Katastrofa I rozbioru (1772) była szokiem dla ówczesnych, a pamięć o nim głównym argumentem reformatorów. Wydarzenie niespotykane w dziejach Europy: wielkie państwo oddało bez walki ogromne tereny sąsiadom. Stało się jasne, że było przeszacowane. Z jednej strony, pamiętano jego potęgę z XV i XVI w. Podziwiano wytrzymałość na agresję sąsiadów (XVII w. upłynął jako ok. 75 lat wojen i ok. 25 lat pokoju). Przetrwało ciężkie kryzysy, jak potop szwedzki (1655–1660) i wielka wojna północna (1700–1721). Ale z drugiej, wyszło z tych przejść bardzo osłabione, splądrowane i zniszczone, ogrom ludności zginął, zmarł w wyniku epidemii lub wyemigrował. Przetrąciło to system polityczny. Biedni byli coraz bardziej zdani na łaskę bogatych. Coraz liczniejsza gołota (szlachta nieposiadająca ziemi i chłopów ją uprawiających) była na utrzymaniu magnatów. W teorii najbiedniejszy szlachcic znaczył tyle co magnat („szlachcic na zagrodzie równy wojewodzie”). W praktyce gołota podporządkowana swoim panom dbała, by byli z niej zadowoleni. Gardłująca na wszelakich obradach była fasadą, za którą politykę kreowali magnaci.

Przyczyny i autorzy

W 1791 r. sytuacja wewnętrzna była stabilna. Sejm zwołany w 1788 r. od początku zwano ekstraordynaryjnym (wyjątkowym), dla powszechnej świadomości wielkiej wagi spraw do rozstrzygnięcia. Po przedłużeniu obrad Sejmu o dwa lata i wyborze drugiego kompletu posłów w listopadzie 1790 r. (a więc obradowano w podwojonym składzie) zmienił się układ sił. Wzrosła rola króla, ok. dwóch trzecich nowych posłów zaliczano do jego stronników. Panowała zgoda, że reform nie wprowadzi się monarchicznym zamachem stanu, ani „życzliwą” interwencją obcych wojsk – mógł i musiał ich dokonać Sejm urządzony tradycyjnie. Jego konfederacyjny charakter (nie można go było zerwać używając liberum veto) nie był nowością. Ale tak jak wcześniej, był reprezentacją wyłącznie szlachty. Grupa ta – konsekwentnie upośledzając ekonomicznie, politycznie i społecznie chłopów i mieszczan – uzyskała wyłączny wpływ na państwo, ale i wzięła pełną odpowiedzialność za nie. W „Katechizmie o tajemnicach rządu polskiego” (1790) Franciszek Jezierski (1740–1791) ubolewał, że tylko w Rzeczypospolitej utrzymano przez wieki fikcję parlamentu złożonego z trzech stanów sejmujących (w tym król jako jednoosobowy stan), a tak naprawdę reprezentowana była tylko szlachta. Mimo to Sejm był konieczną płaszczyzną, na której ujawniano szlacheckie (i nie tylko) egoizmy i fobie, namiętności i orientacje polityczne. Bez niego kompromis obozu monarchicznego z republikańskim (czego owocem była konstytucja) był niemożliwy. Po jej uchwaleniu wielu komentatorów twierdziło, że u zarania Sejmu nikt nie pomyślałby o takim zwieńczeniu prac. Podobnie było ze zwycięstwem grunwaldzkim (1410): to też był wynik sprawnych działań litewsko-polskich i wykorzystania korzystnego momentu dziejowego.

Czytaj więcej

Jaki był stosunek Katarzyny II do Konstytucji 3 Maja?

Otoczenie międzynarodowe też było korzystne. Od wybuchu wojny rosyjsko-tureckiej (1787) w kraju nie stacjonowały obce wojska. Rosja walczyła na dwóch frontach jednocześnie: na północy ze Szwecją, na południu z Turcją. Przeciw Rosji zawiązało się trójporozumienie Holandii, Prus i Wielkiej Brytanii. Uwagę opinii europejskiej zaprzątały sprawy francuskie (trwająca od 1789 rewolucja). W Rzeczypospolitej pojawiła się możliwość swobodnej dyskusji.

