Ministerstwo Rozwoju w autopoprawce do ustawy o tarczy antykryzysowej wprowadziło przepis, na podstawie którego umowy najmu w centrach będą czasowo wygaszone, a po ustaniu epidemii najemca będzie składał ofertę galerii, tak jak wynikało to ze starej umowy, jednak na dłuższy okres, tj. czas zakazu i dodatkowo sześć miesięcy od odwołania zakazu.

To przyjęcie argumentów firm odzieżowych, które głośno apelowały o pomoc, ponieważ z zamkniętymi sklepami nie byłyby w stanie regulować czynszów. Według PwC przychody sektora modowego w Polsce to 70 mld zł, a firmy krajowe mają w nich 73-proc. udział. W branży pracuje 308 tys. osób, odpowiada też ona za wpływy do budżetu w wysokości 13,3–16 mld zł. PwC ocenia, że sektor modowy wydaje rocznie 6,1 mld zł na najem powierzchni oraz 1,5 mld zł na usługi branży logistycznej w Polsce.

Czytaj także: Centra handlowe pod ścianą, ostro walczą o czynsze

Z perspektywy najemców taki przepis wydaje się korzystny, choć zdaniem prawników nie musi tak być. – Tak jak najemcy nie mają obowiązku płacić ani czynszów, ani opłat eksploatacyjnych, tak nie mają też prawa żądać od właścicieli budynków świadczeń związanych z najmem. Ich umowy mówią zresztą wprost, że powinni teraz opróżnić lokale i zdać klucze właścicielom obiektów – mówi mecenas Diana Kalita z kancelarii prawnej Causa Finita.

– Tę lukę w przepisach wynajmujący niewątpliwie wykorzystają. Pozostawieni przez propozycję rządową samym sobie, bez żadnych przychodów i z kredytami, nie mają innego wyjścia, niż zaproponować najemcom odpłatne przechowanie ich towaru – dodaje. Podkreśla, że propozycja taka postawi tych najemców pod ścianą. – Z oczywistych powodów nie będą chcieli zabierać swoich ruchomości w sytuacji, gdy za kilka czy kilkanaście tygodni trzeba je będzie przywieźć z powrotem – mówi mecenas, podkreślając, iż jeśli towar w lokalach pozostanie, najemcy będą musieli wywiesić białą flagę i przystać na żądania wynajmujących. W przeciwnym razie towar trafi do depozytu sądowego, a najemcy zmuszeni będą do zapłaty kosztów i odszkodowań.

Część przedstawicieli branży nie kryje rozgoryczenia sposobem, w jaki Ministerstwo Rozwoju rozwiązało problem wsparcia dla sektora. – Zarówno sieci, jak i centra ponoszą ogromne koszty. Na bieżące zobowiązania niezbędne będą kredyty i wsparcie banków w zakresie odroczenia płatności istniejących już zobowiązań. Niestety, rząd nie wsparł ani najemców, ani wynajmujących w rozmowach z bankami, które w aktualnej sytuacji nie są szczególnie wyrozumiałe czy elastyczne – mówi Anna Szmeja, prezes Retail Institute. – Dzięki rezerwom centra będą w stanie prowadzić działalność operacyjną do końca maja, może do połowy czerwca. Sieci handlowe i usługowe, w zależności od wielkości i kondycji, przetrwają jeszcze kilka tygodni, największe kilka miesięcy – dodaje.

– Zdecydowanie lepszym rozwiązaniem byłby wspólny apel o wsparcie rządu w rozmowach z bankami na temat kredytów i pozostawienie najemcom i wynajmującym ustaleń w zakresie podziału kosztów wynikających z umów najmu; obie strony najlepiej wiedzą, że bez siebie nie będą mogły się rozwijać – uważa Radosław Knap, dyrektor generalny Polskiej Rady Centrów Handlowych. – Ustawowe wygaszenie umów najmu doprowadzi do sytuacji, w której istotnie zwiększone zostanie ryzyko utraty płynności finansowej wynajmujących, bez mechanizmów w zakresie ulg podatkowych i wstrzymania kredytów bankowych ani takich, które mogą wspomóc odrodzenie się konsumpcji niezbędnej dla płynności najemców – dodaje.

Polska Izba Nieruchomości Komercyjnych także apeluje o uwzględnienie właścicieli i inwestorów w programie osłonowym przygotowanym przez rząd. Podkreśla, że sektor (biura, magazyny, powierzchnie handlowe) odpowiada za 12 proc. polskiego PKB i był dotąd stabilnym źródłem wpływów. W dziesięć lat zainwestował też w Polsce ponad 180 mld zł.