fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Służby mundurowe

Kulisy dymisji komendanta Zbigniewa Maja

Insp. Zbigniew Maj twierdzi, że padł ofiarą prowokacji w policji
PAP/Marcin Obara
Tarcia w rządzie i konflikt rodzinny – to tło odejścia byłego szefa policji.

„Rzeczpospolitej" udało się zajrzeć za kulisy głośnej dymisji komendanta głównego policji Zbigniewa Maja, która dwa tygodnie temu wstrząsnęła opinią publiczną.













Koordynator służb specjalnych Mariusz Kamiński przyznał w środę w Sejmie, że o tzw. sprawie Maja, czyli o śledztwie, w którym pojawia się nazwisko szefa policji, dowiedział się od szefa CBA już po nominacji nowego komendanta.

Wizyta agentów

Inspektor Zbigniew Maj został komendantem głównym policji w piątek, 11 grudnia. MSWiA wcześniej sprawdziło kandydata w CBA i ABW. Jak ustaliliśmy, według rejestrów Maj był czysty. Wtedy nikt nie napomknął o żadnym śledztwie go dotyczącym.

Jednak według informacji „Rzeczpospolitej" przełom nastąpił 14 grudnia, w poniedziałek. Do centrali CBA w Warszawie przyjechał szef łódzkiej delegatury i jeden z byłych agentów, którzy rozpracowywali tzw. układ kaliski, w tym Maja, który pochodzi z Kalisza.

To oni mieli donieść nowym szefom CBA o tym, że nazwisko Maja pojawia się w sprawie dotyczącej kaliskich samorządowców.

„Szefowie CBA, podobnie jak kierownictwo każdej służby czy instytucji, spotykają się regularnie w sprawach służbowych z dyrektorami delegatur" – odpowiada nam oględnie CBA, gdy pytamy o spotkanie.

Radio RMF FM twierdzi zaś, że minister Mariusz Kamiński dowiedział się o problemach Maja od Ernesta Bejdy, szefa CBA, ale nie podzielił się tą informacją z Błaszczakiem. Czy tak było - MSWiA nie odpowiada.

Z kolei Kamiński nie wyjaśnił posłom w środę, czy powiedział o sprawie Maja, Błaszczakowi. – Pytałem o to dwa razy. Kamiński nie odpowiedział – mówi Marek Wójcik, poseł PO, który brał udział w posiedzeniu.

Zbigniew Maj twierdził, że o śledztwie dowiedział się od dziennikarzy, którzy interesowali się sprawą. Według jego relacji poinformował wówczas o tym szefostwo MSWiA.

– Ministrowie dowiedzieli się o śledztwie post factum. Liczyli, że sprawa szybko się wyjaśni – potwierdza nasz informator ze służb.

W połowie lutego komendant podał się do dymisji. – Padłem ofiarą prowokacji. Nigdy nie zhańbiłem munduru oficera polskiej policji – mówił Maj.

Z naszych informacji wynika, że tłem całej sprawy mogą być napięcia między Kamińskim a Błaszczakiem.

Kamiński na fotelu komendanta głównego miał chcieć ulokować Grzegorza Postka, byłego funkcjonariusza CBA skazanego za tzw. aferę gruntową i niedawno ułaskawionego przez prezydenta.

Błaszczak postawił jednak na policjanta z 20-letnim stażem, czyli właśnie na Maja. – Kamiński chce mieć cywilny nadzór nad policją i generalnie nad służbami, o czym świadczą dzisiejsi ich szefowie – tłumaczy nasz informator.

Po co Kamińskiemu, mającemu nieograniczoną władzę nad służbami, jeszcze swój człowiek w KGP? – Trwa cicha rywalizacja pomiędzy koordynatorem służb a ministrem sprawiedliwości Zbigniewem Ziobrą, który wkrótce stanie na czele prokuratury. Posiadanie swojego człowieka na czele policji mogłoby wzmocnić Kamińskiego w tej rywalizacji – mówi nasz informator.

