Dzieje zakonu krzyżackiego i jego roli w dziejach Polski toną chyba w morzu stereotypów?

Tak. Krzyżacy są nie tylko częścią naszej historii, ale także tradycji narodowej. Tylko w naszym kraju używamy tej charakterystycznej nazwy „Krzyżacy”, „zakon krzyżacki”, a skrócona nazwa zgromadzenia używana na całym świecie brzmiała i brzmi „zakon niemiecki”. Poza tym „Krzyżaków” piszemy w naszym języku wielką literą, co od razu sugeruje obywateli państwa, a nie zakonników. Krzyżacy występują nie tylko w książkach historycznych, ale też literaturze czy filmie. Ten najważniejszy film, „Krzyżacy” Aleksandra Forda, znają chyba wszyscy.

Skąd się wzięły stereotypy?

Krzyżacy po hołdzie pruskim w 1525 r. nie budzili już w naszym kraju szczególnego zainteresowania. Pamięć o nich przetrwała jedynie w wielkich miastach Prus Królewskich, które celebrowały okrągłe rocznice ich wypędzenia. Pojawiają się znowu w okresie zaborów. Dynastia Hohenzollernów uznała ich za swoich ideowych poprzedników i wykorzystywała nie tylko do legitymizacji swojej obecności w Prusach, ale także do coraz bardziej antypolskiej retoryki. Używali symboliki zakonnej – w 1813 r. Karl Friedrich Schinkel projektuje Krzyż Żelazny, najważniejsze niemieckie odznaczenie wojskowe. Jako wzór bierze oczywiście krzyż zakonu krzyżackiego (bez zgody władz zakonu), który od tego momentu na zawsze będzie nam się kojarzył z niemiecką agresją i militaryzmem. Kulminacją była uroczystość poświęcenia odbudowanego kościoła na Zamku Wysokim w Malborku 5 czerwca 1902 r. i mowa cesarza Wilhelma II wzywająca naród niemiecki do przeciwstawienia się Polakom. Uroczystości odbyły się w otoczeniu wojska przebranego w stroje krzyżackie, wizualnie jasno definiując zakon w roli wroga Polski. Owocem oburzenia Polaków były obchody krakowskie 500-lecia bitwy grunwaldzkiej w 1910 r. Nic więc dziwnego, że Krzyżacy, wrogowie Królestwa Polskiego w średniowieczu, stają się uosobieniem zła i ostrej polityki zaborców. Jako tacy są okrutni i podstępni, a na dodatek obłudni i zakłamani, wykorzystujący wiarę do realizacji swoich niecnych celów. Powstają dzieła, które na trwałe weszły do kanonu polskiej kultury i tradycji niepodległościowej: „Grażyna” i „Konrad Wallenrod” Adama Mickiewicza, „Krzyżacy 1410” Józefa Ignacego Kraszewskiego, „Krzyżacy” Henryka Sienkiewicza, czy obrazy Jana Matejki, z „Hołdem pruskim” i „Bitwą pod Grunwaldem” na czele. Czarną legendę zakonu jako podstępnego i odwiecznego wroga Polski propagowały intensywnie władze PRL, zrównując chętnie Krzyżaków nie tylko z zachodnioniemieckimi rewizjonistami, ale także z hitlerowcami.

Obalmy najważniejsze ze stereotypów.

W toku budowania czarnej i białej legendy zakonu wprowadzono do użytku legendy, mity i stereotypy, które przez wiele lat utrwalane trudne są do zwalczenia. Ot choćby pomnikowa w naszej kulturze bitwa pod Grunwaldem, przedstawiana jako starcie Polska – Niemcy. Tymczasem już Jan Długosz, omawiając skład armii zakonnej, pisze aż o 17 nacjach wspierających zakon, a pewnie można by naliczyć ich więcej. Także Niemcy widzieli bitwę roku 1410 w kategoriach narodowych. Zwycięstwo nad Rosjanami w 1914 r. pod Tannenbergiem było przedstawiane jako „drugi Grunwald”, a w 1940 r. naziści zorganizowali uroczysty powrót chorągwi zdobytych przez Jagiełłę pod Grunwaldem z Wawelu do Malborka. Była to w ich oczach „sprawiedliwość dziejowa”. Wspomniany żelazny krzyż, który wydaje nam się identyczny z zakonnym, w rzeczywistości różni się od zakonnego, który nie jest równoramienny, jak ten zaprojektowany przez Schinkla. Rzeź Gdańska z 1308 r. w rzeczywistości nie była mordem aż tak masowym, jak funkcjonowała w powszechnym wyobrażeniu zainspirowanym przez niechętne zakonowi środowiska. Państwo zakonne w Prusach przez Niemców było przesadnie gloryfikowane i przedstawiane jako wyprzedzające organizacyjnie swój czas i niosące cywilizację na tereny „pustki kulturowej”, a przez stronę polską jako wrogie Polsce i Litwie, uciskające swoich poddanych państwo kolonialne. W rzeczywistości było to dość specyficzne, ale jednak mające swoje analogie w średniowieczu państwo zakonne. Można by długo wymieniać.