Konstytucja powstała jako porozumienie najważniejszych graczy: króla Stanisława Augusta Poniatowskiego i Ignacego Potockiego (1750–1809), jednego z liderów umiarkowanej frakcji tzw. stronnictwa patriotycznego. Następnie włączyli w tajemne prace Stanisława Małachowskiego (1736–1809), marszałka Sejmu. W tej grupie ścierały się programy i prowadzono targi polityczne. Swój wkład wnieśli też ich najbliżsi współpracownicy. Po stronie króla: jego sekretarz, italski pedagog zaangażowany w reformy polskie, ksiądz Scipione Piattoli (1749–1809) i poseł krakowski, zaufany monarchy Aleksander Linowski (1759–1820). Ze strony Małachowskiego: jego doradca, ksiądz Hugo Kołłątaj (1750–1812), ostateczny redaktor konstytucji.

Charakter treści

Patriotyczne uniesienie części sejmujących w Warszawie to jedno, ale realia prowincji to drugie. Aby konstytucja się utrzymała, należało pozyskać szlachtę do jej obrony. Autorzy mieli arcytrudne zadanie: wprowadzić niektóre tylko reformy jednym uniwersalnym aktem prawnym, ale tak, by nie wywołać protestów szlachty w kraju i gwałtownej reakcji za granicą. Podano ją odbiorcom w ostrożnej wyważonej formie. Każdy z 11 artykułów zawiera uzasadnienie. Argumentację dopasowano do formacji intelektualnej i gustów głównie szlacheckiego czytelnika. Lawirowanie i ramowość wielu jej postanowień to świadectwo niewielkiego pola manewru autorów. Musiała być kompromisem słusznych teorii z praktyką sytuacji politycznej: zmiany społeczne musiały ustąpić pierwszeństwa ustrojowym, by wzmocnić państwo od wewnątrz i na zewnątrz. Gdyby Rzeczpospolita miała upaść, jakiekolwiek reformy społeczne byłyby bezprzedmiotowe – chyba że jako akt łaski monarchy absolutnego wobec jego nowych poddanych.

Argumentację dopasowano do formacji intelektualnej i gustów głównie szlacheckiego czytelnika

Preambuła

„(…) chcąc korzystać z pory, w której się Europa znajduje (…) wolni od hańbiących obcej przemocy nakazów (…) dla ugruntowania wolności, dla ocalenia ojczyzny i jej granic (…) niniejszą konstytucję uchwalamy (…)”. Jest w niej też jedna z trzech naczelnych zasad pierwszej w Europie ustawy zasadniczej, reguła konstytucyjnego porządku: „Do której to konstytucji dalsze ustawy (…) we wszystkim stosować się mają”.

Art. I Religia panująca

To sztuka najpierw ustanowić katolicyzm religią panującą i grozić apostazją za odstępstwo od niej, a w kolejnym zdaniu ustanowić tolerancję religijną dla wszystkich (niezależnie od grupy społecznej, łamiąc nie najważniejszą, ale istotną barierę stanową), jako wynikającą z biblijnego nakazu miłości bliźniego. Art. I to filar staropolskiej polityki: tolerancja dla innowierców, wywodzona z zasady równości całego stanu szlacheckiego, w tym wieloetnicznym i wielokulturowym kraju. Art. I poświęcono sprawom wiary, tym bardziej że Rosja od dawna używała do mieszania się w sprawy Rzeczypospolitej sporów na tle wyznaniowym, np. gwarantując prawa ludności prawosławnej lub wspierając konfederacje innowiercze.

Art. II Szlachta ziemianie

Potwierdzono nadrzędną rolę szlachty, ale na zasadzie – im większa władza, tym większa odpowiedzialność: „Szlachtę za najpierwszych obrońców wolności i niniejszej konstytucji uznajemy”. Zamiast dodać do konstytucji aneks z przywilejami szlacheckimi, stwierdzono o nich: „Utwierdzamy, zapewniamy i za niewzruszone uznajemy (…)”. Wbrew temu, co zasugerowano w tytule artykułu, nie odebrano praw politycznych tzw. gołocie.

Art. III Miasta i mieszczanie

Tu odwołano się do prawa o miastach (z 18 kwietnia 1791 r.), uznając je za integralną część konstytucji. Przemilczano jego postanowienia z obawy przed sprzeciwem prowincjonalnej szlachty wobec objęcia mieszczan posesjonatów (posiadających nieruchomości na terenie miasta) wieloma przywilejami dotąd wyłącznie szlacheckimi, m.in. zasadą „neminem captivabimus” (nie ma kary więzienia, gdy nie ma wyroku) czy prawem obejmowania niektórych urzędów i nabywania ziemi rolnej. Nie były to innowacje, ale próba przywrócenia mieszczanom dawnych praw i zakończenia ich upośledzenia polityczno-społecznego.

