bowiem zbiorowiskiem ludzi wolnych (niewolnicy byli bardzo nieliczni), a postanowienia dotyczące całej ludności zapadały na wiecach.

Bardzo ważną rolę w życiu Prusów odgrywała religia opierająca się na kulcie przyrody, a funkcję świątyń pełniły tzw. święte gaje. Wierzyli w życie pozagrobowe i czcili zmarłych. Warto także podkreślić, że Prusowie dbali o higienę osobistą, co w tamtych czasach nie było powszechne – Jan Długosz odnotował w swojej kronice, że zarówno mężczyźni, jak i kobiety chodzili codziennie do łaźni, aby „wypędzić z ciała skutki opilstwa z poprzedniego dnia i przedłużyć życie”.

W drugiej połowie XII w. w społeczeństwie Prusów wzrosła rola drużyny, co skutkowało m.in. intensyfikacją wypraw łupieskich. Szczególnie dotkliwie odczuły to ziemie polskie (Mazowsze, Kujawy, Pomorze) i ruskie. Polscy książęta najpierw podejmowali próby organizowania własnych misji chrystianizacyjnych, a nawet założyli zakon rycerski braci dobrzyńskich, ale ostatecznie Konrad Mazowiecki podjął fatalną decyzję o sprowadzeniu na pogranicze polsko-pruskie Krzyżaków. Ci, wykorzystując słabość polskich władców, stosując metodę faktów dokonanych, fałszując dokumenty i prowadząc sprytne rozgrywki dyplomatycznie na arenie międzynarodowej, szybko dokonali tego, co nieco wcześniej nie udało się im na terenie węgierskiej ziemi Borsa (próbując ją oderwać od Królestwa Węgier, zostali zbrojnie spacyfikowani i wygnani przez tamtejszego władcę) – zdobyli trwały przyczółek w ziemi chełmińskiej i zyskali pełną swobodę w podboju i kolonizacji ziem Prusów.

Zaczęło się skromnie – od przybycia w 1228 r. zaledwie trzech braci-rycerzy i założenia małego gródka w okolicach dzisiejszego Torunia, którego strażnica znajdowała się w gałęziach olbrzymiego dębu. „Jedną z pierwszych ich ofiar stał się niejaki Pipin, siedzący w zameczku Piegża. Zbrojni mnisi schwytali go i po swojemu ukarali za to, że przyjąwszy dawniej chrzest, powrócił do pogaństwa. Rozcięto mu brzuch, przybito kiszki do drzewa i ganiano wokół, aż wszystkie wnętrzności owinęły się na pniu. Podboju Prus dokonali Krzyżacy sposobami, wobec których śmierć Pipina nie jest niczym wyjątkowym” – pisze Paweł Jasienica w „Polsce Piastów”.

Prusowie początkowo stawili słaby opór. Pomimo dobrego uzbrojenia i waleczności brak jednolitej organizacji państwowej uniemożliwiał im równą walkę z Krzyżakami i wspierającym ich zachodnioeuropejskim rycerstwem, które organizowało rejzy na ziemie pruskie pod hasłem wypraw krzyżowych przeciw poganom. Każde plemię pruskie walczyło na własną rękę. Tymczasem Krzyżacy działali z żelazną konsekwencją i wedle ściśle określonego planu. Najpierw podbijali ziemie położone wzdłuż szlaków wodnych i wybrzeża morskiego, aby zapewnić sobie dobrą komunikację i zaopatrzenie, następnie błyskawicznie wznosili w miejscu strategicznym zamek obronny, którego Prusowie nie potrafili zdobyć. Wtedy rozpoczynała się niemiecka kolonizacja zdobytych ziem, a z wciąż umacnianych i rozbudowywanych twierdz wychodziły kolejne wyprawy, tym razem w głąb lądu. W 1240 r. przyszła kolej na Natangię, rodzimą ziemię Herkusa Monte, i to wtedy został on krzyżackim zakładnikiem w Magdeburgu.

W 1273 r. Herkus Monte został złapany przez Krzyżaków, którzy obawiali się go tak bardzo, że najpier

W 1273 r. Herkus Monte został złapany przez Krzyżaków, którzy obawiali się go tak bardzo, że najpierw powiesili go, a następnie, aby mieć pewność, że nie żyje, przebili jego ciało mieczem

autor nieznany/wikipedia/domena publiczna

Wielkie powstanie pruskie

Herkus powrócił w rodzinne strony po blisko dziesięciu latach, niektórzy badacze twierdzą nawet, że w zakonnym płaszczu z czarnym krzyżem. Był człowiekiem dwóch kultur, pruskiej i niemieckiej, dlatego początkowo pragnął w sposób pokojowy połączyć oba bliskie mu światy. Jego powrót zbiegł się z podpisaniem przez Krzyżaków i przedstawicieli pruskich plemion tzw. traktatu dzierzgońskiego, który kończył pierwsze powstanie wymierzone przeciw zakonowi. Zobowiązywał on Prusów do ostatecznego wyrzeczenia się dawnej wiary oraz służby wojskowej dla Krzyżaków. W zamian otrzymali wolność osobistą, równouprawnienie z ludnością niemiecką i ochronę. Obietnice te Krzyżacy notorycznie łamali – tych, którzy odmawiali przyjęcia chrztu, bezwzględnie mordowali, a pozostałych uciskali fiskalnie i politycznie. Wyjątkiem były grupy pruskich możnych, których lojalność udało się zakonowi kupić nadaniami i przywilejami.

Bunt wśród Prusów ponownie narastał, Krzyżacy postanowili więc działać prewencyjnie. W Natangii wójt krzyżacki Wolrad zaprosił do siebie przedstawicieli miejscowej starszyzny, rzekomo w celu negocjacji. Wydał ucztę „i kiedy ci upili się (…), wyszedł, zamknął drzwi i wspomnianą szlachtę oraz zamek spalił na popiół” (Piotr z Dusburga). Monte szczęśliwie nie uczestniczył w krwawej biesiadzie, ale po tym wydarzeniu zrozumiał, że z Krzyżakami jakikolwiek pokojowy dialog jest niemożliwy. Zbrodnia ta, a także druzgocąca klęska wojsk zakonnych w bitwie ze Żmudzinami opodal jeziora Durbe były iskrami, które we wrześniu 1260 r. wznieciły drugie i największe powstanie pruskie. Kronikarz Piotr z Dusburga zanotował: „W przeddzień święta Świętego Mateusza Apostoła i Ewangelisty Prusowie, widząc, że bracia w czasie tej wojny zostali osłabieni (...), dodali zło do zła i gwałt do gwałtu; i ponownie odstąpili od wiary i wiernych, i powrócili do dawnych błędów; na wodzów i dowódców swojego wojska wybrali: Sambowie pewnego męża zwanego Glande, Natangowie – Henryka Monte, Warmowie – Glappa, Pogezanie – Auttuma, Bartowie – Diwana”.

Przywódca Natangów początkowo nie zamierzał wyrzekać się wiary chrześcijańskiej. W imieniu pruskich plemion napisał nawet list do papieża Urbana IV, tłumacząc wybuch powstania nieprawościami zakonu krzyżackiego i oddając się pod opiekę biskupa Rzymu. Ten był jednak po stronie nieprzyjaciół – nie tylko nie odpowiedział Herkusowi, ale wezwał do antypruskich krucjat, a ich uczestnikom udzielał odpustów. Rozgoryczony Herkus ponownie zawierzył dawnym puszczańskim bogom i stanął do walki.

Atak na krzyżackie zamki i strażnice był chyba po raz pierwszy w pruskiej historii świetnie skoordynowany. Wszystkie plemiona, poza Pomezanami, uderzyły jednocześnie i całkowicie zaskoczyły zakonników. Ostały się jedynie załogi zamków położonych nad rzekami i nad zalewem, jak Welawa, Królewiec, Bałga, Elbląg, oraz twierdze zlokalizowane poza Prusami, np. w ziemi chełmińskiej. Krzyżacy zaczęli w popłochu ściągać posiłki z Niemiec, ale i Prusowie otrzymali silne wsparcie – wspomógł ich władca Litwy Mendog, a później także Jaćwingowie.

