Jedną z tureckich turystycznych atrakcji „z wyższej półki” jest zamek św. Piotra w Bodrum, wzniesiony przez zakon kawalerów maltańskich. Obecnie mieści się w nim chętnie odwiedzane Muzeum Archeologii Podwodnej. Jego główną atrakcją – nie licząc fenomenalnej kolekcji śródziemnomorskich amfor z różnych okresów – jest wrak statku sprzed 3500 lat. Niczego nie ujmując temu niezwykłemu miejscu, zanosi się na to, że na polskim wybrzeżu będziemy mieli miejsce pod tym względem nie mniej atrakcyjne.

Nowy gmach dla starych przedmiotów

Największe polskie miasta mogą się pochwalić muzeami archeologicznymi. Teraz do tego grona dołącza miasto nieduże, ale muzeum, jakie w nim powstaje, będzie obiektem zazdrości wielkich muzealnych potentatów. W Łebie udostępniono wykonawcy plac pod budowę Muzeum Archeologii Podwodnej i Rybołówstwa Bałtyckiego. Będzie to oddział Narodowego Muzeum Morskiego w Gdańsku. Właśnie rozpoczął się drugi etap inwestycji.

Budynek muzeum wyrośnie u ujścia rzeki Łeby do Bałtyku. Zaprojektowali go Plus3Architekci sp. z o.o. z Warszawy. Jednorodna bryła budynku będzie otwarta na kanał portowy i miejską promenadę.

„Zaprojektowany budynek ma oryginalną nowoczesną i dynamiczną formę. Kształt i nachylenie frontowej falującej fasady pokrytej giętymi drewnianymi listwami oraz pionowo rozpięte liny nadadzą obiektowi żeglarski charakter i nawiążą do wyrzuconego na brzeg konaru, kadłuba statku, morskich fal czy nadmorskich wydm” – informuje PortalMorski.pl.

Istotą każdego muzeum jest gromadzenie zbiorów i ich prezentacja. Ale w Łebie znajdą się również rzeczy godne uwagi, których jednak nie da się zaprezentować zwiedzającym. Tym czymś jest maksymalne ograniczenie zapotrzebowania na energię nieodnawialną. Projektanci sięgnęli po najnowocześniejsze ekologiczne pompy pracujące w oparciu o gruntowy wymiennik ciepła oraz instalację fotowoltaiczną o mocy około 50 kW. Ale ludzie będą przychodzili do tego muzeum nie po to, by oglądać te pompy (zresztą do pompowni „niezatrudnionym wstęp wzbroniony”). Dla zwiedzających stworzona zostanie wystawa stała.

Ukaże ona różne aspekty podwodnych badań archeologicznych prowadzonych w Morzu Bałtyckim przez naukowców z Narodowego Muzeum Morskiego w Gdańsku. Drugi filar tej przyszłej wystawy to dzieje rybołówstwa bałtyckiego ukazane poprzez zabytki wydobyte z głębin. Zwiedzający zobaczą aranżacje słowiańskich łodzi z czasów wikingów, średniowieczną technikę szkutniczą, historie ratownictwa morskiego i bałtyckich portów.

Zwyczajne (jeśli tak można powiedzieć) muzea archeologiczne pod jednym względem są w korzystniejszej sytuacji od zwyczajnych muzeów o profilu historycznym: praktycznie cały czas wzbogacają swoje zbiory o kolejne eksponaty; wykopaliska prowadzone są w zasadzie wszędzie, w każdym regionie, przerywane są tylko na czas mrozów, śnieżyc, powodzi itp.

Historia dźwigana z dna

A wykopaliska podwodne? Trzeba stwierdzić, że ich potencjał „zabytkodajny” jest ogromny. Żeby nie być gołosłownym, oto przykłady kilku najnowszych odkryć. Ukazują one, na jakie zabytki może liczyć muzeum archeologii podwodnej, gdziekolwiek by było.

Bizantyjski statek zatonął w pobliżu chorwackiej wyspy Mljet. Pływał w X–XI wieku, czyli w czasach, gdy Piastowie dopiero wznosili zręby państwa polskiego. Wrak zbadali specjaliści z Croatian Conservation Institute w Zagrzebiu i z Uniwersytetu w Wenecji, pracami kierował światowej sławy badacz prof. Carlo Beltrame (prowadził wykłady w Instytucie Archeologii Uniwersytetu Warszawskiego).

We wraku odnaleziono ponad 150 glinianych amfor ze stemplami świadczącymi o pochodzeniu z rejonu morza Marmara. Na szyjach amfor widnieją znaki handlowe, a na wewnętrznych ściankach zachowały się ślady po winie i oliwie. Statek przewoził także szklane naczynia wyprodukowane w regionie Palestyny.

Sporządzono trójwymiarowy obraz wraku. Taki obraz powstaje na podstawie metody fotogrametrycznej, która polega na odtwarzaniu kształtów, rozmiarów i wzajemnego położenia obiektów, w tym przypadku pod wodą, w oparciu o zdjęcia wykonywane z różnych miejsc, pod różnymi kątami. Pionierami tej techniki na gruncie archeologii podwodnej są naukowcy polscy. Właśnie ta technika zostanie zaprezentowana w Łebie, chociaż zabytki z tego wraku – raczej nie, ewentualnie za kilka lat.