W polskiej historiografii za sprowadzenie na nas tego zagrożenia obciąża się winą Konrada Mazowieckiego. Czy można mówić o winie? Jakie były jego intencje?

Sprowadzenia Krzyżaków na pogranicze mazowiecko-pruskie nie można rozpatrywać w kategoriach winy. Książę działał w konkretniej sytuacji politycznej, chciał zabezpieczyć swoją granicę, a może przy okazji zdobyć wpływy na terytorium plemion pruskich, które były już obiektem zainteresowania książąt polskich, od Bolesława Chrobrego poczynając. Być może z naszej perspektywy Konrad mógłby wykazać się większą przewidywalnością, biorąc pod uwagę doświadczenia króla Węgier Andrzeja II, który w 1225 r. wygnał dążących od usamodzielnienia się Krzyżaków z Siedmiogrodu, ale nie wiemy, czy w ogóle znał tę historię. Zresztą, jeżeli do tzw. ziem polskich zaliczymy Śląsk, to pierwszym, który sprowadził Krzyżaków kilka lat przed decyzją księcia Konrada, był Henryk Brodaty. Byłby współwinny?

„Po bitwie pod Grunwaldem” – jeden z 20 obrazów olejnych z cyklu „Historia i mitologia północnych Sł

„Po bitwie pod Grunwaldem” – jeden z 20 obrazów olejnych z cyklu „Historia i mitologia północnych Słowian” namalowanych przez czeskiego malarza Alfonsa Muchę w latach 20. ubiegłego stulecia

Heritage Images/Getty Images

Czy Konrad Mazowiecki mógł sobie wyobrazić skutki tej decyzji w dłuższej perspektywie?

To tylko gdybanie. Książę potrzebował zorganizowanej i zdyscyplinowanej siły militarnej z dobrym referencjami. A Krzyżacy już takie posiadali.

Kiedy po raz pierwszy Krzyżacy pokazali, że są groźni dla struktur politycznych Piastów? Bo przecież w XIII wieku nie można mówić o jednolitym państwie polskim.

Sygnałów ostrzegawczych było kilka już w XIII w., ale pierwszym poważnym było zajęcie Gdańska i Pomorza w latach 1308–1309. To było wydarzenie bez precedensu – Krzyżacy wystąpili jawnie przeciw swojej misji i zaatakowali terytorium chrześcijańskie, ujawniając swoje ambicje terytorialno-polityczne.

Jak teren podbity przez zakon stał się suwerennym państwem?

Na podbitych terenach Krzyżacy budowali swoją administrację. Niemal od początku wprowadzali regularną strukturę administracji terytorialnej opartą na komturiach, które stanowiły zamek oraz podlegający mu obszar. Kierowali nimi komturzy, będący jednocześnie przełożonymi konwentów krzyżackich, czyli żyjących wspólnie braci-rycerzy, sariantów i kapłanów. Zależnie od potrzeb tworzono mniejsze jednostki zarządzane przez prokuratorów i wójtów. Prusami zarządzał mistrz krajowy pruski rezydujący w Elblągu, a od 1309 r. z krótką przerwą wielki mistrz, który przeniósł się z Wenecji do Malborka. Wraz z nim w Prusach pojawili się dostojnicy: rezydujący w Królewcu wielki marszałek, wielki szpitalnik w Elblągu, wielki szatny w Dzierzgoniu oraz mieszkający w Malborku wielki komtur i skarbnik.

