fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

energia.rp.pl

Wiśniewski o PEP2040: kierunek dobry tylko droga nie ta

Globalna emisja dwutlenku węgla (CO2) zwiększyła się w 2012 r. aż o 61 proc. w stosunku do roku 1990
Shutterstock
Zgodnie z deklaracjami rządu OZE w dalszej perspektywie mają stanowić jeden z filarów polskiej energetyki, ale tempo zmian i postawione cele są zbyt wolne i zbyt mało ambitne oraz niedopasowane do polityki UE – pisze prezes IEO.

Przyjęta przez rząd 2 lutego 2021 roku Polityka Energetyczna Polski (PEP) do 2040 roku dobrze pokazuje kierunek zmian polskiego systemu energetycznego przedstawiony w streszczeniu dokumentów opublikowanym przez Ministerstwie Klimatu i Środowiska. Pełny dokument nie został jednak jeszcze opublikowany w Dzienniku Urzędowym „Monitor Polski”. Zgodnie z prawem energetycznym powinien być opracowywany zgodnie z zasadą zrównoważonego rozwoju kraju i zawierać: ocenę realizacji polityki energetycznej państwa za poprzedni okres, część prognostyczną obejmującą okres nie krótszy niż 20 lat, program działań wykonawczych na cztery lata zawierający instrumenty jego realizacji. Nie znamy nie tylko dokumentu, ale też kluczowych załączników.

Prawo stanowi, że politykę energetyczną państwa opracowuje rząd co cztery lata. Poprzedni dokument tego typu został przyjęty 12 lat temu. Zatem przez ostatnie osiem lat Polska de facto nie miała polityki energetycznej (miała nieaktualną i kilka jej projektów). W efekcie poszczególne decyzje w sprawach kluczowych, takich jak budowa elektrowni jądrowej, systemowych elektrowni węglowych czy inwestycji w infrastrukturę gazowniczą itp., były efektem doraźnych decyzji i działań poszczególnych politycznych i gospodarczych lobbies lub reakcji na naciski UE w sprawie OZE czy efektywności energetycznej, a nie wynikiem przemyślanej długofalowej strategii.

Co prawda, zgodnie z deklaracjami rządu, OZE w dalszej perspektywie mają stanowić jeden z filarów polskiej energetyki, ale tempo zmian i postawione cele są zbyt wolne i zbyt mało ambitne oraz niedopasowane do polityki UE. Być może tym razem dokument zostanie zaktualizowany i dostosowany zarówno do polityki unijnej, jak i tempa rozwoju technologii. Ale innowacyjny biznes chcący się wpisać w ideę Europejskiego Zielonego Ładu nie dostał jasnego potwierdzenia, że Polska rozpoczęła transformację energetyczną.

Niepewność spowoduje, że inwestycje wystartują z opóźnieniem, przy podwyższonym ryzyku i wyższych kosztach. Opóźnienie rozwoju projektów OZE spowoduje też trudności w wykorzystaniu funduszy UE. Krajowy Plan Odbudowy, z którego 37 proc. powinno być przeznaczone na zielone technologie, i Fundusz Sprawiedliwej Transformacji mający skompensować niekorzystne skutki odchodzenia od węgla w regionach górniczych nie mogą czekać, a długi czas rozwoju projektów energetycznych powoduje, że zagrożone mogą być też fundusze spójności na lata 2021–2027. Gdyby do tego doszło, koszty energii w Polsce co najmniej do 2030 roku będą dalej rosły choćby z powodu rosnących kosztów uprawnień do emisji CO2, a bezpieczeństwo energetyczne kraju mierzone skalą importu energii i paliw może zostać obniżone.

Zgodnie z PEP do 2030 roku udział OZE w końcowym zużyciu energii brutto wyniesie tylko 23 proc. Choć poprzednia wersja PEP’2040 mówiła o 21 proc., to Komisja Europejska, oceniając krajowy plan działań na rzecz energii i klimatu, opracowany i oceniany jeszcze przed zatwierdzeniem nowych celów klimatycznych, wnioskowała m.in. o podniesienie celu OZE na 2030 rok do minimum 25 proc. Udział OZE w produkcji energii elektrycznej według PEP miałby wynieść minimum 32 proc. w roku 2030 (poprzednia wersja 31,8 proc.), tj. co najmniej 10 proc. poniżej średniej unijnej przy starych celach klimatycznych i 20 proc. przy nowych.