A skoro chciano zachować stanowy charakter Rzeczypospolitej (mimo czynienia w nim wyłomów) i wiodącą rolę szlachty, to awans mieszczan musiał być równoznaczny z ich uszlachceniem – do czego drzwi konstytucją otwarto szeroko. Jan Kiliński (1760–1819) – mistrz szewski, przywódca ludu Warszawy i (udanego) powstania warszawskiego (1794) i kościuszkowskiego – to znakomity przykład, by wyjaśnić, czym było społeczeństwo stanowe. Obraz Kilińskiego w polskiej świadomości narodowej spaczono manipulacjami XIX-wiecznych autorów (szukających w dziejach Polski analogii do wartościowanej przez nich przesadnie pozytywnie Wielkiej Rewolucji Francuskiej, 1789–1799) i propagandą w czasach PRL. W rzeczywistości Kiliński to typowy przykład osoby niemieszczącej się w ówczesnych ramach. Formalnie był mieszczaninem: wolno mu było mniej niż jakiemukolwiek szlachcicowi. Prawda, że na wieść o zbliżaniu się Kościuszki do Warszawy po zwycięstwie pod Racławicami Kiliński stanął na czele warszawiaków. Lud, plebs, pospólstwo – te i inne określenia traktujmy jako masowość, powszechność udziału w przepędzeniu Rosjan, a nie, że patriotyczne były „masy ludowe”, a „elity” kosmopolityczne nie. Nie dziwi znaczny udział biedoty miejskiej w zrywie (większość mieszkańców miast była biedna). Ale Kiliński był zamożny, lepiej sytuowany niż byle gołota. Z pewną tylko przesadą można określić go „warszawskim Guccim”. Produkował – nie sam, ale w posiadanej manufakturze – ekskluzywne buty i galanterię dla klientów z wyższych sfer, także na eksport. Niejeden szlachcic mógłby przepędzić Kilińskiego ubiegającego się o rękę jego córki. Ale zupełnie inaczej traktowano by go, chcąc pożyczyć odeń pieniądze lub skorzystać z jego usług jako pośrednika w dyskretnym robieniu interesów (paranie się handlem było szlachcie zabronione).

Art. IV Chłopi włościanie

Fundament nowoczesnego narodu to zniesienie poddaństwa chłopów i obdarzenie ich prawami politycznymi. Ale to podkopywałoby prymat szlachty, pozbawiałoby ją darmowej siły roboczej. Jeśli szlachta miała bronić konstytucji, o podobnych zapisach nie mogło być mowy. Ograniczono się do odtworzenia zerwanej dawno temu więzi chłopów (dotąd ich los zależał wyłącznie od pana, ich właściciela) z państwem. Ale samo gwarantowanie przez Rzeczpospolitą umów włościan z panami było mniejszym ustępstwem na rzecz ok. 80 proc. ludności kraju niż analogiczne reformy w Austrii (1781) lub ówczesne prawa Prus i Saksonii.

Reformy ustrojowe: sedno konstytucji

W art. V–VIII znalazło się miejsce dla poglądów Rousseau („wszelka władza społeczności ludzkiej początek swój bierze z woli narodu”) i Monteskiusza (trójpodział władzy; pierwszy raz zastosowany w jakimkolwiek akcie prawnym). W monarchiach absolutnych były one wywrotowe. Ale w Rzeczypospolitej – gdzie kilka wieków wcześniej odebrano suwerenność monarsze, oddając inicjatywę szlacheckiemu „narodowi politycznemu” jako „suwerennemu ludowi” – nie były innowacyjne. Nowość to kontekst użycia wyrazu „naród”: wszyscy mieszkańcy kraju, bez różnicy stanu. Monteskiuszowski trójpodział dostosowano do rodzimych tradycji: zachwiano równowagą sił na korzyść prawodawczej. W Sejmie dominującą rolę przyznano Izbie Poselskiej: „(…) jako wyobrażenie i skład wszechwładztwa narodowego będzie świątynią prawodawstwa”. Sejm przestał składać się z trzech stanów sejmujących. Ograniczono uprawnienia Senatu, zmniejszając wpływ magnaterii na rządy. Nawet gdyby senatorowie odrzucili dany projekt, ostateczną decyzję (w zależności od sytuacji) podejmowała Izba Poselska następnej kadencji lub głosowanie obu izb. Wobec przeważającej liczby posłów nad senatorami faworyzowało to Izbę Poselską. Posłom przypisano też główną rolę w przewidzianej co 25 lat rewizji konstytucji.

Nowościami były zniesienie liberum veto i zakaz zawiązywania konfederacji

Zwycięstwem republikanów było zmniejszenie uprawnień ustawodawczych króla. Stracił prawo sankcjonowania ustaw, projekty mógł składać razem ze Strażą Praw (rada królewska). Nowościami były zniesienie liberum veto i zakaz zawiązywania konfederacji. Uznano je za bezprzedmiotowe, skoro „(…) posłowie (…) uważani być mają jako reprezentanci całego narodu”. Zniesiono instrukcje poselskie, dotąd wydawane przez sejmiki ziemskie i przekazywane posłom na Sejm, traktowane przez nich jako wiążące. Mandat poselski uczyniono ważnym przez całą dwuletnią kadencję. Sejm miał być „zawsze gotowy” do obradowania. W rozdz. IX i X oddano sprawy regencji i edukacji synów królewskich pod nadzór Sejmu.

Władzy wykonawczej nie utożsamiono z królem. Przyznano mu miejsce w Straży Praw jako przewodniczącemu. Składała się z pięciu powoływanych przez króla ministrów oraz prymasa (jako głowy duchowieństwa i przewodniczącego Komisji Edukacji Narodowej). To rozwiązanie zaczerpnięto z prawodawstwa angielskiego, gdzie podobnie jak w Rzeczypospolitej obowiązywała zasada „rex regnat sed non gubernat” (król panuje, ale nie rządzi). W konstytucji król był nietykalny i nieodpowiedzialny. Pierwszy raz sformułowano zasadę kontrasygnaty: decyzja króla wymagała podpisu właściwego ministra i to on (zgodnie z zasadą konstytucyjnej odpowiedzialności, też pierwszy raz w dziejach ustanowioną) odpowiadał przed sądem sejmowym „z osób i majątków swoich”. Mimo ustępstw na rzecz republikanów zwycięzcą negocjacji król – Potocki był monarcha, a wynikiem: polska odmiana monarchii konstytucyjnej.

Najbardziej śmiała zmiana to dziedziczność tronu (zniesienie wolnej elekcji). Po śmierci Stanisława Augusta tron miał objąć elektor saski. Rządzący w Saksonii Wettynowie – byli nimi poprzednicy aktualnego monarchy: August II Mocny (1670–1733) i August III Sas (1696–1763) – wróciliby na tron w Warszawie. Reformę sądownictwa ukierunkowano na całkowitą niezależność „trzeciej władzy”. Ta idea była znana w ustroju staropolskim. Z niej wywodziły się Trybunały (Koronny i Litewski) oraz sądy sejmowe. Autorzy konstytucji chcieli rozszerzyć gwarancję „neminem captivabimus” na znaczną część narodu (a nawet na całość). Tu też naruszono bariery stanowe: dopuszczając sądzenie przez sądy miejskie szlachciców oraz rozstrzyganie spraw włościańsko-mieszczańskich przez sądy ziemskie. Ale wciąż brakowało zrównania wszystkich wobec prawa.

Art. XI Siła zbrojna narodowa

„Naród winien jest sobie samemu obronę od napaści (…) Wszyscy przeto obywatele są obrońcami całości i swobód narodowych”. Oto zrównanie wszystkich mieszkańców w obowiązku obrony ojczyzny. Dotąd jasne było, że Rzeczpospolitą zamieszkują ludy („gentes”, jak litewski, polski czy ruski), ale „naród polityczny” najczęściej oznaczał szlachtę. I to taką, której część od końca XVI w. wyznawała ideologię tzw. sarmatyzmu. Jej fundamentem był pseudohistoryczny pogląd, że szlachta to potomkowie Sarmatów (starożytny lud pochodzący z terenów między dolną Wołgą a Donem), którzy przed wiekami mieli podbić miejscową ludność. Było to wygodne wytłumaczenie dla zdominowania Rzeczypospolitej przez szlachtę (analogiczne poglądy to m.in. gallikanizm we Francji, gotyzm i nordyzm w Skandynawii czy scytyzm na Węgrzech). Ale w konstytucji naród to pojęcie na wskroś nowoczesne.

Uchwalenie

Monarchia konstytucyjna odpowiadała i republikanom, i sporej części konserwatystów (ci drudzy chcieli osłabić pozycję monarchy i utrzymać dla siebie wyłączność praw politycznych). Koterie magnackie atakowały konstytucję z pozycji stanowego egoizmu. To jak ona powstała i jak ją uchwalono, to dowód, jak kruchym i trudnym przedsięwzięciem była – wymagała obrony przed wrogimi ambasadami i prorosyjskimi konserwatystami (tzw. stronnictwo hetmańskie, przyszli targowiczanie), których liderzy zajmowali kluczowe stanowiska w państwie, zwłaszcza w armii koronnej.

Czytaj więcej

Konstytucja 3 maja. Wielkie dzieło naszych przodków

Ostrożność twórców konstytucji widać w „rewolucyjnych” okolicznościach jej uchwalenia. Projekt konstytucji ujawniono wybranemu gronu wieczorem 2 maja. Zorganizowano grupę popierającą – w nocy z 2 na 3 maja w swoim domu marszałek Sejmu Stanisław Małachowski podpisał wraz z 83 posłami i senatorami „Assekuracyę”, czyli listę poparcia dla konstytucji. Przeciwników reform wyprowadzono w pole przełożeniem obrad nad nią z 5 na 3 maja, ale bez ogłaszania tego faktu. Imiennie wzywano reformatorów na sesję Sejmu, przez co ich oponenci – z których wielu nie wróciło jeszcze z przerwy wielkanocnej – nie mogli zapobiec jej przyjęciu. Przyjęto ją jednego dnia, bez szerszej dyskusji i poprawek, co było złamaniem obowiązującej procedury (gdyby ją zastosować, dyskusje trwałyby nawet tygodniami, a ich wynik byłby niepewny).

Dobrze zabezpieczono miejsce obrad: Zamku Królewskiego strzegło wojsko pod dowództwem bratanka króla, księcia Józefa Poniatowskiego (z grupą oficerów stał w pobliżu tronu). Z ok. 500 posłów i senatorów przyjmuje się, że obecnych było 182, z czego 110 było „za”, a 72 „przeciw”. Król zaprzysiągł konstytucję od razu, mimo protestów opozycji, w atmosferze ogólnego entuzjazmu, który udzielił się publiczności sejmowej i tłumom przed Zamkiem (te ostatnie zgromadziły rozpuszczane przez Kołłątaja zapowiedzi, że będą działy się wielkie i pomyślne rzeczy).

Król, Potocki i inni przekreślili degenerację ustroju staropolskiego z XVII i XVIII w. (zwłaszcza doby saskiej). Odwołując się do tradycji rodzimych, mieli na myśli kulturę polityczną Rzeczypospolitej z XVI i początku XVII w., gdy zjawiska dla kraju w okresie późniejszym zabójcze albo nie zaistniały, albo były nieszkodliwym marginesem. Stąd przeważa w Konstytucji 3 maja dziedzictwo ojczyste. Bez kilkuset lat ustroju republikańskiego idee zaczerpnięte z parlamentaryzmu angielskiego oraz europejskiej i amerykańskiej myśli oświeceniowej nie znalazłyby w niej odzwierciedlenia. Dzięki miejscowemu dorobkowi miały one w Rzeczypospolitej płodny grunt. Przykład: prawa jednostki. Niektóre elementy „Deklaracji praw człowieka i obywatela” (1789) były w Rzeczypospolitej znane od dawna, rodzimy wkład w formowanie praw człowieka sięgał późnego średniowiecza. Reformatorzy, wykazując czytelne analogie między zagranicznymi nowinkami a ustrojem staropolskim, przekonali sejmowych centrystów, dzięki czemu uchwalenie konstytucji było możliwe. Nie miano na niej poprzestać. W jednej ze swoich mów po jej uchwaleniu Kołłątaj głosił, że jest ona pierwszym krokiem, a kolejnymi będą konstytucja ekonomiczna (m.in. wolność osobista chłopów) i konstytucja moralna.

Konstytucja 3 maja to akt doniosły w skali całego świata – i to w wielu aspektach. To synteza idei ojczystych i zagranicznych, z przewagą tych pierwszych. Pamiętajmy, że stworzono ją w kraju niesuwerennym i zaburzonym – a mimo to część jego elit wykonała taki majstersztyk!