Jak wyglądał podbój Prus? Czy był brutalny?

Zakon podporządkował sobie plemiona pruskie do 1283 r., biorąc więc pod uwagę rozległość terytorium i trudności topograficzne oraz własną niewielką liczebność, stosunkowo szybko. Krzyżacki kronikarz Piotr z Duisburga, piszący o tych wydarzeniach z perspektywy ok. 45 lat, traktuje to zwycięstwo jako dopust Boży. Z opisów wynika, że była to wojna okrutna, niepozbawiona podstępu i zdrady, wręcz totalna, na wyniszczenie, gdzie cel uświęca środki. Przeciwnicy traktowali siebie bez pardonu, jak to zwykle dzieje się w wojnach o podłożu religijnym.

Kto wymyślił ideę krucjat przeciw Bałtom? Jak ją realizowano?

Ideę krucjat północnych zawdzięczamy św. Bernardowi z Clairvaux. Bardzo ascetycznie żyjący cysters, mistyk i czciciel Matki Bożej był orędownikiem idei krucjatowej i on właściwie zorganizował II krucjatę lewantyńską. Nie wszyscy mogli na nią pojechać, dlatego zapał krzyżowców skierowany został na tereny zamieszkiwane przez Słowian Połabskich. W wyprawie z 1147 r. wziął udział Mieszko Stary, a równolegle na Prusów wyprawiły się wojska polsko-ruskie z księciem Bolesławem Kędzierzawym, choć w przypadku tej ostatniej nie jesteśmy pewni ani datacji, ani krucjatowego charakteru wyprawy.

Czytaj więcej

Kierunek: Malbork

Początki były trudne. Walka z Prusami nie była łatwa. Na jakie problemy natrafiał zakon? Jak szybko narodziła się skuteczna taktyka wojenna?

To był zupełnie nowy teatr działań, surowy klimat, a teren nierozpoznany. Zakon walczył z przeciwnikiem, który nie mógł mu stawić czoła w otwartej bitwie, ale świetnie sprawdzał się w wojnie podjazdowej i dobrze czuł w terenie lesistym i podmokłym. Krzyżaków było bardzo niewielu, podbój Prus był więc możliwy tylko dzięki wsparciu rycerstwa europejskiego. W XIV w. wyprawy ruszały albo na Matki Bożej Gromnicznej (4 lutego), albo w Święto Wniebowzięcia NMP – 15 sierpnia. Oprócz znaczenia religijnego (Krzyżacy bardzo wierzyli we wsparcie swojej patronki), to wtedy właśnie można było szybciej i bezpieczniej poruszać się po zamarzniętym i suchym gruncie, a zimą dodatkowo drzewa pozbawione były liści. W pierwszym okresie podboju dla bezpieczeństwa i ciągłości dostaw poruszano się wzdłuż rzek. Krzyżowcy przyjeżdżali i wyjeżdżali, a w tym czasie pozycje, doraźnie ufortyfikowane, trzeba było utrzymać.

Liczebność zakonu była niewielka. W porywach nie więcej niż 500 rycerzy, księży i sariantów. W czym tkwiła ich siła?

W dyscyplinie na polu walki, wspartej żelaznymi i surowymi zasadami życia. Średniowieczne bitwy toczone były w większości dla łupów, zamieniały się w indywidualne starcia rycerzy, gdzie nie chodziło o zabicie, ale o pojmanie przeciwnika. Tylko wtedy mógł się on wykupić. Krzyżacy ślubowali ubóstwo, wszystko, co zdobyli, trafiało do skarbca lub zbrojowni zgromadzenia. Walczyli dla idei, nie dla indywidualnego zysku. Można by kolokwialnie stwierdzić, że działali zespołowo.

Czy połączone zakony krzyżacki i kawalerów mieczowych były dostatecznie silne, by zmiażdżyć litewskie państwo Giedyminowiczów?

Tylko przy wsparciu rycerstwa europejskiego i dobrej koniunkturze politycznej, czyli zawarciu odpowiednich sojuszy. Krzyżacy bardzo dbali o dobre kontakty z papieżami, którym bezpośrednio podlegali – w Rzymie, a tuż przy zwierzchniku Kościoła mieli swojego specjalnego urzędnika – prokuratora.

A jak przedstawiało się państwo zakonne wobec Polski sprzed unii z Litwą?

Państwo, a precyzyjniej władztwo zakonne w Prusach, dzięki wsparciu papiestwa i cesarstwa oraz wielu panujących w Europie stopniowo rosło w siłę i zamożność. Na początku XV w. obejmowało terytorium 58 tys. km kw. zamieszkane przez prawie pół miliona osób! Od 1237 r. Krzyżacy zarządzali terytorium Inflant należącym do inkorporowanego zakonu kawalerów mieczowych. Było najbogatszym państwem w regionie, prowadzącym interesy handlowe na bardzo dużą i szeroką skalę. Zakon nie był członkiem Hanzy, ale korzystał z jej przywilejów pośrednio jako zwierzchnik wielkich miast pruskich: Gdańska, Elbląga czy Torunia. Warto przy tym dodać, że Krzyżacy nie musieli w Prusach dzielić się władzą z czterema biskupami pruskimi, zarządzającymi jedną trzecią ziemi w każdej z diecezji oraz czterema kapitułami. Trzy spośród nich składały się z członków zakonu, co dawało Krzyżakom realny wpływ na wybór biskupów.

Mówi się, że Krzyżacy byli mistrzami organizacji. Ich państwo było ultranowoczesne. Na czym polegała ta doskonałość?

Państwo zakonne było bardzo dobrze zorganizowane i posiadało jednolitą strukturę administracyjno-terytorialną. Urzędników zarządzających poszczególnymi dziedzinami funkcjonowania państwa czy obszarami rekrutowano, na ile to wiemy, w sposób przemyślany, zgodnie z ich umiejętnościami. Bardzo dużą wagę przywiązywano do funkcjonowania aparatu biurokratycznego, np. kancelarii wielkich mistrzów, gdzie zatrudniano znakomicie wykształconych notariuszy publicznych. Generalnie jednak trzeba sobie zdać sprawę, że władcą terytorialnym w Prusach była zarządzana kolegialnie korporacja duchowna, której podstawą było posłuszeństwo i indywidualne ubóstwo, gdzie nie funkcjonował na przykład problem dziedziczenia. Ograniczało to wewnętrzne problemy związane z walką o władzę lub korupcję, choć nie eliminowało całkowicie.

Byli również mistrzami public relations. Na czym to polegało?

Krzyżacy zdani byli na pomoc i wsparcie swoich sojuszników politycznych, ale także rzeszy rycerstwa europejskiego. Aby ci ostatni chcieli przyjeżdżać do Prus i walczyć dla zakonu, potrzebowali zachęty materialnej i ideowej, a przede wszystkim poczucia, że walczą w dobrej sprawie. Stąd Krzyżacy bardzo dbali o propagowanie swojej misji i przedstawiali tzw. rejzy na Litwę jako krucjaty, w czym wspierali ich na przykład dominikanie. Bardzo dbali też o to, aby swoje racje przedstawiać bezpośrednio papieżowi, zanim jeszcze swoje przedstawią ich przeciwnicy. Czuwał nad tym wspominany już prokurator generalny w Rzymie. Kiedy „krzyżowcy” zjawiali się w Malborku, odgrywano swoiste „theatrum”, wielki mistrz i dostojnicy przebierali się w bogate szaty, luksusowo zastawiano stoły, na uczty zapraszano muzyków, poetów i tancerki. Wielki mistrz miał zaprezentować się jako potężny władca terytorialny, dla którego warto walczyć.

Jak szybko powstał Malbork? Czy już w średniowieczu był największym zamkiem Europy?

Malbork powstawał od ok. 1280 r. i był rozbudowywany właściwie przez cały czas obecności Krzyżaków w tym miejscu, czyli do 1457 r. Budowę rozpoczęto od skrzydła północnego zamku konwentualnego (Wysokiego), tego gdzie znajdują się najważniejsze dla życia wspólnoty pomieszczenia: kościół zamkowy i refektarz (zwany dziś kapitularzem). Potem budowano stopniowo pozostałe skrzydła zamku konwentualnego, a później Średniego i Przedzamcza. Tak, był to największy ceglany zamek ówczesnego świata, podziwiany przez wszystkich podróżników i przybyszy. Dał temu wyraz choćby nasz władca Kazimierz Wielki, który zwiedził zamek dość dokładnie w 1365 r.