PEP dużo więcej obiecuje w zakresie OZE i redukcji emisji w latach 2031–2040 niż w kluczowym okresie 2021–2030. Moc zainstalowana farm wiatrowych na morzu wyniesie ok. 5,9 GW w 2030 i ok. 11 GW w 2040 roku. Biorąc pod uwagę zaledwie wstępny etap zaawansowania prac nad budową morskich farm wiatrowych, są to plany ambitne. Ich realizacja stawia pod znakiem zapytania plany rozwoju elektrowni jądrowych, które też mają być realizowane na Wybrzeżu przez – w większości – te same konsorcja. W 2033 roku ma zostać uruchomiony pierwszy blok elektrowni jądrowej o mocy 1–1,6 GW, a potem kolejne sześć bloków o łącznej mocy sięgającej nawet 9 GW. Oba typy projektów musiałyby walczyć o te same, ograniczone zasoby finansowe i sieciowe i na dzisiaj wydaje się mało realne, by tych zasobów wystarczyło.

Największe obawy są związane z rozwojem najtańszych OZE w najbliższej dekadzie. Opierając się na ostatniej wersji projektu PEP, przed jego zatwierdzaniem przez rząd, największe obawy budzi prognoza mocy zainstalowanej w fotowoltaice, która jest niższa niż w projekcie PEP’2040 z 2019 roku i najwyraźniej niedoszacowana. W dokumencie napisano, że moc PV w 2030 roku wyniesie 5–7 GW, podczas gdy obecnie w Polsce już jest ponad 4 GW, a  przyrost mocy w br. przekroczy 2 GW. Tylko z aukcji OZE w tym roku wybuduje się co najmniej 1,2 GW mocy. Strategia energetyczna będzie formalną przeszkodą do urzeczywistnienia celów zapowiadanych w ramach nowelizacji ustawy o OZE na lata 2022–2026.

Ostatnia wersja projektu PEP wskazywała na spadek mocy farm wiatrowych z 9,5 GW w roku 2025 (po zrealizowaniu projektów zakontraktowanych w ramach aukcji OZE z lat 2018–2020) do 8,5 GW w roku 2030. Brak w streszczeniu PEP informacji o mocach lądowych farm wiatrowych może oznaczać, że nie ma chętnych do przyznania, że tzw. ustawa odległościowa blokująca możliwość lokalizacji farm wiatrowych w Polsce z 2016 roku była błędem prowadzącym do utraty konkurencyjności przez polską energetykę w wyniku eliminacji najtańszego źródła energii. Mimo że nie ma już Ministerstwa Energii, Ministerstwa Infrastruktury i Budownictwa, nie ma już w Sejmie części niewielkiej grupy posłów, którzy sześć lat temu przepychali tę ustawę, to brakuje woli politycznej, aby powstrzymać dalsze negatywne skutki ówczesnego wzmożenia antywiatrakowego.

Zbyt wolne tempo rozwoju OZE w latach 2021–2030 spowoduje wzrost cen energii, utrudni rozwój elektromobilności i elektryfikacji ciepłownictwa, a przede wszystkim uniemożliwi dalszy spadek emisji do atmosfery zgodnie z celami UE. Zarysowana strategia – ścieżka przejścia od węgla do atomu z wykorzystaniem gazu i pominięciem OZE – może się bardzo szybko okazać całkowicie nierealna. Dobrze, że w końcu PEP został przyjęty i potwierdził wolę stopniowego odchodzenia od węgla, ale zawiera za dużo sprzeczności i niedopowiedzeń i jest za mało ambitny w stosunku do tego, co się dzieje w energetyce w UE i w krajach rozwiniętych. Mało ambitny PEP może oznaczać, że rynek zorientuje się na dokumenty unijne, co osłabi jeszcze bardziej nadwątlaną rangę dokumentu. Szczególnie poszkodowane mogą zostać państwowe koncerny energetyczne, które PEP w realizacji ich planów modernizujących ogranicza najbardziej.

Grzegorz Wiśniewski, prezes IEO

Źródło: energia.rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA