Jednym z tematów rozmowy była dymisja łódzkiego kuratora oświaty Grzegorza Wierzchowskiego, który stracił stanowisko krótko po tym, jak mówił o "wirusie LGBT" jako groźniejszym od koronawirusa, bo dehumanizującym społeczeństwo".

Rzecznik Praw Dziecka uznał, że choć z szacunku dla drugiego człowieka nie powinno się w ten sposób mówić o "środowisku, które istnieje", ale jednocześnie ocenił, że "idea LGBT" rozprzestrzenia się w sposób "niezgodny z tradycyjnym polskim rozumieniem patriotyzmu".

W rozmowie poruszono także temat powrotu dzieci do szkół podczas pandemii koronawirusa. Rzecznik zapewnił, że i pracownicy szkół, i rodzice, wykonali "dużą pracę", by ten powrót był bezpieczny, a dzieci będą miały "modne maseczki i na pewno będą zachowywać dystans". Tam z kolei, gdzie będzie trzeba, tam stolarze będą ciąć ławki na pół.

- Jeśli trzeba to zrobić teraz, bardzo dobrze, bo stolarze będą mieli co robić - powiedział Rzecznik Praw Dziecka.

Pawlak pytany był także o to, czy przygotowane przez MEN zasady nie są nieprecyzyjne. Uznał, że zbytnie doprecyzowanie zaleceń  doprowadziłoby do sytuacji absurdalnych, zwłaszcza ingerujących w kwestie wychowawcze, bo "wychowanie należy do rodzica, a edukacja do państwa".

Mikołaj Pawlak zapewnił też, że to właśnie nauczyciele mają kompetencje, by nauczać wychowania seksualnego, bo zdaniem rzecznika taki program w szkołach jest, zatwierdzony programem. Dlatego do placówek edukacyjnych nie powinni być wpuszczani edukatorzy seksualni.

Zdaniem Rzecznika Praw Dziecka takie osoby "wychwytują dziecko rozchwiane, zaniedbane, któremu dają jakieś środki farmakologiczne, żeby zmieniać jego płeć bez wiedzy i zgody rodziców i lekarzy". Dopytywany, stwierdził, że takie sytuacje "opisywały ostatnio media".