Jak ocenia pan aktualny stan rodzimej gospodarki?

Generalnie polska gospodarka i polskie firmy są w dobrym stanie pomimo tych wszystkich turbulencji, które są na rynku nie tylko aktualnie, ale już od dwóch lat. Najpierw był kryzys spowodowany pandemią. Zaczęliśmy już z niego powoli wychodzić i niestety doszło do agresji Rosji na Ukrainę, co znów powoduje problemy i to ogromne. W 2020 r. doszło do spowolnienia spowodowanego pandemią, ale ten spadek i jego efekty były zdecydowanie mniejsze, niż spodziewały się rynki. Były one też mniejsze niż w krajach naszego regionu i całej UE. Polska z kryzysem wywołanym pandemią poradziła sobie całkiem nieźle. Wzrost gospodarczy w 2021 r. to średnio 6 proc. I kwartał br. na pewno będzie doskonały, ale w kolejnych kwartałach wzrost będzie niższy z powodu wojny na Wschodzie, ale myślę, że w średnim i dłuższym okresie przed Polską są dobre perspektywy.

Pandemia, wojna, a co z inflacją i rosnącymi stopami procentowymi?

Wyzwanie, które stoi przed nami w najbliższych kwartałach, to nie tylko szok wywołany wojną, ale również to, co zaczęło się wcześniej, czyli bardzo wysoka inflacja. Rada Polityki Pieniężnej (RPP) podnosi stopy ze względu na rosnącą inflację. Musimy się jednak liczyć z tym, że przez najbliższe dwa–trzy lata inflacja będzie na podniesionym poziomie, powyżej poziomu zakładanego we wcześniejszych latach. Nie ma co się dziwić, że RPP walczy z inflacją swym najsilniejszym instrumentem, czyli stopami referencyjnymi NBP, które poszły już znacząco do góry i to bardzo szybko. Takiego tempa wzrostu stóp nie mieliśmy w naszej nowożytnej historii, a więc od czasu rozpoczęcia transformacji ustrojowo-gospodarczej. Myślę jednak, że to słuszna reakcja, bo tak wysoka inflacja w dłuższym okresie miałaby bardzo złe skutki. Mam nadzieję, że wyższe stopy procentowe pomogą w zbiciu inflacji.

Są już zapowiedzi kolejnego szybkiego podnoszenia stóp…

Musimy się przygotować na to, że w najbliższych miesiącach inflacja może się utrzymywać na bardzo wysokim poziomie, czyli powyżej 10 proc., ale w drugiej połowie roku możemy oczekiwać rozpoczęcia procesu spadkowego. To nadal, niestety, oznacza, że stopy procentowe będą wysokie i one będą miały wpływ zarówno na klientów indywidualnych korzystających z pożyczek i kredytów hipotecznych, jak i na biznes. Dlatego że oprocentowanie kredytów będzie rosło.

Skoro mówimy o kredytach hipotecznych, to jak pan ocenia propozycje premiera Mateusza Morawieckiego dotyczące pomocy dla kredytobiorców kredytów złotowych?

Przed ostatnimi podwyżkami stopy były w Polsce w zasadzie na poziomie zerowym. Wcześniej w historii nie mieliśmy z taką sytuacją do czynienia. Te stopy były naprawdę niskie i nie ma co ukrywać, że w efekcie mieliśmy boom na rynku kredytów hipotecznych, choć banki zachowywały się ostrożnie. Teraz podwyżki stóp powodują, że obsługa kredytów przez klientów indywidualnych staje się trudna. W niektórych przypadkach raty prawie się podwajają. Nie ma się więc co dziwić, że rząd stara się ulżyć kredytobiorcom. Propozycje te były w dużej mierze konsultowane z sektorem bankowym. Są one pewnym kompromisem, czyli z jednej strony jak zachować ekonomiczną racjonalność rynku, a z drugiej jak ulżyć kredytobiorcom. Leży to również w interesie banków. Przecież nie chcemy, aby kredyty nie były spłacane. To uderzyłoby w banki.