W ciągu pół roku zakończył pan postępowanie upadłościowe Go Sport z listy sankcyjnej.

W pół roku udało się zakończyć to, co jest sercem każdej upadłości, czyli sprzedać cały majątek. Zgodnie z art. 308 ust. 2 prawa upadłościowego syndyk powinien podejmować takie działania, by likwidację masy zakończyć w pół roku. W praktyce, przy dużych projektach, to się nie zdarza. Nam się to udało. Postępowanie upadłościowe Go Sport Polska od strony formalnej pewnie jeszcze potoczy się około roku, ponieważ przed nami sporządzenie listy wierzycieli oraz spłata zobowiązań.

Którzy wierzyciele dostaną zapłatę?

Na pewno wierzyciele z kategorii pierwszej, czyli głównie pracownicy, oraz kontrahenci Go Sport, którzy już po ogłoszeniu upadłości nadal świadczyli swoje usługi (np. galerie handlowe). Wierzyciele z dalszych kategorii, w tym zwłaszcza handlowi, zostaną zaspokojeni w jakimś procencie. Upadłość jest nietypowa, więc plan podziału środków będzie jeszcze wymagał akceptacji szefa Krajowej Administracji Skarbowej.

Czytaj więcej

Majątek po Go Sport Polska sprzedany. Brytyjska grupa postawiła na swoim

Czy gdyby nie sankcje i lista, spółka kwalifikowałaby się do upadłości?

Moim zdaniem nie kwalifikowała się. Gdyby nie sankcje, Go Sport mógłby przetrwać bądź być kupiony przez inwestora na lepszych warunkach, w tym zwłaszcza z zachowaniem miejsc pracy. Niestety, sankcje spowodowały, że pracę straciło wiele osób (na dzień upadłości zatrudnionych było ponad 180 pracowników), przede wszystkim Polaków i Ukraińców.

Wśród właścicieli musieli być Rosjanie (firmy rosyjskie). Czy dla nich coś zostało, dostaną coś?

Nie. Zgodnie z przepisami sankcyjnymi właściciele podmiotu wpisanego na listę sankcyjną nie mogą otrzymać żadnych środków.

Jak duży majątek miała spółka?

Majątek to przede wszystkim towary handlowe (odzież, obuwie, sprzęt sportowy) oraz środki trwałe (wyposażenie sklepów, sprzęt IT itd.), a więc wszystko to, co składa się na tradycyjną sieć sklepów. Do zinwentaryzowania, zabezpieczenia i oszacowania mieliśmy blisko 34 tys. pozycji magazynowych w 26 sklepach i magazynach oraz ponad 3,7 tys. środków trwałych. Wszystko zostało oszacowane na ok. 27,5 mln zł brutto. Sprzedaliśmy za cenę wyższą niż oszacowanie, do masy wpłynęło blisko 30 mln zł brutto. Ponadto w wykonaniu transakcji zostaną pokryte niektóre koszty związane z zarządzaniem majątkiem Go Sport.

Czy to był może pre-pack?

To nie był pre-pack, czyli szybka transakcja, która inicjowana jest już na przedpolu upadłości, a do jej finalizacji dochodzi już rękami syndyka po ogłoszeniu upadłości. Syndykowi udało się sprzedać cały majątek szybciej, niż bywa to w niejednym pre-packu.

A ilu firma miała wierzycieli?

Prace nad listą wierzytelności trwają. Wierzyciele nadal zgłaszają swoje roszczenia. Proces weryfikacji zgłoszeń jest żmudny, ponieważ Go Sport od marca 2022 r. był pozbawiony dostępu do swoich systemów księgowych (zamrożenie wskutek nałożonych sankcji), a ocena zgłoszeń wierzytelności wymaga, by syndyk sprawdził, czy zgłoszenie odpowiada treści ksiąg upadłego.

Czy to było trudniejsze postępowanie niż zwykła upadłość?

Zdecydowanie tak. Wynikało to z dwóch przyczyn. Pierwsza była natury prawnej i formalnej, a druga organizacyjnej, w tym konieczności narzucenia sobie szybkiego tempa. Tempo było ważne, ponieważ towary Go Sport z każdym tygodniem traciły na wartości (odzież i obuwie mają to do siebie, że wraz ze zmianą trendów modowych stają się mniej atrakcyjne), z kolei galerie handlowe czekały, aż opuścimy zajmowane powierzchnie. Trzeba więc było zsynchronizować proces inwentaryzacji, szacowania majątku, zabezpieczenia i relokacji towarów oraz poszukiwanie nabywcy na Go Sport.

A wymogi formalne?

To przede wszystkim skutki wpisania Go Sport na listę sankcyjną. Najpierw nie było wiadomo, czy w ogóle można ogłosić upadłość podmiotu wpisanego na listę sankcyjną, skoro jego aktywa są zamrożone. Jak już dopuszczono tę możliwość, przyszło zmierzyć się z nietypową procedurą upadłości, w której wbrew tradycyjnemu modelowi wiodącej roli nie pełnił tradycyjny duet, czyli syndyk i sędzia komisarz, lecz należało do procesu włączyć szefa KAS. Syndyk, by móc dokonać sprzedaży majątku, czy pokrywać bieżące koszty, jak choćby koszt zabezpieczenia i inwentaryzacji majątku spółki, musiał uzyskiwać zgodę szefa KAS, nawet jeżeli prawo upadłościowe w danej sytuacji przewiduje tylko zgodę sędziego komisarza czy też autonomię syndyka. Pojawił więc się trzeci organ postępowania upadłościowego – szef KAS.