Uważał za to, że kolor skóry jest znacznikiem charakteru ludzkiego. Czarny kolor skóry Afrykanów traktował jako zewnętrzną sygnaturę przypisanej tej rasie głupoty. Jasny odcień skóry kojarzył natomiast z wrodzoną inteligencją Europejczyków. Pogląd o stałym powiązaniu koloru ludzkiej skóry z różnym poziomem inteligencji dzielił z francuskim biologiem Georges’em Cuvierem. Ten francuski uczony postulował istnienie trzech ras ludzkich. „Najmądrzejszą, najpiękniejszą i najdoskonalszą” była w jego opinii rasa kaukaska. Drugą była rasa mongolska, bez wątpienia zdolna, zaradna i groźna, ale niedorównująca inteligencją Europejczykom. Trzecią była rasa etiopska, którą Cuviere uważał za najpodlejszą ze wszystkich.

W 1859 roku Karol Darwin wydał swoje przełomowe dzieło „O powstawaniu gatunków drogą doboru naturalnego”. Przekonywał w nim, że wszystkie żyjące stworzenia, z ludźmi włącznie, ukształtowały swoje cechy w wyniku długiej serii powtarzających się co jakiś czas zmian. Dlatego za konieczne uważał usystematyzowanie taksonomii i klasyfikacji tych odmian. Pierwszą osobą, która podjęła się tej próby, był przyjaciel Darwina, angielski zoolog Thomas Henry Huxley. Odrzucał pogląd, że istnieją tylko trzy wielkie rasy ludzkie. Podkreślał, że skoro ludzie mają aż tyle odcieni skóry, to wskazują one na więcej różnic rasowych. Wprowadził przy tym określenia, które dzisiaj mogą jedynie bawić. Na przykład blondynów o bardzo jasnej karnacji kwalifikował pod nazwą Xanthochroni, a Murzynów o niemal czarnym kolorze skóry jako Melanochroni.

Afrykanów opisywał jako rasę o znacznie lepszych walorach fizycznych od białych, ale za to znacznie głupszych. Tworzył zatem przekonanie, że są rasy przez naturę wyznaczone do ciężkiej pracy fizycznej i inne, których przeznaczeniem jest rozwój intelektualny.

Prace Huxleya kontynuował na początku XX wieku amerykański antropolog Carleton Coon, który wprowadził pięć kategorii ras gatunku Homo sapiens: kaukazoidalną, mongoidalną (przypisał do niej także rdzenne ludy obu Ameryk), australoidalną (australijscy Aborygeni) oraz dwie odmiany rasy negroidalnej: kongoidalną (ludy zamieszkujące Afrykę środkową i południową) oraz kapoidalną.

Darwiniści stanęli jednak przed dylematem: czy rasy powstały w wyniku ewolucji jeszcze w Afryce czy dopiero po „wyjściu z Afryki”? Zwolennicy drugiej koncepcji dowodzili, że ludzi, którzy wywędrowali z Afryki, musiała cechować ciekawość i umiejętność radzenia sobie w nowym środowisku, co miało być dowodem ich większej inteligencji w porównaniu z tymi, którzy zostali na terenach dzisiejszej Tanzanii.

Niemieccy antropolodzy stworzyli na tej podstawie swoją bełkotliwą teorię o rasach wyższych i niższych, zaadoptowaną przez nazizm. Na szczęście współczesna genetyka ostatecznie obala te bzdury.

Przyjmuje się, że czas pokoleniowy wynosi ok. 25 lat, co oznacza, że w jednym stuleciu żyją średnio cztery ludzkie pokolenia. Liczba naszych przodków ulega podwojeniu przy cofaniu się w czasie z każdym pokoleniem. Ale to by oznaczało, że każdy z nas musiałby mieć w 1022 roku 1 099 511 627 776 przodków. Jak to możliwe, skoro Europę zamieszkiwało jedynie 39 milionów ludzi? Po prostu wszyscy mieliśmy wspólnych europejskich przodków. Nie jednego czy dwóch, ale wszystkich. Brytyjski genetyk Adam Rutherford dowodzi, że jeżeli jesteś Europejczykiem, to każdy mieszkaniec tego kontynentu w X wieku to twój przodek. Każdy z nas jest też krewnym wszystkich ludzi żyjących teraz lub w przeszłości na tej planecie, ponieważ w jakiejś linii czasowej dzieli z nim wspólnego przodka. „Rasy wyższe”, „arystokracja” czy „narody wybrane” po prostu nie istnieją. To fantomy naszych uprzedzeń i mitów.

Jestem takim samym potomkiem królów z dynastii Plantagentów jak Elżbieta II, krewna każdego, kto czyta ten artykuł.

W twojej i mojej rodzinie był Jezus Chrystus i Poncjusz Piłat, Albert Einstein i Adolf Hitler, Juliusz Cezar i Marek Brutus, Echnaton, Czaka wódz Zulusów, Montezuma II, jak i każda osoba, którą kiedykolwiek lub gdziekolwiek spotkamy w swoim życiu. Jaki zatem sens ma rasizm?