7 października 1944 r. kilkuset więźniów przydzielonych do Sonderkommanda krematorium nr IV wszczęło bunt przeciwko swoim prześladowcom. Wkrótce później przyłączyła się do niego załoga Sonderkommanda krematorium nr II. W historiografii nazywa się to wydarzenie „powstaniem w Auschwitz”. Z jednej strony to określenie mocno przesadzone, z drugiej – odwaga buntowników zasługuje na szczególny szacunek, zwłaszcza wobec ceny, jaką zapłacili.

Ktoś kiedyś napisał, że w niemieckich obozach zagłady Sonderkommanda stanowiły ostatni krąg piekła. Te specjalne grupy robocze zazwyczaj tworzono z młodych więźniów, których zadaniem było zacieranie śladów zbrodni – palenie zwłok zabitych więźniów w krematoriach oraz kruszenie pozostałych kości. Ci młodzi ludzie często byli zmuszeni palić ciała swoich rodziców, żon, dzieci, rodzeństwa, przyjaciół...

Pod względem ludobójstwa pomysłowość niemieckich wynalazców nie miała granic. Proces mordowania był ściśle podzielony. Niemcy selekcjonowali, kto ma trafić za druty, a kto do komory gazowej. Strażnicy zapędzali ludzi do komór. A ostatni etap „obsługiwali” członkowie Sonderkommand – złożeni wyłącznie z więźniów żydowskich. Ci młodzi mężczyźni mieli nadzieję, że wykonując dla Niemców najpodlejszą pracę, zdołają uratować własne życie. Zdając sobie sprawę, że Niemcy będą mordować wszystkich świadków swojego ludobójstwa, pracownicy Sondekommenda przy krematorium nr IV utworzyli w czerwcu 1944 r. niewielką organizację podziemną pod przywództwem Jakowa Kamińskiego. Ktoś jednak doniósł na Kamińskiego. Esesmani potwornie go skatowali, ale nie wydobyli z niego danych współtowarzyszy. Dzięki temu członkowie grupy przetrwali i zaczęli gromadzić narzędzia, które mogłyby posłużyć jako broń w walce z niemieckimi prześladowcami. Pod koniec lata 1944 r. dowiedzieli się, że Sonderkommanda są powoli likwidowane. W krematorium nr II odkryli niedopalone szczątki swoich kolegów, którzy mieli być rzekomo wywiezieni do pracy w Majdanku. Kiedy zatem Niemcy rozkazali utworzyć im listę ochotników do pracy w fabryce gumy w Gliwicach, nikt się do niej nie zgłosił. Domyślali się, że to lista śmierci. W obliczu zbliżającej się egzekucji podjęli decyzję o wybuchu powstania.

7 października 1944 r. o godz. 13.30 uzbrojeni w łomy i kamienie więźniowie z załogi krematorium nr IV zaatakowali esesmanów. Kilku niemieckich wartowników wrzucili żywcem do pieców krematoryjnych. Dzięki materiałom wybuchowym przemyconym przez cztery żydowskie więźniarki powstańcom udało się wysadzić w powietrze część pieców krematoryjnych. Po kilkuminutowej walce część buntowników zdołała uciec do lasu i przedostała się do wsi Rajsko. Nie mieli jednak żadnych szans na przetrwanie. Obozowa strefa interesów ciągnęła się daleko za terenem KL Auschwitz–Birkenau. Wszyscy uciekinierzy zginęli.

W tym samym czasie także Sonderkommando krematorium nr II wszczęło bunt, wrzucając do pieców żywcem trzech niemieckich wartowników.

Dzisiaj te wydarzenia słusznie nazywamy powstaniem w Auschwitz. Zasługują na tę nazwę. 450 ludzi zginęło, zachowując ludzką godność. Niemcy byli zdumieni tak gwałtownym sprzeciwem w miejscu, nad którym mieli pełną kontrolę. Tego w zasadzie bali się od początku realizacji planu Ostatecznego Rozwiązania. Machina zagłady działała tak sprawnie dzięki zastraszeniu, kłamstwom, tworzeniu grup uprzywilejowanych i angażowaniu żydowskich więźniów w przemysłowy proces ludobójstwa. Bunt 450 więźniów oświęcimskiego Sonderkommanda nie tylko częściowo wyhamował maszynę zagłady, ale zasiał niepokój wśród prymitywnych niemieckich morderców wchodzących w skład obozowej załogi SS.

To dobra lekcja historii. Zawsze należy stawiać na swoim i się nie poddawać. Dlatego przy tej okazji pragnę wyrazić moje uznanie dla ministra spraw zagranicznych Zbigniewa Raua, który podpisał polską notę dyplomatyczną w sprawie niemieckich reparacji wojennych dla Polski. Pierwsze jej efekty widzimy. Szefowa niemieckiej dyplomacji szybko znalazła czas na wizytę w Polsce i spotkanie z powstańcami warszawskimi. Doceniamy takie gesty, ale skoro pani Annalena Baerbock twierdzi, że „Niemcy poczuwają się do swojej odpowiedzialności historycznej bez jakichkolwiek ograniczeń”, to niech Niemcy po prostu zapłacą za swoje winy.