Po wielkim zwycięstwie pod Lubawą Herkus Monte i powstańcy byli u szczytu powodzenia. Wódz Natangów, doskonale obeznany z zachodnią sztuką walki, przyczynił się do zdobycia wielu krzyżackich zamków. Wielokrotnie przebiegle wykorzystywał swoją świetną znajomość języka niemieckiego, wywabiając przeciwnika z bronionych grodów lub wciągając w zasadzki. Zacięte walki trwały przez kolejne dziewięć lat. Pomimo wielu wygranych bitew Prusom nie udało się całkowicie złamać oporu Krzyżaków, którzy – wspierani przez uczestników licznych antypruskich krucjat – zaczęli powoli, ale nieubłaganie odzyskiwać utraconą pozycję. Wzmogli także terror, stosując coraz częściej taktykę spalonej ziemi: niszczyli zasiewy, palili wsie, a wszystkich mieszkańców, bez względu na wiek i płeć, mordowali lub zmuszali do ucieczki. Ziemie Prusów szybko się wyludniały. To obniżało morale powstańców i ograniczało poparcie dla nich wśród zwykłego ludu. Dodatkowo Niemcy skutecznie rozbijali ich jedność, przekupując niektórych pruskich wielmożów, którzy zdradzali swoich pobratymców, nierzadko wydając ich na śmierć. W ten sposób pojmano i stracono m.in. wodza Warmów. W 1271 r. podczas jednej z wypraw do Pomezanii zginął także najbliższy współpracownik Montego, przywódca Bartów, Diwan.

W 1273 r. nowy mistrz krajowy – Dytryk von Gatersleben – spustoszył Natangię i zdobył najważniejszy gród w tym regionie. Ranny Monte schronił się w okolicznych lasach, gdzie próbował organizować walkę partyzancką. Ale i on został zdradzony, ktoś wskazał miejscowemu komturowi jego kryjówkę. „Henryk Monte (…) z kilkoma swoimi druhami udał się w miejsce odludne i tam siedział sam w swoim namiocie, gdy jego towarzysze poszli na polowanie. Nieprzewidzianym zrządzeniem losu nadeszli bracia Henryk z Schönburga, komtur Dzierzgonia, i Helwig z Goldbach razem z kilkoma zbrojnymi, i gdy ujrzeli Henryka, doznali wielkiej radości, pochwycili go i powiesili na drzewie. A gdy ten wisiał, przebili go jeszcze mieczem” (Piotr z Dusburga).

Po śmierci wodza opór Natangów zaczął słabnąć. Podobnie jak innych pruskich plemion. Powstanie tliło się jeszcze do roku 1283, kiedy to Krzyżacy zrównali z ziemią ostatnie zbuntowane osady, kończąc tym samym po 50 latach krwawy podbój ziem Prusów. Niemieccy najeźdźcy wymordowali w tym czasie ponad 70 tys. rdzennych mieszkańców tych ziem, co wedle szacunków historyków stanowiło około 40 proc. całej populacji. Rozproszeni Prusowie w kolejnych wiekach ulegli germanizacji, na wschodzie zasymilowali się z Litwinami, na południu zaś z Mazurami, czyli napływową ludności polską z Mazowsza. Pruskie dziedzictwo przetrwało do dzisiaj jedynie w nazwach niektórych miejscowości na terenie współczesnej Warmii i Mazur. W pamięci potomnych zachowały się także bohaterskie czyny Herkusa Monte. To właśnie jego postać zainspirowała Adama Mickiewicza do napisania „Konrada Wallenroda”, a w XX w. Monte trafił do litewskiego panteonu bohaterów narodowych.