Konflikt interesów?

Interesujące jest również śledztwo, z powodu którego Zbigniew Maj stracił stanowisko. Prowadzi je Prokuratura Apelacyjna w Łodzi, a  dotyczy ono rzekomych nadużyć w kaliskim samorządzie - w nim "pojawia się" jego nazwisko. Wszczęto je na podstawie materiałów łódzkiej delegatury CBA. To w niej pracuje były szwagier Maja - Artur K., który miał być w grupie funkcjonariuszy rozpracowujących rzekome nadużycia samorządowców.

„Rzeczpospolita" ustaliła, że Artur K. ma poważne kłopoty: Prokuratura Rejonowa w Kaliszu prowadzi dotyczące go śledztwo. Jedno doniesienie złożyła na niego była żona – czyli siostra Maja – Elżbieta, która twierdzi, że Artur K. okradł ich wspólne konto z ok. 300 tys. zł.

Drugie doniesienie skierował przeciwko K. w czerwcu 2015 r. ówczesny szef CBA Paweł Wojtunik, zawiadamiając, że funkcjonariusz miał podać nieprawdę w swoich oświadczeniach majątkowych. Wewnętrzna kontrola CBA znalazła braki w siedmiu z nich, luki dotyczą kilku lat.

– Trwa śledztwo w sprawie podejrzenia przywłaszczenia blisko 300 tys. zł oraz podania nieprawdy w oświadczeniach majątkowych składanych przez tego funkcjonariusza CBA – potwierdza nasze informacje Janusz Walczak, wiceszef Prokuratury Okręgowej w Ostrowie Wielkopolskim. – Śledztwo prowadzi prokurator, ale część czynności zleca policji - dodaje prok. Walczak.

Mimo trwającego postępowania, Artur K. - według informacji "Rzeczpospolitej" - nie został zawieszony. Pytane o to Biuro nie odpowiada:

„CBA nie informuje o personaliach swoich funkcjonariuszy – czy ktoś jest czy nie jest agentem Biura. Co za tym idzie CBA nie informuje czy są lub nie są prowadzone jakiekolwiek postępowania wewnętrzne wobec naszych funkcjonariuszy”.

Jaką rolę mógł odegrać Artur K. w śledztwie dotyczącym samorządowców, w którym pojawia się Maj, i czy nie doszło do konfliktu interesów rzutującego na wartość zebranego przez CBA materiału?  Biuro i prokuratura nie odpowiedziały.

Wątpliwości jest więcej: jeden z agentów, którzy zbierali materiały na samorządowców w sprawie kaliskiej, jest związany z konfliktem w rodzinie byłego komendanta – był świadkiem na sprawie rozwodowej siostry Maja. Inny, po tym jak odszedł z CBA i został prezesem miejskiej spółki zwolnił pracującą w niej siostrę komendanta.

Co jeszcze budzi wątpliwości?

Sprawa nadużyć w kaliskim samorządzie wszczęta na podstawie materiału łódzkiego CBA w maju 2014 r. trafiła do łódzkiej Prokuratury Okręgowej. Nagle w styczniu tego roku przeniesiono ją do tamtejszej apelacji zajmującej się najgrubszymi przestępstwami. Rangę śledztwa podniosło niespodziewanie doniesienie Biura Spraw Wewnętrznych KGP dotyczące sprawy sprzed 13 lat - były informator policji twierdził, że dał Majowi pięć butelek wódki i pożyczył 10 tys. zł (w przeszłości tę sprawę wyjaśniał szef policyjnego CBŚ, a to co ustalił przekazał do BSW, które wtedy tematu nie podjęło). Doniesienie to wzięło się z anonimu, jaki wpłynął do BSW latem 2015 r. Biuro sprawę posłało do prokuratury dopiero w listopadzie 2015 r., krótko przed nominacją Maja.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA