Jakie wyzwania związane z pandemią widzi pani na kilkanaście dni przed rozpoczęciem roku szkolnego?

Dla nas wszystkich najważniejszym wyzwaniem jest bezpieczny powrót dzieci i młodzieży do szkoły. Pierwszą rzeczą, którą należy zaakcentować, są szczepienia. Kluczowe jest ich spopularyzowanie, by ludzie zrozumieli, że warto się zaszczepić, bo stwarza to bezpieczną przestrzeń do nauki. Podczas naszej kwietniowej konferencji „Szkoła po pandemii" wspólnie z uczniami, rodzicami, nauczycielami, dyrektorami i organizacjami pozarządowymi zastanawialiśmy się, jak widzimy ten powrót w kontekście funkcjonowania szkoły. Uznaliśmy, że naszym największym priorytetem jest przywrócenie i budowanie relacji, nacisk na swobodną zabawę i tworzenie dla uczniów przestrzeni do bycia sobą, ale też w relacjach z innymi. Ważne, by zadbać o ciało i psyche, bo w całym kraju mieliśmy dużo zgłoszeń dotyczących ciężkiego stanu psychicznego młodych ludzi.

Kolejnym wyzwaniem dla szkół w pandemii jest cyfryzacja.

Pandemia postawiła nas przed koniecznością korzystania z narzędzi internetowych. Szczęśliwie w Gdańsku przygotowania do cyfryzacji szkoły były prowadzone już od wielu lat, do dzisiaj zainwestowaliśmy w informatyzację szkół 4 mln zł. Jednak co innego myśleć o tym, że będziemy scyfryzowaną szkołą, a co innego zacząć prowadzić wszystkie zajęcia w internecie. Przecież jeszcze w tej chwili przepisy pozwalające na prowadzenie e-nauczania wynikają wyłącznie z sytuacji pandemicznej.

Na ile dobrym pomysłem jest, by szczepienia dla nauczycieli były obowiązkowe? Czy powinno się wprowadzić taki obowiązek również dla dzieci?

Byłoby z mojej strony wyrazem arogancji, gdybym jako socjolożka mówiła, kto ma się obowiązkowo szczepić, a kto nie. Zdaję się na decyzje specjalistów. Oczywiście, szczepienia są dobrowolne, mamy RODO, a to są dane wrażliwe, ale dobrze by było w jakiś sposób monitorować stopień wyszczepienia w szkołach. Jestem zwolenniczką szczepień, ale rozmawiam z ludźmi o różnych poglądach i wydaje mi się, że nasz sposób tłumaczenia nie jest wystarczający. Mam wrażenie, że ludzie oczekują większego kontaktu ze strony osób, które dobrze rozumieją zagadnienie szczepień, by pomogli im rozwiać różne wątpliwości.

Czy pomysł, by dzieci wróciły do szkoły w trybie stacjonarnym przed potencjalną czwartą falą, to dobry kierunek?

Byłabym zwolenniczką maksymalnego wsłuchiwania się w sytuację poszczególnych szkół. Trudno jedną decyzją z Warszawy zadecydować o każdym możliwym wariancie. Wiele ułatwiłoby większe zaufanie władzy do dyrektorów placówek, umożliwienie im podejmowania decyzji np. w sprawie testowania czy wprowadzenia hybrydowego systemu nauczania. Obawiam się, że w tej chwili szkoły całkowicie otworzymy, a za chwilę będziemy je całkowicie zamykać. W zeszłym roku w wielu przypadkach trudno było nam zrozumieć decyzje o tym, że dzieci nie mogą wyjść z domu do godz. 16 albo że nie można organizować swobodnej zabawy w dystansie na świeżym powietrzu. Sztywne zasady spowodowały, że ludzie czuli się pokrzywdzeni, bardzo poszkodowani. I fakt, że kompletnie odebrano im decyzyjność, powoduje teraz reakcję odwrotną.

— wsp. Karolina Kowalska

Autopromocja
Od 29.10 w "Rzeczpospolitej" i "Parkiecie"

Wszystko o zrównoważonym rozwoju i pozafinansowym raportowaniu spółek

Sprawdź szczegóły