Ten festiwal to impreza dla całych rodzin. Tak jak dla całych rodzin jest bieganie po górach. Cieszą się nie tylko ci, którzy wyjdą na trasę, zmęczą się, zmokną i na koniec wpadną na metę w podskokach (jak zwycięzca TAURON Biegu 7 Dolin), dostojnym truchtem albo noga za nogą. Cieszą się też małżonkowie i dzieci, którzy przyjeżdżają na festiwal w charakterze gości, kibiców albo turystów.

W lekkim deszczu

Kiedy jedni przebiegali przez miasteczko namiotowe, inni spacerowali z wózkami dziecięcymi, a ochrona czuwała, żeby ich drogi niebezpiecznie się nie przecinały. Festiwal rozgrywany już po raz 13., to okazja do zmierzenia się z górami i sprawdzenia się w walce z samym sobą, co podkreślali wszyscy uczestnicy.

Chociaż za zwycięstwo są nagrody, to z innymi biegaczami się nie walczy, bo góry skłaniają do braterstwa. Kiedy widzisz, że ktoś ślizga się na błocie i upada podczas zbiegu, to nie mijasz go obojętnie, ale pomagasz wstać.

rp.pl

Nic dziwnego, że na zdjęciach można zobaczyć, jak Kamil Leśniak i Dominik Grządziel wspólnie pozują na trasie do fotografii, chociaż obaj mieli szansę na zwycięstwo na dystansie 100 kilometrów. Potem, odpoczywając na ławeczce, znaleźli jeszcze siły, żeby pożartować.

Ostatecznie jako pierwszy na metę TAURON Biegu 7 Dolin wbiegł po 9 godzinach i 38 minutach Artur Jabłoński. Wśród kobiet równych sobie nie miała Ewa Majer. Najszybciej na metę biegu na 36 km przybiegli Emil Drabik i Katarzyna Wilk, a biegu na 61 km Andrzej Witek i Paulina Tracz.

Pogoda ich nie rozpieszczała, praktycznie całą trasę biegli mokrzy, w lekkim deszczu. Niełatwo było w tych warunkach utrzymać równowagę, a co dopiero bić rekordy życiowe. Mimo to, a może właśnie również dzięki temu, atmosfera i widoki na górskich szlakach były niesamowite. W sobotę od rana nad stokami unosiła się mgła, tworząc bajkowo-magiczny klimat.

Ci, którzy jednego dnia opiekowali się dziećmi, kolejnego mogli stanąć na starcie. Nie trzeba być ultramaratończykiem, żeby zostać uczestnikiem festiwalu. Można było pobiec na jeden kilometr, na jedną milę, w krawacie albo w przebraniu, a nawet podeprzeć się kijkami, stając na starcie Górskich Mistrzostw Polski w Nordic Walking. Tutaj rozgrzewkę poprowadził czterokrotny mistrz olimpijski w chodzie Robert Korzeniowski wraz z żoną.

W ramach festiwalu startowały reprezentacje szkół z całej Małopolski w rywalizacji odbywającej się pod hasłem „Aktywny Małopolanin”.

Ludzie gór

W niedzielę tradycyjnie na starcie stanęli maratończycy i swoją rywalizację kończyli najtwardsi ludzie gór, czyli uczestnicy Iron Runu. Oni przez trzy dni imprezy zaliczyli aż dziewięć dystansów (Milę, Bieg na 15 km, Bieg Nocny 7 km, Ultramaraton 61 km, Bieg na 3 km, Nocny Bieg 5 km, Koral Maraton, Bieg na Górę Kicarz i Bieg na 1 km).

A jeśli ktoś w ogóle nie miał ochoty na bieganie lub chodzenie po górach, to mógł krążyć między food truckami oraz stoiskami z regionalnym jedzeniem albo przysłuchiwać się występom zespołów ludowych.

Organizator Festiwalu Biegowego Zygmunt Berdychowski z dumą mówi o sobie, że jest Lachem Sądeckim, więc przy okazji promuje lokalną kulturę i tradycję. W zeszłym roku konwencja była narzucona, teraz zespoły miały większą dowolność. Do Miasteczka Biegowego wkroczył korowód uczestników Festiwalu Lachów i Górali, który odbywa się równocześnie z Festiwalem Biegowym.

Do Piwnicznej przyjechało kilkadziesiąt zespołów folkowych z Polski, Rumunii, Węgier i Słowacji. Przez trzy dni ze sceny rozbrzmiewała muzyka. Widzowie zobaczyli taniec i zwyczaje karpackich regionów.

Można było spędzić tam cały weekend i zawsze znaleźć coś ciekawego do zrobienia. Tegoroczna, 13. edycja pokazała też, że na Festiwalu Biegowym warto zostać do samego końca. Losowanie głównej nagrody – najnowszego modelu Toyoty Aygo X ufundowanej przez PPL KORAL – odbyło się jak zwykle w niedzielę i dostarczyło wielu emocji. Był jeden szczęśliwiec, ale trzy osoby mogą mówić o sporym pechu lub mieć pretensje wyłącznie do siebie za brak cierpliwości.

Trzy pierwsze wylosowane osoby nie zgłosiły się w ciągu regulaminowych 3 minut i straciły swoją szansę. Dlatego samochód trafił w ręce Kamila Kocemby. – Nie wierzę, no po prostu nie wierzę – mówił on już na podium. Ogólna wartość nagród podczas 13. Festiwalu Biegowego sięgnęła pół miliona złotych.

Za rok wrócą

Po ograniczeniach wywołanych przez pandemię koronawirusa w tym roku dopisała też frekwencja. W różnych konkurencjach i imprezach Festiwalu Biegowego wzięło udział 3870 osób, z których 3500 wystartowało w biegach, a niemal 400 wzięło udział w wyprawach rowerowych.

Wyjeżdżali zadowoleni, więc można się spodziewać, że wrócą za rok i wezmą ze sobą znajomych.