Szkoły nie mają wątpliwości – ostatni okres roku szkolnego, który przebiegać będzie w trybie stacjonarnym, to nie czas na uzupełnianie wiedzy. A nawet gdyby ktoś miał taki pomysł, to przeszkadza w tym szkolny kalendarz.

Klasy 1–3 wróciły do szkoły po majówce. Pozostałe – od 17 maja rozpoczną naukę w trybie hybrydowym. Od czerwca wszyscy już będą uczyć się stacjonarnie.

Uczniowie szkół podstawowych muszą jednak liczyć się z tym, że będzie to nauka w kratkę. 25–27 maja odbędzie się egzamin ósmoklasisty, co wiąże się z tym, że pozostałe klasy w tym czasie mają wolne. W wielu szkołach zdecydowano się, że w czasie egzaminów klasy inne niż ósme będą uczyły się hybrydowo, a ósmoklasiści stacjonarnie. – Jest to uzgodnione z rodzicami, którzy obawiali się, że gdyby doszło do zakażenia, egzamin mógłby nie dojść do skutku. By minimalizować ryzyko, zdecydowaliśmy, że ósme klasy zaczną od hybrydy – mówi Izabela Leśniewska, dyrektor Publicznej Szkoły Podstawowej nr 23 w Radomiu. Nauczycielka dodaje, że w poniedziałek przed egzaminami też nie będzie zwykłych lekcji. – Wiemy, że powrót jest trudny. Chcemy uczniom w tym pomóc.

Inne klasy też nie spędzą zbyt wiele czasu w szkolnych ławkach. W następnym tygodniu po egzaminach wypada Boże Ciało i długi czerwcowy weekend. – Dlatego też podchodzimy do tej nauki stacjonarnej na spokojnie. To jest czas na odbudowywanie relacji ewentualnie zamykanie niedokończonych spraw przez uczniów. Będziemy starać się pokazać, że ten rok szkolny to coś więcej niż lockdown – mówi Leśniewska.

Podniosłą atmosferę powrotu do szkół psują jednak rozpoczęte przez Ministerstwo Edukacji i Nauki prace nad zmianą statusu zawodowego nauczycieli. Resort myśli m.in. o podwyższeniu nauczycielskiego pensum o dwie godziny (w przypadku nauczycieli plastyki, muzyki i wuefu także o kolejne dwie), powiązaniu uposażenia nauczycieli z minimalnym wynagrodzeniem, likwidacji części godzin ponadwymiarowych, uproszczeniu stopni awansu zawodowego. Wszystko to ma doprowadzić do podwyżek wynagrodzenia. Jak policzyło MEiN, byłoby to – w zależności od stopnia awansu – od 454 do 551 zł. Rozmowy na ten temat z przedstawicielami nauczycielskich związków zawodowych zaplanowane są na 18 maja.

– Odrzucamy te propozycje w całości. Przede wszystkim dlatego, że zabrakło w nich powiązania nauczycielskiej pensji z przeciętnym wynagrodzeniem. A do tego przecież rząd zobowiązał się w porozumieniu podpisanym z Solidarnością dwa lata temu, na dzień przed strajkiem w szkołach – mówi Monika Ćwiklińska z oświatowej „S".

Pomysły te negatywnie ocenił także Związek Nauczycielstwa Polskiego. – Wygląda na to, że rzekome podwyżki nauczyciele mają sfinansować sobie sami – mówi prezes ZNP Sławomir Broniarz.

W odpowiedzi na propozycje MEiN coraz częściej wraca też temat strajku nauczycieli. – Nie można go wykluczyć, choć na razie o nim nie myślimy – mówi Broniarz. A Monika Ćwiklińska uzupełnia: – Nauczyciele nie mają teraz woli do strajku, ale teoretycznie jest to możliwe.

Pedagodzy po cichu przyznają, że termin na ogłoszenie tych zmian nie został wybrany przypadkowo. Bo trudno podejrzewać, by po siedmiu miesiącach pracy zdalnej nauczyciele zdecydowali się na odejście od tablic.

Autopromocja
PARKIET CHALLENGE - GRA GIEŁDOWA

Zainwestuj wirtualne 15 000 zł i wygraj atrakcyjne nagrody

Dołącz do gry