Czy to, co dziś widzimy, jest bliskie rzeczywistości stolicy krzyżackiej z początków XV wieku?

Układ zamku złożonego z zamku konwentualnego (Wysokiego) oraz rozległego Przedzamcza (dziś dzielonego na Zamek Średni i Przedzamcze) jest taki sam. W oryginalnym stanie z czasów wielkich mistrzów zachował się ich kompleks reprezentacyjny złożony z Pałacu Wielkich Mistrzów i Wielkiego Refektarza. Brakuje otoczenia, tzn. ogrodów rozciągających się od wschodu i północy, w XIX w. część przedzamcza została odcięta od zamku linią kolejową Królewiec–Berlin.

Czym był dla Krzyżaków i szerzej – dla ich europejskich sojuszników – Grunwald?

Grunwald był wielką klęską militarną, a w konsekwencji także gospodarczą. Państwo zakonne już nigdy nie wróciło do równowagi. Ale stało się coś jeszcze bardzo istotnego: runął mit o niezwyciężoności zakonu, co miało swoje konsekwencje zarówno wewnętrzne, jak i zewnętrzne.

„Hołd pruski” – obraz Jana Matejki z 1882 r.

„Hołd pruski” – obraz Jana Matejki z 1882 r.

Sukiennicev

Czy już wtedy zaczął się schyłek państwa zakonnego?

Kryzys narastał od lat 80. XIV w. i w moim przekonaniu był kryzysem tożsamościowym. Krzyżacy przestali rozumieć, kim są: zakonnikami zarządzającymi olbrzymim terytorium czy władcami państwa. Na zamku pojawiły się niemal galerie dynastyczne wielkich mistrzów, podobnej nomenklatury używano na monetach. Odchodząc od ślubów zakonnych, Krzyżacy stali się jednocześnie mało wiarygodni dla swoich poddanych, którzy coraz śmielej zaczęli się domagać udziału we władzy i profitów z dobrze działającej gospodarki oraz handlu. Zaczęła rodzić się opozycja.

Na czym polegał kryzys? Czy państwo niedostatecznie szybko się unowocześniało? Nie nadążało za zmianami dziejącymi się w państwie Jagiellonów?

Kryzys zakonu widzieć trzeba w szerszej perspektywie. W XV wieku rozwój Europy napędzają mieszczanie. Rycerstwo i jego dominująca rola odchodzi powoli w niepamięć. Krzyżacy ze swoją misją zbrojnego nawracania pogan stają się już archaiczni, a cała misterna konstrukcja chrystianizacji już ochrzczonych Litwinów stała się kompletnie niewiarygodna. Pojawiły się oskarżenia o wykorzystywanie wiary do doraźnych celów czy wręcz działanie na szkodę Kościoła. Dobitnie wyrażali to choćby polscy intelektualiści na soborze w Konstancji (1414–1418). Po przegranej pod Grunwaldem zakon stracił autorytet u swoich poddanych. Towarzystwo Jaszczurcze i Związek Pruski były tego wyrazem, a sprzeczności doprowadziły do buntu obywateli państwa i wybuchu wojny trzynastoletniej (1454–1466), która była w zasadzie wojną domową. Zakon, mówiąc kolokwialnie, „odkleił się” od swoich poddanych, stał się w wielu wymiarach archaiczny i wewnętrznie osłabiony, a podejmowane próby reform wewnętrznych nie przyniosły rezultatu.

Czy kolejne wojny musiały prowadzić do ostatecznej przegranej? Jakie błędy popełnili Krzyżacy?

To była równia pochyła. Słabość państwa przekładała się na osłabienie militarne. W coraz większej liczbie pojawiali się najemnicy, ale im też trzeba było płacić. W końcu nieopłacani najemnicy czescy sprzedali Malbork.

Hołd pruski w 1525 r. to koniec państwa zakonnego i triumf jednego człowieka – Albrechta Hohenzollerna, który z mistrza zakonnego staje się dziedzicznym księciem Prus. Jak doszło do sekularyzacji zakonu i kim był Albrecht?

Była to konsekwencja wspomnianych już procesów kryzysowych w zakonie i zmian w ówczesnej Europie. Najpoważniejszą przyczyną była reformacja i wieloaspektowe zmiany cywilizacyjne, jakie przyniosła. Wielki mistrz Albrecht Hohenzollern, siostrzeniec króla Zygmunta I, w całej tej trudnej sytuacji wybrał po prostu w swoim przekonaniu mniejsze zło: zachował władzę i terytorium (z minimalną, ale jednak, autonomią), ale porzucił katolicyzm i zakon. Ten ostatni aż do XVIII w. nie pogodził się z sekularyzacją państwa i walczył dyplomatycznie oraz propagandowo.

Jakie błędy popełnili królowie polscy, że z księstwa wyrósł zaborca?

Trudno tu mówić o błędach, bo znowu upraszczalibyśmy historię. Z perspektywy widać lepiej i dlatego w polskiej historiografii przeważa negatywna ocena traktatu krakowskiego. Tymczasem warunki traktatu, uwzględniając ówczesną sytuację Rzeczypospolitej, były dobre i dawały realne szanse na pełne zjednoczenie Księstwa Pruskiego z Rzeczpospolitą. Wymagało to jednak zdecydowanej i konsekwentnej polityki następców Zygmunta, a tego zabrakło.

Krzyżacy zostali zmitologizowani jako nasi bezwzględni wrogowie już przed wiekami. Dziś ta zła legenda wciąż im towarzyszy. Czy kierując się naukową bezstronnością, można podsumować ich wpływ na Polskę i region od strony pozytywnej? Co wnieśli?

Jest to pytanie bardzo trudne, bo w XIX i XX w. bardzo często przedstawiano Krzyżaków jako „nosicieli kultury” (Kulturträger), którzy przynieśli na te tereny cywilizację i bez nich ziemie te pozostawałyby w stanie kompletnego zacofania. W domyśle poglądy te miały podkreślać wyższość kultury niemieckiej nad polską czy słowiańską – można więc dość łatwo wpaść w pułapkę politycznych uproszczeń. Nie jest to oczywiście prawdą, choć docenić trzeba choćby bardzo skuteczną akcję kolonizacyjną, rozwój budownictwa ceglanego czy techniki, wzrost pobożności czy kultury umysłowej. Nie sposób jednak już dziś dokładnie odróżnić wkładu samych zakonników od dokonań ich poddanych: rycerstwa, mieszczaństwa, duchowieństwa parafialnego czy innych zakonów. Wszystko to składało się na cywilizacyjny dorobek państwa krzyżackiego w Prusach.

Jaki jest pański osobisty stosunek do dziejów zakonu?

Historię zakonu traktuję jako historię Europy w pigułce, ze wszystkimi najważniejszymi zjawiskami zamkniętymi w jednej opowieści. Znajdujemy tam ideę krucjatową i jej zmierzch, historię średniowiecznej Europy, w tym Europy Środkowo-Wschodniej, reformację, w czasie której zakon był bodaj jedynym trójkonfesyjnym (katolicy, luteranie i kalwini) zgromadzeniem zakonnym, walki z Turcją oraz wojny napoleońskie, dramat I wojny światowej, w czasie której Krzyżacy prowadzili szpitale frontowe, czy II wojny, kiedy znosili prześladowania, bo Hitler i Himmler „swój” zakon niemiecki widzieli raczej w formacji SS i prawdziwy nie był im do niczego potrzebny. Historia Krzyżaków to także okres tworzenia ich „białej” i  „czarnej” legendy, a więc politycznego wykorzystywania, która sięga aż lat 80. XX w. W bardzo ciekawej formie są obecni w literaturze, muzyce i kinie, kulturze masowej, ich dzieje są odtwarzane i rekonstruowane. To historia niesamowicie wieloaspektowa i wciąż aktualna, a przez to bardzo ciekawa, szczególnie dla Polaka. Bo czy mamy choćby świadomość, że wnuk króla Jana III Sobieskiego Klemens August Wittelsbach (1700–1761) był wielkim mistrzem krzyżackim, a inny wielki mistrz (ale już koadiutor urzędu wielkiego mistrza) Maksymilian III Habsburg nie został królem polskim tylko dzięki zwycięstwu hetmana Jana Zamoyskiego pod Byczyną w 1588 r.?

PAP/Adam Warżawa