Dla księgowych rewolucja podatkowa 
z Polskiego Ładu to żyła złota czy powód 
do zmartwień?


Patrząc na zakres zmian, jakie ustawodawca zafundował w Polskim Ładzie, mogłoby się wydawać, że wszyscy, którzy profesjonalnie zajmują się podatkami, zwłaszcza księgowi i biura rachunkowe, zacierają ręce. Rzeczywistość jest jednak inna. Ten ogrom pracy i nowości, z jakimi będziemy musieli się zmierzyć, przyprawia nas o ból głowy. Koniec tego roku będzie bardzo wymagający, a osoby zajmujące się księgowością są bardzo wyczerpane. Sytuacja jest przygnębiająca, bo musimy zacząć stosować przepisy, których jeszcze 
do końca nie znamy. Nie mówiąc już o tym, 
ile problemów wyjdzie w tzw. praniu.


Czytaj więcej

Jak "Polski Ład" wpłynie na zarobki - poradnik

To wpłynie na ceny usług? 


Niestety, to nieuniknione. Wynika to z kilku czynników. Na pewno będziemy musieli uwzględnić wszystko, co się dzieje na rynku, skalkulować m.in. wzrost cen usług, które sami kupujemy, oraz wzrost wynagrodzeń. Nie chodzi jednak o zmaksymalizowanie zysków pod płaszczykiem Polskiego Ładu. Biura rachunkowe, które są dobrze zorganizowane, mają silną obsadę kadrową, korzystają z nowoczesnych narzędzi, może przejdą suchą nogą przez zawirowania, a nawet może coś zarobią. Dla wielu Polski Ład nie będzie żadną żyłą złota, bo wymaga dodatkowego zaangażowania kadrowego, 
a przede wszystkim czasu. A to wszystko kosztuje. Niestety, ustawodawca zafundował nam największą od 30 lat rewolucję podatkową i dał na przygotowanie się do niej miesiąc. Zmian jest cała masa, a jeszcze więcej pytań pozostaje bez odpowiedzi. 
Nie liczymy więc zysków, bardziej robimy wszystko, żeby ograniczyć straty i przede wszystkim rzetelnie obsłużyć naszych klientów. Na tym najbardziej nam zależy. 
W całej tej sytuacji jestem pewna, że w obliczu kolejnych trudnych sytuacji – były tarcze, a teraz jest Polski Ład – nikt nie będzie tak stał za swoimi klientami, jak stoją biura rachunkowe z całą swoją kadrą. 


Czy branża nie obawia się, że nie wszyscy podniosą ceny?


Nie możemy tego wykluczyć. Niemniej bierzemy pod uwagę różne kwestie. 
Przede wszystkim ceny usług księgowych 
i rachunkowych są bardzo zróżnicowane, 
w zależności od tego, czy są świadczone 
w dużych miastach czy mniejszych miejscowościach. Obserwujemy też, że niska cena może być efektem małej świadomości, 
z jak dużą odpowiedzialnością wiąże się teraz świadczenie usług rachunkowych. Problemem jest także brak właściwego podejścia do czasu. Są biura, które muszą pracować w nadgodzinach, żeby obsłużyć klientów, co nie przekłada się na cenę za usługę. Ceny są zaniżone i spodziewamy się, że w niektórych przypadkach przyszłoroczny wzrost może wynikać z ich urealnienia. 
I wtedy będzie on jeszcze większy, bo jeśli np. ktoś prowadził podatkową książkę przychodów i rozchodów za 50 zł, a średnia na rynku to 200–250 zł, podniesienie ceny do tego poziomu będzie odczuwalne i znaczące. A to i tak będzie dopiero dobicie do poziomu przeciętnych cen na rynku. Oczywiście nie można wykluczyć, że niektórzy zechcą konkurować ceną. Uniknięcie podwyżek wydaje mi się jednak mało realne, biorąc pod uwagę odpowiedzialność i czas potrzebny do zapoznania się ze zmianami podatkowymi.


Czytaj więcej

Polski Ład - poradnik: Kto zyska, a kto straci na „obniżce” podatków

Konkurowanie ceną to pułapka?


Uważam, że tak. Zmiany podatkowe 
w Polskim Ładzie wymagają ogromu pracy 
i doszkalania. Biuro, które nie podniesie cen 
i przyjmie do obsługi za dużo klientów, może nie podołać wyzwaniu.


Jakich podwyżek mogą spodziewać się klienci biur rachunkowych?


W branży mówi się powszechnie 
o podwyżkach na poziomie 20–30 proc. 


To sporo.


Tak, ale poniekąd będzie to pokłosiem także pandemii. Po jej wybuchu wiele biur rachunkowych nie podnosiło cen, 
a musiały zmierzyć się nie tylko z nowymi wyzwaniami przy organizacji pracy, ale przede wszystkim z rozliczeniem tzw. tarcz antykryzysowych. Biura rachunkowe 
starały się wspierać swoich klientów i choć miały dużo więcej pracy, nie podnosiły 
w tym okresie cen. 
To powoduje zaległości waloryzacyjne z prawie dwóch lat. Do tego dochodzi rosnąca inflacja. Dlatego musimy te ceny urealnić. 


A branża nie boi się, że klienci odejdą?

Wiemy, że tak też może się zdarzyć, ale nie powstrzyma to branży przed podniesieniem cen. Po blisko dwóch latach pracy 
w pandemii, pracy w trudnych warunkach 
i z trudną materią, jaką były tarcze antykryzysowe, księgowe i księgowi są wyczerpani. Do tego dochodzi coraz większa odpowiedzialność i jeszcze większy stres związany z Polskim Ładem. Kalkulacja w środowisku jest prosta: albo za swoją pracę dostaniemy godne wynagrodzenie, albo przestaniemy ją wykonywać. Klient musi więc zapłacić więcej albo może odejść.

Nie będę ukrywać: to efekt ogromnego ryzyka i zmęczenia, które zaczyna przekładać się na podejście do tego biznesu. Biura rachunkowe ze względu na przeciążenie pracą i odpowiedzialność nie chcą już brać na siebie wszystkiego, nie szukają na siłę nowych klientów, nie chcą wchodzić w nowe usługi. Wszystkiego jest za dużo, do tego permanentny stres i wypalenie. Wiele osób 
w ogóle myśli o odejściu z zawodu. Dotyczy to zwłaszcza księgowych z wieloletnim doświadczeniem, którzy z powodu Polskiego Ładu przyspieszają przejście na emeryturę. Zmienia się tak dużo, że nie chcą po prostu wszystkiego uczyć się od nowa. To samo dotyczy kadrowych, dla których Polski Ład oznacza konieczność uczenia się od początku, jak rozliczyć pracowników.


Nie żal rezygnować z zawodu?

Zapewne tak. Zwłaszcza że na ogół biura rachunkowe są mocno związane z klientami. Sama prowadzę biuro rachunkowe od 15 lat 
i z większością klientów jestem związana od lat. Niestety, jesteśmy tak przytłoczeni ilością zmian, jakie zafundował nam ustawodawca, 
i niepewnością, że pojawia się zwyczajna rezygnacja i frustracja. Przez ostatnie dwa lata musieliśmy sami zmagać się z problemami i odpowiadać sobie na dziesiątki pytań. Ci, którzy przekroczyli limit decyzji, wolą zrezygnować i wycofać się z zawodu. 
O tym, jak duża będzie skala tego problemu, przekonamy się pewnie dopiero na początku roku. 


To może księgowych w Polsce jest za dużo?


Nie wiem, czy księgowych jest za dużo czy za mało, ale problem braków wykwalifikowanej kadry księgowo-płacowej jest coraz bardziej widoczny na rynku. Księgowe i kadrowe muszą się ciągle doszkalać. I nie chodzi o jedno szkolenie 
w roku. To zawody, które obecnie wymagają zupełnie innych predyspozycji niż kiedyś, gdy księgowa miała tylko posortować 
i rozliczyć faktury, a jak nauczyła się skali podatkowej, to nie musiała zaglądać do ustawy o PIT przez kilka lat. Dziś musimy myśleć analitycznie i na bieżąco rozwiązywać tysiące problemów, zwracać uwagę na wyłączenia i szczegóły dotyczące opodatkowania. Nie każdy to potrafi, dlatego na rynku coraz bardziej brakuje wykwalifikowanej kadry. 


Zawód księgowego jest jeszcze atrakcyjny?


Raczej stał się zawodem wysokiego ryzyka. Wymaga ogromnej pracy, zaangażowania i wiąże się z coraz większą odpowiedzialnością, za czym nie zawsze idą zarobki. Przykładowo osoba, która po studiach zaczyna pracę w biurze rachunkowym, nie jest samodzielna. Potrzebuje minimum dwóch lat, żeby się wdrożyć i nie pozyska klientów, bo i tak nie będzie w stanie ich obsłużyć. W przekonaniu klienta obsługa rachunkowa to „niepotrzebny” koszt, więc chciałby płacić jak najmniej. To też powoduje, że nie zawsze wszystko na poziomie kalkulacji ceny 
i wynagrodzenia się spina. Dla większości młodych praca w rachunkowości może być nieatrakcyjna, nie tylko pod względem zarobków, ale przede wszystkim ogromu pracy, jakiego wymaga, a niekiedy nikłej satysfakcji z tego, co się robi. Nie jest bowiem łatwo tłumaczyć kolejnemu klientowi, że jego podatek będzie większy, będzie go trudniej rozliczyć, a jeszcze za to wszystko więcej zapłaci.


Jak klienci reagują na Polski Ład? Wiedzą, 
co ich czeka?


Nie, wydaje się, że klienci nie mają świadomości, jakie zmiany zafundował im ustawodawca. I to jest dla nas przerażające, 
bo teoretycznie my w księgowości od lipca wiedzieliśmy, że coś może się wydarzyć 
i śledziliśmy to. Mikro i mały przedsiębiorca, czyli przeciętny klient biura rachunkowego, 
do dzisiaj nie wie, co go czeka. Potwierdzają to moje rozmowy z klientami, którym od dwóch tygodni staram się uzmysłowić m.in., ile będą płacić, jak zmieni się skala czy składka zdrowotna. Słyszę jedną odpowiedź: to niemożliwe, chyba ten kalkulator coś źle wyliczył. Zdziwienie jest ogromne. To pewnie zasługa oficjalnego przekazu, w którym dominują wyższa kwota wolna od podatku 
i podniesione progi podatkowe czy korzyści dla rodzin z dziećmi oraz emerytów. O całej reszcie, czyli niekorzystnych dla podatników zmianach ukrytych w Polskim Ładzie, jak np. rewolucja 
w opodatkowaniu najmu czy zasadach amortyzacji, oficjalna propaganda milczy. 
To spada na nas. Jesteśmy nie tylko posłańcem przynoszącym złe wieści, ale jeszcze musimy 
w większości przypadków ogarnąć wszystkie zmiany podatkowe. A te przecież nie wynikają tylko z Polskiego Ładu. Jest jeszcze cały VAT, wszystkie rozwiązania CIT estońskiego czy RODO i wiele, wiele innych.


A ci bardziej zorientowani przypuszczają chociaż, że ich biznes może przestać się w ogóle opłacać?

Nie, nawet oni do końca nie mają tego świadomości. Dopiero przy indywidualnych spotkaniach dociera do nich, że nie tylko ceny rosną. Uświadamiają sobie, że wzrosną też ich obciążenia podatkowe i zakres obowiązków. Niektórzy kalkulują to i liczą się z koniecznością podwyżek cen czy płac. Ale to z kolei przełoży się na podwyżki cen ich produktów i usług. Do tego dochodzi inflacja. Nie w każdej branży finalnie dopnie się to na tyle, żeby biznes był nadal opłacalny.


Pandemia odbiła się na biurach rachunkowych?


Bardzo. Pandemia – oczywiście oprócz fizycznego i psychicznego wyczerpania 
– stała się katalizatorem pozytywnych zmian. Ogromnie przyspieszyła rozwój i wprowadzenie nowoczesnych rozwiązań. Duża część usług przeniosła się do internetu. Większość biur obsługuje swoich klientów zdalnie. Cały obrót dokumentów został przestawiony z papieru na platformy elektroniczne. Miało to związek m.in. z tym, że w pandemii nikt nie zwolnił nas z rozliczania podatków przedsiębiorców. 
Była pandemia, lockdowny, pracownicy 
na kwarantannach, a dokumenty musiały 
na czas trafiać do fiskusa, trzeba było sporządzić listy płac, żeby pracownicy klientów dostali pensje na czas. Bardzo szybko zrozumieliśmy, że musimy się tak zorganizować, żeby mimo pandemii zapewnić ciągłość pracy i obsługi. To było bardzo obciążające, bo zachorować przecież może każdy, ale jak wytłumaczyć dwustu klientom, że nie będą mieli złożonego JPK na czas? Ubocznym efektem jest też odejście od rejonizacji i możliwość obsługi klientów 
z całej Polski. Mniejsze biura rachunkowe mogą przez to konkurować z wielkimi korporacjami czy bankami, które powszechnie zaczęły oferować usługi księgowo-rachunkowe. Pojawiły się nawet biura, które obsługują klientów tylko zdalnie. Jest coraz mniej wyłącznie tradycyjnych stacjonarnych biur rachunkowych.


Jedno życzenie do podatkowego Świętego Mikołaja? 


Roczne vacatio legis dla każdej dużej zmiany podatkowej. Bo przecież my nie jesteśmy źle nastawieni do zmian, tylko chcielibyśmy mieć czas, żeby się z nimi zapoznać, nauczyć się ich 
i przygotować na nie naszych klientów. Zmiany na kilka dni przed terminem wejścia w życie 
i praca na pogłoskach czy informacjach 
z Twittera nie powinna być standardem 
w żadnym praworządnym, demokratycznym państwie.