Materiał powstał we współpracy z Wartą

Dane Głównego Urzędu Statystycznego sygnalizują pogarszanie się koniunktury gospodarczej. Coraz mocniej odczuwają to poszczególne branże, przy czym zdecydowanie najmocniej budowlana.

– Sektor budowlany jest najbardziej jaskrawym przykładem gorszej koniunktury – potwierdza Paweł Pawlik, dyrektor zarządzający departamentu produktów i taryfikacji klientów korporacyjnych w Warcie. – Trudności występują przy tym zarówno na rynku publicznym, jak i prywatnym – dodaje.

Tłumaczy, że w przypadku rynku publicznego wyzwaniem jest brak pieniędzy z Krajowego Planu Odbudowy. To negatywnie odbija się na liczbie inwestycji, przede wszystkim na poziomie lokalnym. Tym bardziej że kończy się pula pieniędzy z bieżącej perspektywy finansowej. W budżety samorządów dodatkowo uderzają rosnące koszty energii. Od lat uszczuplają je też kolejne zmiany w systemie podatkowym, które negatywnie odbijają się na wpływach budżetów lokalnych z PIT i CIT. Władze lokalne otrzymują coraz więcej zadań i obowiązków, za którymi nie idą dodatkowe pieniądze wystarczające na pokrycie kosztów ich realizacji. Wszystko to prowadzi do drastycznego pogarszania się sytuacji finansów samorządów i osłabia ich zdolności inwestycyjne.

– Nawet odblokowanie pieniędzy z KPO nie poprawi sytuacji z dnia na dzień. Procesy inwestycyjne trwają długo. Potrzeba czasu na organizację przetargów, dostosowanie planów inwestycyjnych do możliwości budżetowych samorządów – mówi Paweł Pawlik.

Problemy dotykają też jednak rynku prywatnego i związane są przede wszystkim z budownictwem mieszkaniowym. To ono, wraz z inwestycjami na rynku biurowców, było do niedawna motorem branży budowlanej. Jednak gwałtowny wzrost inflacji i stóp procentowych radykalnie obniżył zdolność kredytową potencjalnych nabywców mieszkań. To przełożyło się na ogromny spadek liczby udzielanych kredytów. Zahamowała sprzedaż mieszkań. W tej sytuacji inwestorzy często wstrzymują się z ich budową. W obszarze biurowym duża część firm, które w okresie pocovidowym weszły w tryb pracy zdalnej, nawet jeśli wróciła do pracy stacjonarnej, to często w systemie hybrydowym, łączonym. To przekłada się na mniejsze zapotrzebowanie na powierzchnię biurową.

– Wszystko to sprawia, że firmy budowlane przestają zarabiać, pogarsza się ich rentowność, mają problemy z dostępem do kredytów i finansowania. I niestety nie są to problemy chwilowe, tym bardziej że cały czas szybko rosną koszty inwestycji budowlanych – mówi ekspert Warty.

Zwraca uwagę na dane o rosnącej liczbie upadłości firm, którymi znów najmocniej dotknięta jest branża budowlana. Już pierwsza połowa tego roku przypominała pod tym względem 2012 r., który był bardzo trudny dla branży budowlanej, pogrążył wiele firm, w tym kilka bardzo dużych.

– Teraz sytuacja się powtarza, przy czym zagrożenie dotyczy w szczególności sektora małych i średnich firm. Jeśli upadnie któraś z dużych, wywoła to lawinę upadłości mniejszych firm, które zazwyczaj są podwykonawcami na dużych placach budów – mówi dyrektor Pawlik.

Tak zła sytuacja utrudnia firmom dostęp do gwarancji kontraktowych. – Gwarancje są bardzo ważnym elementem całego procesu inwestycyjnego. Zabezpieczają wykonanie kontraktu – tłumaczy Paweł Pawlik.

Bez gwarancji zewnętrznych udzielanych m.in. przez banki i firmy ubezpieczeniowe przedsiębiorca musi na nie przeznaczyć własne środki, blokuje swój kapitał. To trudne zwłaszcza w sytuacji, gdy uczestniczy on w wielu przetargach i realizuje kilka inwestycji. W przypadku pozyskania gwarancji zewnętrznych, to gwarant bierze na siebie ryzyko pokrycia kosztów zerwania kontraktu czy usunięcia wad i usterek.

Tymczasem to, co dzieje się na rynku budowlanym, sprawia, że instytucje finansowe udzielające gwarancji podchodzą do tego coraz bardziej konserwatywnie. Usztywniają warunki udzielenia wsparcia. – Są firmy, które mówią, że udzielą większej gwarancji, ale nie samodzielnie. Że mogą dać na przykład jak dawniej 30–40 mln gwarancji, ale do spółki z dwiema czy trzema innymi firmami ubezpieczeniowymi. Tak by ryzyko w przypadku ewentualnej upadłości rozłożyło się na kilka podmiotów. Inne firmy, by obniżyć ryzyko strat, po prostu obniżają wysokość dostępnych gwarancji – wyjaśnia Paweł Pawlik.

– Już od lat utrzymujemy stabilną politykę udzielania gwarancji. I mimo negatywnych perspektyw branży nie planujemy jej zmieniać czy zaostrzać. Przeciwnie. Chcemy inflacyjnie podnosić maksymalne dostępne limity gwarancji – mówi Paweł Pawlik.

Warta ukierunkowana jest na udzielanie małych i średnich gwarancji. Stosuje wystandaryzowane modele wyceny ryzyka i oceny finansowej firm, ale możliwe są tu odstępstwa i indywidualne podejście do danego klienta. W przypadku małych gwarancji stosowane są uproszczone zasady ich udzielania. Badanych jest kilka kluczowych kryteriów, już bez wnikliwego badania finansów firmy. – Cały czas chcemy wspierać firmy potrzebujące gwarancji i pracujemy nad ułatwieniami procesowymi, m.in. automatyzując pobieranie danych finansowych – mówi dyrektor zarządzający departamentu produktów i taryfikacji klientów korporacyjnych w Warcie.

Warunki i ceny udzielania gwarancji są indywidualnie ustalane z klientem i zależą m.in. od przeprowadzonej oceny kondycji ekonomiczno-finansowej przedsiębiorcy oraz typu gwarancji. Składka, jaką należy zapłacić za gwarancję, zależy przede wszystkim od jej kwoty i okresu jej trwania.

Materiał powstał we współpracy z Wartą