Ale zabytki z wraku, na jaki natrafili przypadkowo pracownicy Urzędu Morskiego w Gdyni podczas rutynowego sondażu dna Zatoki Gdańskiej, związanego z potrzebami współczesnej żeglugi, znajdą się w Łebie w sposób oczywisty. O znalezisku powiadomione zostało Narodowe Muzeum Morskie w Gdańsku. Wrak spoczywa na głębokości 12 metrów, cztery kilometry na wschód od Gdyni-Orłowa. Wewnątrz kadłuba jest dużo kamieni – budulca tego używano do wznoszenia umocnień czy fundamentów. Statek służył do przewozu tego materiału w rejonie Zatoki Gdańskiej. Wskazują na to sosnowe bale wzmacniające kadłub od środka, zapobiegające nadmiernemu naciskowi kamieni na dno i burty. Z kadłuba wydobyto elementy takielunku, cynowe i gliniane naczynia, obuwie.

Szczególnym znaleziskiem jest kamionkowa butla wysokości 30 cm, widnieje na niej napis „Selters”. Tak brzmi nazwa niemieckiego miasteczka, w którym do XIX wieku butelkowano naturalną wodę gazowaną. Jednak butelka mogła być używana wtórnie do przechowywania dużo mocniejszego napoju. Na razie można ją oglądać w Gdańsku, w spichrzu na wyspie Ołowiance, ale prędzej czy później trafi do Łeby.

Trójwymiarowy animowany model wraku statku z pierwszej połowy XIX wieku przygotowało Narodowe Muzeum Morskie w Gdańsku. Wykonano go w ramach prac nad Wirtualnym Skansenem Wraków Zatoki Gdańskiej. Trudno sobie wyobrazić, aby ten animowany model nie „zawinął” do Łeby.

Wrak ten jest reliktem długiego na 30 metrów żaglowca z drewna dębowego. Analizy wykazały, że drewno użyte do jego budowy pochodzi z Pomorza Wschodniego. Z wraku wydobyto ponad 140 zabytków, m.in. fragmenty obuwia, naczynia ceramiczne, narzędzia ciesielskie, fragmenty glinianych fajek. Znaczna część wraku zagłębiona jest w dnie, z którego wystają elementy burt sięgające do wysokości pokładu. Stępka wraku znajduje się ponad dwa i pół metra pod powierzchnią dna.

Tego rodzaju modele są nie tylko atrakcyjne wizualnie, ale stanowią także uniwersalne i precyzyjne narzędzia pomiarowe dla archeologii podwodnej. Co istotne dla archeologów, metoda pozwala na dokumentowanie wraku także przy bardzo słabej widoczności pod wodą, ograniczonej nawet do mniej niż jednego metra. Badacze z Gdańska planują stworzenie trójwymiarowej dokumentacji archeologicznej wszystkich drewnianych wraków spoczywających w Zatoce Gdańskiej, na pierwszy ogień poszły wraki XVII-wiecznego „Solena” i XIX-wiecznego „Loreley”.

Jeśli nawet przyjąć, że wszystkie drogi zabytków wydobytych z wraków prowadzą do Łeby, to wcale nie oznacza, że wszystkie one wiodą z Gdańska. Na przykład podwodne wykopaliska prowadzą archeolodzy z uniwersytetów w Toruniu, Warszawie oraz Wrocławiu.

W lutym 2020 r. „Rzeczpospolita” informowała, że wrak dużej rzecznej jednostki transportowej sprzed kilku stuleci odkryto koło Warszawy podczas badania dna Wisły na przestrzeni kilkunastu kilometrów, od Kanału Żerańskiego po Jabłonnę. W ciągu całego 2019 r. archeolodzy przepłynęli motorówką około 400 km, równoległymi pasami zbadali 13 km rzeki, obszar około 13 hektarów. Wrak odkryty w czasie tych działań ma 37 metrów długości i 6 metrów szerokości; to szkuta – rodzaj statku używany od XIV do XVIII w. Taka jednostka mogła transportować nawet 100 ton ładunku. Badania prowadzą archeolodzy ze Stowarzyszenia Archeologów Jutra. Ponieważ utrudnia je minimalna przejrzystość wody wiślanej, nurkujący archeolodzy widzą na odległość zaledwie kilkudziesięciu centymetrów. Dodatkowo poszukiwania utrudnia wartki nurt. Można się spodziewać, że do muzeum w Łebie trafią zabytki wydobyte z polskich rzek w ekstremalnie trudnych warunkach.

Płynie nowe

Rozwijająca się od kilku dekad, na świecie i w Polsce, archeologia podwodna stała się prężną, ważną i bardzo widowiskową dziedziną najszerzej pojętej historii. Odkrywane i badane wraki mają nie tylko wartość naukową i poznawczą, ale również antykwaryczną, toteż należy je chronić przed rabusiami (ale to zupełnie odrębne zagadnienie). Przedmioty wydobywane z wraków swoim stanem zachowania często przewyższają zabytki odkopywane na lądzie. Dzięki archeologii podwodnej nastąpił skokowy przyrost wiedzy o szkutnictwie, technice okrętowej i handlu morskim na przestrzeni tysiącleci.

Ale nie koniec na tym, ponieważ archeolodzy podwodni już zaczynają korzystać z robotów nowej generacji AUV – Autonomous Underwater Vehicle. Unia Europejska przeznaczyła na ten program 4 miliony euro. Podwodne prace archeologiczne wykorzystujące statki badawcze obsługiwane przez wyszkoloną załogę kosztują dziennie nawet do 50 tys. euro. Tak wysokie koszty pozostają poza zasięgiem wielu placówek archeologicznych. Roboty AUV, o niebo tańsze w eksploatacji, w zasadzie rozwiązują ten problem, jednocześnie zaś umożliwiają eksplorowanie wraków na głębokościach niedostępnych dla płetwonurków.