Ze względu na pandemię dzieci uczęszczające do świetlicy nie powinny się mieszać. Zajęcia mają być więc organizowane w grupach uczniów z danej klasy, ale tylko wtedy, gdy szkoła ma taką możliwość. Mają się odbywać w świetlicy szkolnej lub w razie potrzeby w innych salach dydaktycznych, które nie są wykorzystywane do bieżącej nauki. Tak wynika z zaleceń Ministerstwa Edukacji i Nauki, Ministerstwa Zdrowia i sanepidu. Dyrektorzy szkół i samorządowcy podkreślają, że są one nierealistyczne.

– Nigdzie nie ma możliwości, by zorganizować zajęcia świetlicowe osobno dla każdej klasy. Szkoła nie jest z gumy. Brakuje sal, nauczycieli i pieniędzy na wynagrodzenia dla dodatkowych osób prowadzących zajęcia świetlicowe – mówi Marek Pleśniar z Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Kadry Kierowniczej Oświaty. I dodaje, że tam, gdzie udało się pozyskać środki i pozwala na to plan lekcji, a świetlicy brak, organizuje się zastępczo godzinę lub dwie dłużej we własnej klasie z wychowawcą.

Czytaj też:

Czytaj więcej

Rok szkolny 2021/2022: maseczki nie we wszystkich szkołach

W większości szkół zalecenia resortu zostaną jednak na papierze. Przecież trzeba je wcielić w życie tylko w miarę posiadanych możliwości.

Dostęp limitowany

Ze świetlicami problem był i przed pandemią. Teraz tylko się pogłębił. Szkoły od lat limitują dostęp do świetlicy, nie zawsze zgodnie z prawem. Część z nich uzależnia zapisanie dziecka do świetlicy od zatrudnienia rodziców. Gdy jako dowodu żądają oświadczenia, nie ma w tym nic złego, bo zgodnie z prawem szkoła podstawowa musi zapewnić zajęcia świetlicowe ze względu na czas pracy rodziców. Jednak część rodziców zmuszana jest do przyniesienia zaświadczenia od pracodawcy.

– Nie ma podstaw prawnych, aby żądać od rodziców zaświadczenia od pracodawcy o zatrudnieniu – mówi Anna Ostrowska, rzecznik prasowy MEN. I dodaje, że jeśli szkoła wprowadziła wymóg przedkładania tego typu zaświadczenia w statucie, kurator powinien w ramach nadzoru zwrócić uwagę na nielegalność zapisu.

Bez pierwszeństwa

Autopromocja
Już w środę. Tylko w prenumeracie rocznej

Poradnik specjalny: Polski Ład - jak rozliczyć się z fiskusem

Zaprenumeruj

Prawo oświatowe w art. 149 określa, jakich danych może żądać dyrektor placówki przy przyjęciu kandydata. Są to m.in. numer telefonu i adres poczty elektronicznej rodziców. Z kolei w rozporządzeniu w sprawie sposobu prowadzenia przez publiczne przedszkola, szkoły i placówki dokumentacji przebiegu nauczania mowa tylko o numerze telefonu i adresie e-mail rodziców, ich imionach, nazwiskach i adresach zamieszkania.

Część szkół określa też zasady pierwszeństwa przy przyjmowaniu do świetlicy. Na przykład na stronie internetowej Publicznej Szkoły Podstawowej nr 34 w Radomiu zaznaczono, że ze względu na sytuację epidemiologiczną pierwszeństwo w przyjęciu mają dzieci z oddziałów przedszkolnych i klas I–III rodziców pracujących. Takie ograniczenia też są niezgodne z prawem.

Wiosną tego roku, kiedy przypadków zakażeń koronawirusem było dużo więcej niż obecnie, ministerstwo ograniczało opiekę świetlicową do najmłodszych uczniów. Przepisy, które na to pozwalały, już nie obowiązują.

– Od początku września wróciliśmy do pełnego trybu stacjonarnej nauki. Zatem i świetlica pracuje w tym trybie – mówi Anna Ostrowska. I dodaje, że do regulaminu korzystania z zajęć świetlicowych należy wprowadzić zapisy dotyczące zachowania bezpieczeństwa w czasie epidemii.

Zgodnie z prawem oświatowym szkoła podstawowa musi zapewnić zajęcia świetlicowe dla uczniów, którzy pozostają w niej dłużej ze względu na czas pracy rodziców (na ich wniosek), organizację dojazdu do szkoły lub inne okoliczności wymagające zapewnienia opieki w szkole. Pod opieką jednego nauczyciela w świetlicy nie może być więcej niż 25 uczniów.

Ze względu na pandemię dzieci uczęszczające do świetlicy nie powinny się mieszać. Zajęcia mają być więc organizowane w grupach uczniów z danej klasy, ale tylko wtedy, gdy szkoła ma taką możliwość. Mają się odbywać w świetlicy szkolnej lub w razie potrzeby w innych salach dydaktycznych, które nie są wykorzystywane do bieżącej nauki. Tak wynika z zaleceń Ministerstwa Edukacji i Nauki, Ministerstwa Zdrowia i sanepidu. Dyrektorzy szkół i samorządowcy podkreślają, że są one nierealistyczne.

– Nigdzie nie ma możliwości, by zorganizować zajęcia świetlicowe osobno dla każdej klasy. Szkoła nie jest z gumy. Brakuje sal, nauczycieli i pieniędzy na wynagrodzenia dla dodatkowych osób prowadzących zajęcia świetlicowe – mówi Marek Pleśniar z Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Kadry Kierowniczej Oświaty. I dodaje, że tam, gdzie udało się pozyskać środki i pozwala na to plan lekcji, a świetlicy brak, organizuje się zastępczo godzinę lub dwie dłużej we własnej klasie z wychowawcą.

W większości szkół zalecenia resortu zostaną jednak na papierze. Przecież trzeba je wcielić w życie tylko w miarę posiadanych możliwości.

Dostęp limitowany

Ze świetlicami problem był i przed pandemią. Teraz tylko się pogłębił. Szkoły od lat limitują dostęp do świetlicy, nie zawsze zgodnie z prawem. Część z nich uzależnia zapisanie dziecka do świetlicy od zatrudnienia rodziców. Gdy jako dowodu żądają oświadczenia, nie ma w tym nic złego, bo zgodnie z prawem szkoła podstawowa musi zapewnić zajęcia świetlicowe ze względu na czas pracy rodziców. Jednak część rodziców zmuszana jest do przyniesienia zaświadczenia od pracodawcy.

– Nie ma podstaw prawnych, aby żądać od rodziców zaświadczenia od pracodawcy o zatrudnieniu – mówi Anna Ostrowska, rzecznik prasowy MEN. I dodaje, że jeśli szkoła wprowadziła wymóg przedkładania tego typu zaświadczenia w statucie, kurator powinien w ramach nadzoru zwrócić uwagę na nielegalność zapisu.

Bez pierwszeństwa

Prawo oświatowe w art. 149 określa, jakich danych może żądać dyrektor placówki przy przyjęciu kandydata. Są to m.in. numer telefonu i adres poczty elektronicznej rodziców. Z kolei w rozporządzeniu w sprawie sposobu prowadzenia przez publiczne przedszkola, szkoły i placówki dokumentacji przebiegu nauczania mowa tylko o numerze telefonu i adresie e-mail rodziców, ich imionach, nazwiskach i adresach zamieszkania.

Część szkół określa też zasady pierwszeństwa przy przyjmowaniu do świetlicy. Na przykład na stronie internetowej Publicznej Szkoły Podstawowej nr 34 w Radomiu zaznaczono, że ze względu na sytuację epidemiologiczną pierwszeństwo w przyjęciu mają dzieci z oddziałów przedszkolnych i klas I–III rodziców pracujących. Takie ograniczenia też są niezgodne z prawem.

Wiosną tego roku, kiedy przypadków zakażeń koronawirusem było dużo więcej niż obecnie, ministerstwo ograniczało opiekę świetlicową do najmłodszych uczniów. Przepisy, które na to pozwalały, już nie obowiązują.

– Od początku września wróciliśmy do pełnego trybu stacjonarnej nauki. Zatem i świetlica pracuje w tym trybie – mówi Anna Ostrowska. I dodaje, że do regulaminu korzystania z zajęć świetlicowych należy wprowadzić zapisy dotyczące zachowania bezpieczeństwa w czasie epidemii.

Zgodnie z prawem oświatowym szkoła podstawowa musi zapewnić zajęcia świetlicowe dla uczniów, którzy pozostają w niej dłużej ze względu na czas pracy rodziców (na ich wniosek), organizację dojazdu do szkoły lub inne okoliczności wymagające zapewnienia opieki w szkole. Pod opieką jednego nauczyciela w świetlicy nie może być więcej niż 25 uczniów.